Iga Świątek nie ma sobie równych podczas US Open. Pokonała już Kamillę Rachimową, Enę Shibaharę, Anastazję Pawluczenkową i Ludmiłę Samsonową. Dość powiedzieć, że w drodze do ćwierćfinału nie straciła nawet seta. Co więcej, widać, że Polka rozkręca się z rundy na rundę i pokazuje coraz to lepszą dyspozycję. Najlepiej świadczy o tym fakt, że w ostatnich trzech spotkaniach nie musiała bronić ani jednego break pointa. "Ogromna metamorfoza w stosunku do 1. rundy". "Wow" - zachwycali się eksperci. I znakomita forma liderki rankingu WTA pozwala jej nie tylko eliminować rywalki, ale i dopisywać kolejne zera do konta... bankowego.
W tym roku organizatorzy US Open są bardzo hojni. Pula nagród jest rekordowa - wynosi aż 75 mln dolarów, a więc aż o 10 mln więcej niż w poprzednim sezonie. To też najwięcej spośród wszystkich imprez wielkoszlemowych w tym sezonie. W związku z tym więcej dostaną zawodniczki także za awans do poszczególnych rund.
Z racji tego, że Świątek zameldowała się już w ćwierćfinale, to zarobiła aż 530 tysięcy dolarów. To w przeliczeniu na polską walutę daje ponad dwa mln zł. A na tym wcale 23-latka nie musi się zatrzymywać. I z pewnością nie zamierza.
Jeśli uda jej się pokonać Jessikę Pegulę, wówczas łącznie zainkasuje okrągły mln dolarów, a więc niespełna cztery mln zł. Z kolei udział w finale to wypłata niemal dwukrotnie większa, bo wynosząca 1,8 mln dolarów (prawie siedem mln zł). Triumfatorka imprezy zgarnie aż 3,6 mln dolarów, czyli niespełna 14 mln zł, co jest absolutnym rekordem! Taka nagroda przysługuje zarówno paniom, jak i panom.
Jest więc o co grać. W przypadku sukcesu Świątek może się znacząco wzbogacić. A Polka już wie, jak to jest wygrywać na nowojorskich kortach. W końcu to tutaj zgarnęła tytuł w 2022 roku. To jak na razie jedyny triumf wielkoszlemowy na innej nawierzchni niż ziemna - w Roland Garros wygrywała aż czterokrotnie.
Teraz przed Świątek mecz z Pegulą. Będzie to już 10. bezpośrednie starcie tych tenisistek w historii. Lepszym bilansem legitymuje się Polka - sześć wygranych przy trzech porażkach. Po raz ostatni panie mierzyły się w WTA Finals 2023 i wówczas nasza rodaczka oddała rywalce zaledwie... jednego gema. Nie ulega więc wątpliwości, że i tym razem będzie faworytką do zwycięstwa. Mecz odbędzie się w środę 4 września, ale godzina jego rozpoczęcia nie jest jeszcze znana.