Czarne chmury nad Coco Gauff! Gigantyczna sensacja na Wimbledonie

Dominik Senkowski
Coco Gauff nigdy wcześniej nie była tak wysoko. I choć na Wimbledonie uśmiechnęło się do niej szczęście, sprzyjała drabinka i inne okoliczności, to druga rakieta świata odpadła z turnieju bardzo szybko. I zamiast umacniać pozycję wiceliderki, musi oglądać się za siebie. Na jej miejsce czyhają Aryna Sabalenka i Jelena Rybakina. Czego dziś brakuje w grze 20-letniej Amerykanki?

Coco Gauff odpadła w niedzielę w czwartej rundzie Wimbledonu. Lepsza od niej okazała się inna reprezentantka USA Emma Navarro (4:6, 3:6). Gauff wyrównała swój najlepszy wynik w Londynie w singlu z 2019 i 2021 r. Na wielkoszlemowej trawie jeszcze nigdy nie doszła do ćwierćfinału.

Zobacz wideo Skarga na dziennikarza Polsatu

Dla 20-latki z Delray Beach tegoroczny Wimbledon był prawdziwym sprawdzianem na polu mentalnym. Pierwszy raz w Wielkim Szlemie wystąpiła w roli drugiej rakiety świata. Na tę pozycję wskoczyła po Roland Garros, głównie z uwagi na słabszy wynik w Paryżu Aryny Sabalenki (ćwierćfinał). 

Coco Gauff stała przed wielką szansą

Gauff była w gronie faworytek nie tylko z uwagi na wysokie miejsce w rankingu, ale i korzystne losowanie, a z dnia na dzień coraz korzystniejszą drabinkę. Odpadały z niej kolejne mocne nazwiska, które znajdowały się w jej rejonach, m.in. Sorana Cirstea, Daria Kasatkina czy Linda Noskova, a przecież już na wstępie wycofała się Aryna Sabalenka. Długo ten turniej układał się idealnie dla Amerykanki.

Dość powiedzieć, że w pierwszych trzech rundach Coco Gauff mierzyła się z tenisistkami numer 51., 142. i 298. na świecie. To drabinka wyglądająca jak na imprezie rangi WTA 250 albo 125, a nie wielkoszlemowej. W końcu jednak przyszło jej rywalizować z groźniejszą rywalką, a ta okazała się wyraźnie lepsza. 

17. w rankingu Emma Navara zastosowała idealną taktykę do spotkań przeciwko Coco Gauff. Grała rodaczce jak najczęściej na forhend, zmuszała do biegania i punkty szły na jej konto. Gauff już ponad rok pracuje ze słynnym amerykańskim trenerem Bradem Gilbertem (to były szkoleniowiec m.in. Andre Agassiego). Pod jego wodzą poprawiła się, także w uderzeniu forhendowym, ale to zagranie nadal nie jest na tyle pewne, by dawać gwarancję, że w najważniejszym momencie nie zawiedzie. W niedzielę ponownie zawiodło - Gauff sporo psuła, nie czuła się komfortowo. A Navarro tylko na to czekała. 

Trudno też mówić o wielkiej sensacji, jeśli spojrzymy na ostatnie wyniki Coco przeciwko zawodniczkom z top 20 kobiecego tenisa. W tym roku wygrała tylko cztery takie pojedynki (z Qinwen Zheng, dwa razy z Ons Jabeur i Jekateriną Alexandrową), a przegrała aż siedem (dwukrotnie z Igą Świątek, raz z Aryną Sabalenką, Marią Sakkari, Madison Keys, Jessicą Pegulą i ostatnio Emmą Navarro). 

Gauff awansowała na pozycję numer dwa na świecie, ale nie da się ukryć, że nie jest to najmocniejsza wiceliderka kobiecych rozgrywek ostatnich lat. Nie chodzi tylko o jej forhend - choć trudno uwierzyć, żeby tenisistka na tym poziomie mogła mieć aż takie problemy z tym uderzeniem. 20-latka nie wygrała turnieju wyższej rangi niż WTA 250 od września ubiegłego roku, gdy była najlepsza w Nowym Jorku.

Czego brakuje drugiej rakiecie świata?

Od tego czasu zanotowała m.in. półfinały tegorocznych Australian Open i Roland Garros, półfinał Indian Wells i Rzymu, czy ćwierćfinał w Dubaju. To wszystko bardzo dobre wyniki, ale trudno pozbyć się wrażenia, że Coco Gauff wciąż czegoś brakuje do jeszcze lepszych rezultatów. Czego?

To nie tylko forhend, o którym można rozmawiać godzinami. Gauff jest jedną z najlepszych deblistek świata. Potrafi grać znakomicie przy siatce, operować wolejem, skrótem. W grze podwójnej nie unika tych zagrań. A w singlu? Czasem zdaje się być zbyt przywiązana do linii końcowej. Mogłaby kończyć akcje szybciej, przechodzić do przodu, szukać innych rozwiązań. Jest świetne przygotowania fizycznie, ale bieganie od jednej linii do drugiej ogranicza ilość jej rozwiązań taktycznych. 

Do tego dochodzi serwis. Zachwycamy się prędkością podania Igi Świątek, bo Polka serwuje dziś najszybciej w karierze, ostatnio nawet powyżej 190 km/h. Coco Gauff podaje nierzadko nawet z prędkością 200 km/h lub szybciej. Jednak te serwisy bywają często nie aż tak skuteczne, jak wynikałoby to z ich mocy. Są zagrywane w miejsce dość dogodne dla rywalek, ich kierunek jest łatwy do rozszyfrowania. Wówczas sama moc nie wystarcza, by podanie stanowiło silną broń Coco. 

Dziś aktualna mistrzyni US Open traci w ogólnym rankingu WTA 3600 punktów do pierwszej Igi Świątek. Jeszcze gorzej wygląda to w zestawieniu WTA Race obejmującym wyniki wyłącznie z tego sezonu. Prowadzi Świątek, a piąta Gauff jest o 3800 pkt za nią. Dystans jest ogromny, a za chwilę może być jeszcze większy. 

Zamiast gonić Świątek musi patrzeć za siebie

Mimo porażki z Navarro Gauff może być pewna, że po zakończeniu Wimbledonu pozostanie numerem dwa na świecie. Ale co dalej? Do końca sezonu będzie miała do obrony aż 4500 punktów. To dlatego, że lato 2023 było dotąd jej najlepszym okresem w karierze. Wygrała wtedy turnieje w Waszyngtonie, Cincinnati (tam w półfinale pokonała Świątek, jak dotychczas jedyny raz) i wielkoszlemowe zawody w Nowym Jorku. Do tego dorzuciła także ćwierćfinał w Montrealu. 

Wszystko wskazuje na to, że Coco Gauff nie obroni punktów za zwycięstwo w Waszyngtonie. Impreza rusza 29 lipca, w trakcie igrzysk w Paryżu. Amerykanka ma występować w stolicy Francji. Turniej o medale potrwa do 4 sierpnia, a już dwa dni później ruszają zawody w Toronto, następnie w Cincinnati i US Open. 

To może być wymagający okres dla amerykańskiej tenisistki, a pamiętajmy o presji, jaka towarzyszy w tenisie konieczności obrony punktów. Dużo lżej gra się wówczas, gdy nie trzeba myśleć o bronieniu, czego w tym roku doświadcza Jasmine Paolini, notując najlepsze osiągnięcia w karierze. 

Zaraz może okazać się, że Coco Gauff nie nacieszy się długo rolą wiceliderki rankingu. W tym momencie Aryna Sabalenka traci do niej 100 punktów, ale po Wimbledonie będzie to 1100 "oczek", gdyż Białorusinka nie występowała w Londynie z uwagi na kontuzję. Jeśli jednak Sabalenka zdoła odbudować się fizycznie (a jest zgłoszona do Waszyngtonu, bo nie gra na igrzyskach), to może zacząć szybko gonić Amerykankę. Za Montreal i Cincinnati nie broni aż tylu punktów, najwięcej za finał zeszłorocznego US Open, gdzie przegrała z Gauff.

Zbliżyć do największej nadziei amerykańskiego tenisista może się także Jelena Rybakina. Tenisistka reprezentująca Kazachstan jest już w ćwierćfinale Wimbledonu, pozostaje główną faworytką do wygranej w Londynie z racji doświadczenia (była tam już najlepsza dwa lata temu) i sporej liczby niespodzianek w drabince. Rybakina w przypadku wygranej byłaby już raptem 500 punktów za Gauff. 

Do tego zeszłoroczne turnieje w Cincinnati, Montrealu i US Open nie poszły po myśli Jeleny Rybakiny i w przypadku lepszych wyników w tym roku mogłaby na koniec lata pierwszy raz w życiu zostać numerem dwa na świecie. O ile będzie jej dopisywało zdrowie. W przypadku Rybakiny to kluczowy czynnik, który w ostatnich dwóch sezonach wpływał znacznie na falowanie w zakresie osiąganych wyników. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.