Ależ dramat polskiej tenisistki. Było już 6:4, 4:1 i nagle stało się to

Maja Chwalińska poległa w pierwszej rundzie Challengera w Antalyi z Wushuang Zheng 6:4, 6:7 (3), 2:6. Mimo że prowadziła już 6:4, 4:1, a potem przy stanie 5:3 miała piłkę meczową, to nie była w stanie zwyciężyć. Jest to dość duże rozczarowanie, zwłaszcza że rywalka dostała się do zawodów jako "szczęśliwa przegrana" kwalifikacji, choć wycofała się z decydującego meczu z powodu kontuzji.
Maja Chwalińska
https://www.youtube.com/watch?v=saZG38CxlDA&t=4s

Maja Chwalińska ma za sobą znakomity okres. Nie dość, że zwyciężyła deblowy turniej w Antalyi, to zanotowała awans zarówno w rankingu WTA singlistek, jak i w rankingu deblowym. Niewiele brakowało, by wygrała również kolejny turniej w parze z Anastasią Detiuc, natomiast w finale panie poległy z parą Maria Lourdes-Carle - Simona Waltert. 

Zobacz wideo Szef KSW ostrzega: Pudzianowski tylko na tym straci

Bolesna porażka Mai Chwalińskiej. Prowadziła już 6:4, 4:1

Nasza zawodniczka dużo gorzej radzi sobie za to w rywalizacji indywidualnej. Choć pod koniec marca doszła do półfinału zmagań w Antalyi, to w dwóch kolejnych tureckich turniejach nie była w stanie przejść pierwszej rundy. Parę dni temu lepsza od niej okazała się Kamilla Rachimowa, która zwyciężyła 7:5, 6:4. Chwalińska nie wyciągnęła jednak wniosków z tej porażki, gdyż znów została wyeliminowana już na początku zawodów.

Polka zmierzyła się w środę z niżej notowaną Wushuang Zheng. Panie miały okazję rywalizować ze sobą w piątek w deblu i wówczas górą była Chwalińska. I to ona lepiej rozpoczęła mecz, gdyż wygrała pierwszego seta 6:4. Potem wydawało się, że wszystko idzie po jej myśli, gdyż w czwartym gemie zanotowała przełamanie, a następnie obroniła podanie do 0. I nagle niespodziewanie zaczęła popełniać sporo błędów. Co więcej, rywalka nie była jednak w stanie ich wykorzystać.

Mimo że przełamała Polkę, to chwilę później również straciła serwis i było 5:3. 15:30, 30:30, 40:30 - wówczas Chwalińska miała piłkę meczową. Ale nietrudno się domyśleć, jak to się skończyło. Ta odsłona zakończyła się tie-breakiem. Na początku było znakomicie, gdyż Chwalińska prowadziła 3:1. Natomiast wtedy do odrabiania strat zabrała się Chinka i wygrała 7:3. 

Trzeci set to już koncert błędów i przełamań obu zawodniczek. Po sześciu gemach tylko raz udało się obronić serwis. I zrobiła to Chinka. Podczas ostatniego gema nasza tenisistka prowadziła 30:0, 40:15, ale nie była w stanie zwyciężyć. Rywalka miała za to cztery break pointy, natomiast dopiero za czwartym razem zakończyła mecz. 

Maja Chwalińska - Wushuang Zheng 6:4, 6:7 (3), 2:6

Jest to dość spora wpadka naszej zawodniczki, co zauważyli użytkownicy na portalu X. "Warto dodać, że rywalka przez ponad osiem lat grania wygrała raptem 22 mecze na mączce" - przekazano. Można też wypunktować Polkę, że przegrała z zawodniczką, która dostała się do turnieju jako "szczęśliwa przegrana" z kwalifikacji, mimo że w poniedziałek skreczowała finałowy mecz.

Więcej o: