4 godziny i 23 minuty morderczej walki Kaśnikowskiego na US Open. Zadecydował super tie-break

21-letni Maks Kaśnikowski w poniedziałek zadebiutował w turnieju wielkoszlemowym - zagrał w pierwszej rundzie turnieju głównego US Open, czyli ostatniego Wielkiego Szlema w tym roku. Jego rywalem był 43. w rankingu ATP Pedro Martinez - pojedynek był niesłychanie zacięty i nie brakowało w nim zwrotów akcji. Ostatecznie nasz zawodnik przegrał 7:6(6), 1:6, 2:6, 6:3, 6:7(6), a spotkanie trwało ponad cztery godziny.
Maks Kaśnikowski
screen eurosport

Kilka dni temu polscy kibice tenisa mieli ogromny powód do szczęścia. A to dlatego, że niemałej sensacji na arenie międzynarodowej dokonał Maks Kaśnikowski (194. ATP). 21-letni Polak dołączył do Huberta Hurkacza, uzyskując kwalifikację do głównej fazy US Open. Wcale nie było to łatwe zadanie. Na początek eliminacji pokonał Emilio Navę (173. ATP) 6:2, 2:6, 6:2. Następnie rozprawił się ze Stefano Napolitano (136. ATP) z Włoch 7:5, 6:4, a w finale był lepszy od Antoine'a Escoffiera (217. ATP) z Francji, zwyciężając 6:3, 7:6(2).

Zobacz wideo Co dalej z Igą Świątek? "Przeżyła ogromne napięcie. To był wielki cios"

Kaśnikowski zadebiutował na US Open. Zaczęło się kapitalnie

W poniedziałkowy wieczór Kaśnikowski rozegrał pierwszy, historyczny mecz na wielkoszlemowym turnieju. Jego rywalem był 43. w rankingu ATP Hiszpan Pedro Martinez. Oznacza to, że obu zawodników dzieliło aż 151 miejsc. To jednak w ogóle nie przeszkadzało naszemu tenisiście w toczeniu zaciętej i wyrównanej rywalizacji na nowojorskim korcie.

Od pierwszego gema Maks Kaśnikowski pokazywał, na co go stać. Nie odstawał od wyżej notowanego rywala. Co więcej, często sprawiał mu ogromne problemy bardzo agresywną grą. Niestety młodzieńcza brawura często była połączona ze stresem, jaki z pewnością odczuwał 21-latek w jednym z najważniejszych pojedynków w dotychczasowej karierze. Hiszpan nie prezentował nieosiągalnego dla Polaka stylu. Czasami próbował odważnych zagrań - szczególnie przy returnach - które nie należą do jego podstawowego repertuaru. Często lądowały one poza kortem. Martinez nie unikał również skrótów pod siatkę, z którymi Kaśnikowski także radził sobie całkiem nieźle.

Zacięta rywalizacja miała odzwierciedlenie na tablicy wyników. Obaj panowie dosłownie szli łeb w łeb. Żaden z nich nie oddał własnego podania, aż w końcu na koncie obu pojawiło się po sześć gemów. Warto zaznaczyć, że kilkukrotnie to 43. tenisista świata miał okazję na przełamanie, jednak za każdym razem Polak potrafił znaleźć sposób na obronę break-pointów. A jeden z nich był na wagę wygrania seta. W końcu w pierwszej partii doszło to tie-breaka. W nim to rywal Polaka cały czas musiał gonić wynik. Nasz reprezentant kapitalnie rozpoczął decydującą fazę tego seta. W pewnym momencie wygrywał już 4:2, jednak Hiszpan był nieustępliwy. Na szczęście ostatecznie udało mu się wygrać w tie-breaku 8:6! - To była walka na noże. Po 70 minutach Maks wygrywa pierwszego seta z faworyzowanym rywalem z pierwszej pięćdziesiątki rankingu - mówili komentatorzy Eurosportu.

Sensacja goniła sensację!

Niestety, wszystko posypało się w drugim secie. W nim kibice byli świadkami pierwszych przełamań, jednak ich autorem był Pedro Martinez. Od stanu 1:1 szybko odskoczył na 4:1, aby finalnie zwyciężyć tę partię 6:1. Dla Polaka po prostu był to set do zapomnienia. Na nieszczęście dla 21-latka nie był to jednorazowy zryw Hiszpana. Kaśnikowski stracił na jakości, co przekładało się na wynik. W trzeciej odsłonie meczu znów jego rywal rozpędzał się z każdym zdobytym punktem. Polak miał ogromne problemy fizyczne, co Hiszpan wykorzystywał bezlitośnie. Zalążkiem nadziei było pierwsze przełamanie ze strony Maksa Kaśnikowksiego, po którym od razu doprowadził do remisu 2:2. To najwyraźniej rozdrażniło jego rywala, który od tego momentu zdobył... 16 punktów z rzędu i wygrał 6:2.

Wydawało się, że czwarty set będzie już tylko dopełnieniem formalności przez Pedro Martineza, ale 21-latek walczył do końca. Po przerwie toaletowej i zmianie koszulki na żółtą znów sensacyjnie wyszedł na prowadzenie 4:2, a całą partię wygrał 6:3! O triumfatorze pierwszej rundy US Open zdecydował piąty set, w którym początkowo obaj panowie wzajemnie się przełamali. Następnie znów szli łeb w łeb. Przy wyniku 4:4 w ostatniej akcji tego gema nasz zawodnik popisał się kapitalnym zagraniem, po którym kibice aż głośno krzyknęli z radości! Było 5:4 dla 21-latka. Chwilę później Hiszpan znów doprowadził do wyrównania, po czym niestety przełamał Kaśnikowskiego. Przy przewadze Martineza Polak popełnił podwójny błąd serwisowy, co mogło być przełomowym momentem poniedziałkowego starcia. Mimo to nasz reprezentant... dokonał tego samego. Zwyciężył przy podaniu przeciwnika, a na tablicy widniał wynik 6:6. Chwilę później rozpoczął się super tie-break!

Tam emocje sięgnęły zenitu. Finalnie Polak w nim przegrał 6:10, jednak mimo porażki jego debiutancki mecz na US Open już na zawsze zapisze się na kartach historii polskiego tenisa. Łącznie pojedynek trwał aż cztery godziny i 23 minuty!

Maks Kaśnikowski - Pedro Martinez 7:6(6), 1:6, 2:6, 6:3, 6:7(6)

Więcej o: