Najpierw były ciężkie oddechy po rozgrywanych w błyskawicznym tempie wymianach, następnie pełne emocji gesty i pytające spojrzenie w stronę trenerów, a na koniec zarówno pierwszego, jak i drugiego seta bicie rakietą w złości o własną nogę. Magda Linette miała zakończyć pierwszy dzień US Open poprawą humorów polskich kibiców po wcześniejszych porażkach Magdaleny Fręch i Maksa Kaśnikowskiego, ale zamiast tego dołożyła spore rozczarowanie. Przegrała z Ivą Jović, która debiutowała w dorosłej rywalizacji wielkoszlemowej.
Do czterech razy sztuka - na takie stwierdzenie szykowali się fani Linette po pojedynku z Jović. Bo doświadczona poznanianka wcześniej w tym sezonie za każdym razem z rywalizacją wielkoszlemową żegnała się już w meczu otwarcia. W Australian Open w drugiej partii spotkania ze słynną Dunką polskiego pochodzenia Caroline Wozniacki schodziła z kortu ze łzami w oczach, kreczując z powodu kontuzji uda. W Roland Garros i w Wimbledonie nie sprzyjał jej los - trafiła na wyżej notowane rywalki i przegrała zarówno z Rosjanką Ludmiłą Samsonową, jak i z Ukrainką Eliną Switoliną.
Zła passa miała się skończyć teraz w Nowym Jorku. Na otwarcie przyszło jej zagrać z Jović, która dopiero w grudniu będzie obchodzić 17. urodziny, a do głównej drabinki dostała się dzięki "dzikiej karcie". Amerykanka jeszcze niespełna dwa miesiące temu rywalizowała z powodzeniem w juniorskim Wimbledonie (dotarła do półfinału). Poniedziałkowym występem zaś z pewnością odwdzięczyła się organizatorom nowojorskiej imprezy za to zaufanie w postaci przepustki do zasadniczej części "dorosłej" rywalizacji.
Linette miała zaś w poniedziałek odczarować również kort nr 15 - na którym tuż przed nią rywalizował Kaśnikowski. Debiutujący w Wielkim Szlemie 21-latek stoczył prawie czteroipółgodzinny pojedynek, ale przegrał w pięciu setach ze znacznie wyżej notowanym Pedro Martinezem (Hiszpan jest 43. na liście ATP, a Polak 194.). Wydawało się, że jego starsza i dużo bardziej doświadczona koleżanka szybko upora się z rywalką, o której większość kibiców niewiele wcześniej potrafiła powiedzieć. Linette również.
- Czas na analizę jej gry mieliśmy, ale materiały było dużo trudniej znaleźć. Coś tam wiemy, wstępny zarys jej gry mam. Wiem, czego się mniej więcej spodziewać. Wiadomo też, że może to być inna historia, kiedy wyjdzie się na kort, tym bardziej na takim turnieju, gdzie ona będzie mieć na pewno stuprocentowy doping. Będę musiała uczyć się jej gry na bieżąco - opowiadała Polka w niedzielnej rozmowie dla Eurosportu.
Poznanianka mówiła też wtedy m.in. o tym, że w pewnym momencie niełatwego dla niej obecnego sezonu zyskała spokój i dzięki temu zaczęła podejmować lepsze decyzje na korcie. Tego jednak brakło jej w spotkaniu z Jović. Duża w tym zasługa rywalki, której rodzice są serbskimi imigrantami. Ta narzuciła bowiem bardzo szybkie tempo. A swoje ofensywne nastawienie pokazała już w pierwszym gemie, w którym zanotowała od razu przełamanie.
Świetnie poruszająca się nastolatka regularnie zmuszała Linette do biegania od jednej do drugiej strony kortu. Ta dość szybko zaczęła ciężej oddychać. Początkowo jeszcze reagowała spokojnie na dobrą grę przeciwniczki. Jakby ufając, że ta nie wytrzyma przez dłuższy czas takiej intensywności. Ale z czasem mina faworytki była coraz bardziej niepewna, a w jej grze pojawiła się coraz większa nerwowość. Tak było, gdy na tablicy wyników pojawił się wynik 1:3, a potem 3:5. Pierwszą piłkę setową w dziewiątym gemie jeszcze obroniła, ale przy następnej w gemie numer dziesięć już spasowała.
Po kolejnych błędach doszły też emocje. A tych błędów mało nie było - niewymuszonych Polce naliczono 29, podczas gdy jej rywalce 15. Gdy na koniec pierwszej partii zepsuła return, to po raz pierwszy uderzyła się mocno dwa razy rakietą w nogę. Takie zachowanie wynikające z frustracji nieraz już można było zobaczyć u niektórych zawodników, ale Linette z tym kojarzona dotychczas nie była.
Na początku drugiej odsłony wydawało się, że to wyładowanie złości jej pomogło. Półfinalistka Australian Open 2023 efektownie i efektywnie ją zaczęła - przy własnym podaniu zanotowała trzy uderzenia wygrywające. Kolejne dwa gemy serwisowe też nie zwiastowały kłopotów - oba wygrała bez straty punktu. Ale przy stanie 3:3 nastąpiło tąpnięcie - mimo prowadzenia 40:15 straciła podanie, co potem - po znów mnożących się błędach - przydarzyło się jej jeszcze raz. Na koniec pozostało jej tylko ponowne uderzanie w złości rakietą o nogę.
Tym większa szkoda tej przegranej, że w ostatnich miesiącach gra poznanianki wydawała się wracać na właściwe tory. W lipcu wygrała turniej w Pradze, a zaraz potem w pierwszej rundzie turnieju olimpijskiego w Paryżu odprawiła niespodziewanie 17-letnią Mirrę Andriejewą, półfinalistkę Roland Garros 2024. Na następnym etapie musiała uznać już wyższość mającej ostatnio świetny czas Włoszki Jasmine Paolini, ale ogółem w jej obozie powiało optymizmem.
Występy w Toronto i Cincinnati - po przenosinach na korty twarde - Linette kończyła na drugiej rundzie. Po przybyciu do Nowego Jorku była w dobrym humorze i zapewne nie przyszło jej nawet przez myśl, że drogę do pierwszego w sezonie zwycięskiego meczu w Wielkim Szlemie zamknie jej dopiero wchodząca do dorosłego tenisa rówieśniczka Andriejewej. Zawodniczka, która jeszcze rok temu startowała w juniorskiej edycji US Open.
Tamtym występem w Nowym Jorku (odpadła w drugiej rundzie) Jović wróciła do gry po kilkumiesięcznej przymusowej przerwie - Wimbledon 2023 oglądała w telewizji w domu w Los Angeles, mając obok położone kule, z których korzystała przy przemieszczaniu się po złamaniu kości stopy. Jeszcze przed wrześniowym wznowieniem startów musiała zaś uporać z problemami z kostkami. Teraz jednak znów błyszczy na korcie, a poniedziałek udowodniła, że warto się jej uważnie przyglądać.