Ostatnie miesiące były trudne dla Igi Świątek. Po zwycięstwie w Roland Garros przyszły porażki w Wimbledonie i turnieju w Cincinnati. Później na paryskich igrzyskach, będąc pod wyjątkową presją, Świątek zdobyła brąz. Podczas US Open Polka odpadła w ćwierćfinale, a z następnych turniejów - w Seulu, Pekinie i Wuhan - zdecydowała się wycofać.
Nieco ponad tydzień temu dowiedzieliśmy się, że w poniedziałek 28 października Aryna Sabalenka wyprzedzi Świątek i zostanie nową liderką światowego rankingu. Tyle że Sabalenka objęła prowadzenie w zestawieniu już 21 października. "Numer jeden... Zobaczymy na jak długo tym razem" - zażartowała.
Decyzja WTA wywołała gigantyczne poruszenie w sieci. Serwis "Z kortu" wyjaśnił, że jest to sytuacja bez precedensu. Podkreśla, że regulamin rozgrywek wymaga od zawodniczek rozegrania przynajmniej sześciu turniejów rangi WTA 500. Iga ma w tym sezonie tylko dwa, podczas gdy Sabalenka - cztery. "Z tego wynika, że Idze powinno się przypisać cztery obligatoryjne zera, a Arynie dwa" - czytamy. Zauważono, że po zawodach w Ningbo Polce wpisano już trzecie, natomiast Sabalence dopiero pierwsze.
Czytamy także, że za tydzień 28 października obie zawodniczki "zyskają" po kolejnym zerze po turnieju WTA 500 w Tokio. Jeśli tak się stanie, to "zrobi się z tego zagmatwana sytuacja". Dlaczego? Wówczas obu tenisistkom odpadną punkty za ubiegłoroczne WTA Finals - Świątek straci 1500 pkt, a jej rywalka - 625 pkt. Ponadto Idze zostaną zabrane dodatkowe 195 pkt za najgorszy występ spoza Szlemów, czyli WTA 500 Stuttgart. Będzie miała wtedy 7970 pkt i aż 1046 pkt straty do Sabalenki.
"To tylko pokazuje słuszność uwag Igi wypowiadanych przez nią od wielu miesięcy, że ten kalendarz to żart. Nie chodzi o 'narzekanie', tylko o realny problem absurdalności terminarza dla najlepszych" - napisał Dominik Senkowski ze Sport.pl.
Momentalnie otrzymał kontrę od jednego z fanów. "Tylko dziwnie brzmią te deklaracje przy jednoczesnym uczestnictwie w pokazówkach u Szejków w okresie przygotowawczym" - zauważył kibic. "Zobaczymy, czy pokazówka będzie grana" - odpowiedział dziennikarz, przywołując przykład Taylora Friza, który mówi, że takie turnieje w ogóle go nie męczą.
Na koniec serwis "Z Kortu" podważył sens innego punktu w regulaminie. "Kolejnym absurdem jest to, że Iga płaci za świetne występy w 2024 r." - czytamy. Najgorsza zdobycz punktowa w tym sezonie Świątek to 120 pkt w turnieju w Miami, podczas gdy Sabalenki... 10 pkt w zawodach w Dubaju. "Ten przepis jest wyjątkowo anty-sportowy" - napisał jeden z użytkowników.
Inny z fanów stwierdził wprost, że dodawanie i odejmowanie punktów w rankingu jest wielkim żartem. Nie ma za to wątpliwości, że w ostatnim czasie to Sabalenka była najlepszą tenisistką na świecie i to jej należy się tytuł liderki.