Novak Djoković (2. ATP) przed rokiem okazał się bezkonkurencyjny w US Open. Teraz przystępował do tego turnieju opromieniony olimpijskim złotem w Paryżu. Ale wiadomo już, że nie uda mu się obronić tytułu w Nowym Jorku.
W trzeciej rundzie US Open Serb wpadł na dobrze dysponowanego Alexeia Popyrina (28. ATP), który niedawno wygrał turniej w Montrealu. Australijczyk po raz kolejny potwierdził klasę i pokonał wicelidera światowego rankingu 6:4, 6:4, 2:6, 6:4. Tym samym Djoković dołączył do Carlosa Alcaraza (3. ATP) czy Huberta Hurkacza (7. ATP), którzy również bardzo szybko odpadli z turnieju - obaj już w drugiej rundzie.
Dwa pierwsze sety meczu Djokovicia z Popyrinem miały bardzo podobny przebieg. O wyniku decydowało jedno przełamanie na korzyść tego drugiego - w pierwszej partii kluczowy okazał się dziewiąty gem, a w drugiej piąty gem.
Dopiero w trzecim secie Serbowi udało się odebrać rywalowi serwis. W dodatku zrobił to aż trzykrotnie, przy tylko jednym przełamaniu dla Australijczyka, dzięki czemu wrócił do gry. A na początku czwartej partii miał kolejne break pointy, tyle że ich nie wykorzystał.
Popyrin był bardziej bezwzględny i przełamał Serba na 3:2, w kolejnym gemie obronił dwa break pointy, a następnie jeszcze raz wygrał gem przy jego podaniu i serwował po zwycięstwo w meczu. Jednak wicelider rankingu zdołał się podnieść i po wykorzystaniu czwartej szansy na przełamanie zmniejszył stratę. Wygrał także kolejny gem, lecz na niewiele mu się to zdało - Popyrin przy własnym podaniu wygrał gem do zera i sensacyjnie wyeliminował 24-krotnego triumfatora turniejów wielkoszlemowych.
W czwartej rundzie US Open Alexei Popyrin zmierzy się z Francesem Tiafoe (20. ATP).