Ależ starcie dwóch wielkich gwiazd tenisa

W ćwierćfinale turnieju 's-Hertogenbosch na trawiastych kortach w Holandii spotkały się dwie byłe mistrzynie US Open, które chcą odbudować swoją karierę. Naomi Osaka dobrą formę zaprezentowała już podczas Roland Garros - była jedną piłkę od wygrania meczu z Igą Świątek - ale w piątek nie uporała się z Bianką Andreescu, która do gry wróciła właśnie w Paryżu. Kanadyjka wraca w imponującym stylu.

Iga Świątek w drodze po swój czwarty tytuł Roland Garros napotkała jedną poważną przeszkodę, z którą straciła seta. Była nią Naomi Osaka w drugiej rundzie. Japonka prowadziła w trzecim secie 5:2, miała później piłkę meczową przy swoim serwisie, ale ostatecznie przegrała 6:7(1), 6:1, 5:7, choć mogła być zadowolona ze swojego występu.

Zobacz wideo Tak Polacy chcą grać na Euro. "My to potrafimy"

Dwie powracające gwiazdy naprzeciwko siebie 

Dobrą formę chciała potwierdzić na kortach trawiastych. W 's-Hertogenbosch zagrała na nich swój pierwszy mecz od 2019 roku. Pewnie pokonała Elise Mertens oraz Suzan Lamens, a w ćwierćfinale tej imprezy rangi WTA 250 spotkała się z Bianką Andreescu. 23-letnia Kanadyjka do gry po dziewięciomiesięcznej przerwie wróciła właśnie podczas Roland Garros. Tam dotarła do trzeciej rundy, w której przegrała z późniejszą finalistką Jasmine Paolini, więc swój ponowny debiut - jak sama o tym wspomniała - mogła uznać za udany. W Holandii uporała się z Evą Vedder oraz Yue Yuan.

Obie zawodniczki to byłe mistrzynie wielkoszlemowego US Open, ale do turnieju w 's-Hertogenbosch potrzebowała dzikiej karty. W pierwszym secie obie bardzo dobrze serwowały, ale Kanadyjka robiła to wprost fenomenalnie. Osiągnęła 94 proc. wygranych punktów po pierwszym serwisie. Zadecydowała skuteczność przy pojedynczych break pointa - było ich trzy i jeden wykorzystała Andreescu. W drugim secie wpadła jednak w dołek. Szybko zrobiło się 0:5 z dwoma przełamaniami i nie pomógł jej nawet chwilowy zryw. 

W finałowej partii znów dominował serwis, choć częściej do głosu docierały returnujące. Gemy były bardziej wyrównane i mało których odbył się bez historii. Pierwsza znów przewagę uzyskała Andreescu. Odskoczyła na 5:2, ale w kluczowym momencie nie potrafiła zamknąć meczu przy swoim podaniu. Osaka najpierw popisała się winnerem z forehandu, który dał jej break pointa. Przy nim nie poradziła się Kanadyjka, pakując piłkę w siatkę. Gromkie "Come on!" wykrzyczała Japonka, mobilizując się do walki.

Ostatecznie doszło do tiebreaka. W nim zawodniczki zdobywały punkty seryjnie. Najpierw dwa Andreescu, potem trzy z rzędu dla Osaki, która jednak nie poszła za ciosem i irytowała się po swoich prostych błędach. A ich było sporo. Jak nie zbyt długie zagranie to siatka, przez co po 2 godzinach i 15 minutach to Bianca Andreescu cieszyła się z awansu do półfinału - 6:4, 3:6, 7:6(3). W nim zmierzy się z Dalmą Galfi.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.