Jeszcze przed meczem tych dwóch zawodniczek zdecydowanie nie trzeba było przedstawiać sobie nawzajem. Raptem miesiąc wcześniej rozegrały ze sobą najważniejszy mecz dotychczasowych karier, czyli finał igrzysk olimpijskich w Paryżu. Wówczas znacznie lepsza okazała się pogromczyni Igi Świątek, Chinka Zheng, która zwyciężyła 6:2, 6:3.
Los postanowił nie czekać zbyt długo z szansą rewanżu dla Vekić. Po i tak bardzo udanych dla niej igrzyskach nie poszło jej co prawda zbyt dobrze w Cincinnati, gdzie niespodziewanie przegrała już w pierwszym meczu z Amerykanką Ashlyn Krueger. Jednak już podczas US Open wróciła odbudowana i bez straty seta wygrywała m.in. z Belgijką Greet Minnen (7:5, 6:1) czy Amerykanką Peyton Stearns (7:5, 6:4).
Jeżeli chodzi o mistrzynię olimpijską, ona również w Cincinnati była widocznie na pewnym "pozwycięskim kacu", bo już w 1/8 finału wyrzuciła ją Rosjanka Anastazja Pawluczenkowa (5:7, 1:6). Ale w Nowym Jorku to już inna historia. Nie grała może tak stabilnie jak Vekić, bo seta urywały jej Amanda Anisimowa oraz Erika Andriejewa, lecz ostatecznie Chinka przetrwała wszelkie trudności i weszła do 1/8 finału.
W nim mogliśmy już zacierać ręce na wielki rewanż i zdecydowanie było na co czekać. Pokazał to już pierwszy, niezwykle wyrównany set. Obie zawodniczki świetnie serwowały, co widać było po braku przełamań. Breakpointy były zresztą tylko dwa i miała je w siódmym gemie Zheng, lecz obu nie wykorzystała. Statystycznie obie panie wyglądały też bardzo podobnie, nawet winnerów posłały prawie tyle samo (15:14 dla Chinki). Zdecydował tiebreak, którego o wiele lepiej rozegrała Zheng. Szybkie mini-przełamanie i prowadzenie 4:1, którego nie zmarnowała. Wygrała 7:2 i ostatecznie całego seta 7:6(2).
Druga partia wcale nie była mniej wyrównana od pierwszej. Ba! Trwała nawet dłużej i też ponad godzinę, pomimo że tiebreaka w niej nie było. A to dlatego, że pojawiły się przełamania. Najpierw Vekić wyszła na prowadzenie 2:0, ale Zheng szybciutko odrobiła stratę. Później zawodniczki nie odpuszczały, a kluczowy okazał się gem przy wyniku 5:4 dla Vekić. Chorwatka miała w nim aż trzy piłki setowe. Dwie pierwsze zmarnowała i wydawało się, że będzie mogła pluć sobie w brodę. Na swoje szczęście trzecią już wykorzystała i po ponad godzinnym secie doprowadziła do remisu.
Czwarta partia też krótka nie była, choć o wiele mniej wyrównana. Zheng już przy pierwszej okazji przełamała rywalkę i nie miała zamiaru tracić tej przewagi. Przy własnym podaniu była niezwykle skuteczna, nie dając Chorwatce nawet breakpointa. Sama z kolei napędzała się kolejnymi udanymi akcjami i w końcu dorzuciła także drugie przełamanie na 5:2.
Sytuacja Vekić stała się fatalna i taka też już pozostała. Chinka nie kazała kibicom długo czekać, kończąc mecz już w kolejnym gemie. Decydująca partia wygrana 6:2 i awans mistrzyni olimpijskiej do ćwierćfinału US Open. Tam z kolei czeka już ogromne wyzwanie pod postacią Aryny Sabalenki.