Jessica Pegula jeszcze nigdy nie dotarła do półfinału Wielkiego Szlema. Na każdym z czterech najważniejszych turniejów odpadała w ćwierćfinałach i teraz będzie chciała przełamać klątwę w spotkaniu z Igą Świątek. Rywalizację zaplanowano na 4 września na kortach we Flushing Meadows.
Pegula jest oczywiście ulubienica amerykańskiej publiczności, a podczas US Open media chętnie rozpisują się o jej podróżach metrem na spotkania i treningi w okolicach Nowego Jorku. - Nie lubię jeździć samochodem, dlatego kiedy mogę, to wybieram metro albo pociąg - mówiła Pegula w wideo, które udostępniła na Instagramie.
Pegula i jej podróże pociągiem zwracają uwagę mediów dlatego, że Amerykanka nie tylko zarobiła miliony na grze w tenisa, ale jej ojciec to znany miliarder. Terrence Pegula jest biznesmenem, który drobił się m.in. w branży naftowo-paliwowej, a "Forbes" w 2024 roku wycenił jego majątek na 7,7 miliarda dolarów.
Obecnie ojciec tenisistki swoje środki inwestuje m.in. w sport i jest właścicielem Buffalo Bills i Buffalo Sabres - drużyn NHL i NFL, a więc najlepszych amerykańskich lig hokeja i futbolu amerykańskiego. "Forbes" klasyfikuje go na 403. na liście światowych miliarderów. Sabres kupił za 189 milionów dolarów, a Bills za 1,4 miliarda. Walkę o drugą z drużyn stoczył ze spółkami związanymi z Donaldem Trumpem i Bonem Jovi, ale zdołał je przelicytować.
Dlatego też media i kibice mogą dziwić się, że znana tenisistka podróżuje metrem, jak "normalni" ludzi. W końcu pieniędzy nie brakowało jej nigdy, a do tego sama na tenisie zarobiła już ponad 14 milionów dolarów według strony WTA.
- To są rzeczy, które bardzo mnie denerwują. Ludzie myślą, że mam swojego szofera i prywatną limuzynę. Myślą, że latam wszędzie prywatnym samolotem. Ja wcale taka nie jestem. Ludzie mogą mówić, co chcą, to nawet całkiem zabawne. Sama jak lokaj czytam te komentarze i wiem, że wcale nie jestem taka - mówiła Pegula na jednej z ostatnich konferencji prasowych. W przeszłości przekonywała także, że ludzie zawsze postrzegali ją jako "córkę bogatego tatusia", ale nauczyła się z tym żyć.
Według historii opisywanych w amerykańskich mediach ojciec Peguli w przeszłości pożyczył od znajomych i rodziny 7500 dolarów, by zacząć biznes i robić odwierty piaskowe w poszukiwaniu gazu. Tak powstała jego wielka firma East Resources. Później w 2010 roku sprzedał spółkę za prawie 5 miliardów dolarów. Historia matki tenisistki jest kompletnie inna.
Kim Pegula pochodzi z Korei Południowej i w wieku pięciu lat została porzucona na ulicach Seulu. Później trafiła do adopcji i została przyjęta przez amerykańską rodzinę. W USA poznała swojego późniejszego męża Terrence'a i została jego drugą żoną. Pierwszą była Anne Shirley. Jessica Pegula ma czworo rodzeństwa - brata Michaela i siostrę Laurę z poprzedniego małżeństwa ojca, a także Kelly i Matthew, z którymi ma dwoje tych samych rodziców.
Amerykańska tenisistka urodziła się więc w niezwykle bogatej rodzinie, ale również sama doszła do ogromnych sukcesów. Największym w jej karierze byłby awans do półfinału US Open, ale do tego potrzebne będzie jej pokonanie Igi Świątek. W trakcie kariery dokonała tego trzy razy w dziewięciu spotkaniach. Ostatni raz pokonała Polkę w 2023 roku w półfinale w Montrealu.