Koniec koszmaru. Czołowa rakieta świata wróciła w wielkim stylu!

Niespełna dwa miesięce - tyle czasu minęło od ostatniego meczu Jessiki Peguli. Amerykanka zmagała się z kontuzją, przez którą opuściła wiele prestiżowych imprez. We wtorek pojawiła się na korcie. Wystąpiła w I rundzie Libema Open s'Hertogenbosch i pokazała się z naprawdę dobrej strony. Nie dała Aliaksandrze Sasnowicz większych szans, rozbijając ją w zaledwie 59 minut.

Sezon 2024 jest niezwykle trudny dla Jessiki Peguli. Nie dość, że Amerykanka nie zameldowała się w żadnym z finałów, to po Billie Jean King Cup wycofała się z rywalizacji. Powodem była kontuzja. W związku z tym opuściła niemal wszystkie turnieje na "mączce". Nie zagrała ani w Madrycie, Rzymie ani w Roland Garros. Mimo to utrzymała piątą lokatę w rankingu WTA. "Właściwie czuje się bardzo dobrze, ale muszę wrócić do treningów w ślimaczym tempie" - pisała na początku maja. I w końcu doszło do przełomu w jej sprawie. We wtorek kibice mogli zobaczyć ją w akcji.  

Zobacz wideo Courteney Cox zagrała w tenisa z Igą Świątek

Wielki powrót Jessiki Peguli. Rywalka nie miała szans

Media informowały, że Pegula wróci do rywalizacji najprawdopodobniej w połowie czerwca przy okazji Libema Open s'Hertogenbosch. I tak też się stało. W ten sposób Amerykanka rozpoczęła sezon na kortach trawiastych. Co więcej, zrobiła to w bardzo efektownym stylu. 

W pierwszym meczu jej rywalką była Aliaksandra Sasnowicz. I mimo że faworytką do triumfu była Amerykanka - wskazywał na to nie tylko ranking, ale i dwa bezpośrednie mecze tych tenisistek, w których Pegula była górą - to nie wiadomo było, jak kontuzja odbiła się na jej formie.

Amerykanka pokazała jednak, że po urazie nie ma już śladu. Choć początek starcia był wyrównany, to powoli Pegula zaczęła przejmować kontrolę. Decydujące okazały się trzy ostatnie gemy. W nich piąta rakieta świata dwukrotnie przełamała Białorusinkę i utrzymała własny serwis. Dzięki temu wygrała partię dość gładko, bo 6:2. 

I Amerykanka poszła za ciosem. Już na początku drugiego seta, a konkretnie w drugim gemie znów wywalczyła break pointa i bezwzględnie go wykorzystała. Sztukę tą powtórzyła w szóstym gemie. Dzięki temu prowadziła już 5:1. Była więc o krok od triumfu. I wówczas przydarzyła jej się chwila dekoncentracji. Rywalka ją przełamała, ale tylko na tyle było ją stać tego popołudnia. Już w kolejnym gemie Pegula znów wywalczyła break pointa i przy drugiej okazji zamknęła partię - 6:2 i całe spotkanie 2:0.

Jessica Pegula - Aliaksandra Sasnowicz 6:2, 6:2

Tym samym Pegula awansowała do 1/8 finału turnieju. Na tym etapie rywalizacji jej przeciwniczką będzie Aleksandra Krunić. Niewątpliwie to Amerykanka będzie faworytką - Serbka jest dopiero 400. w rankingu. 

Przeszłość pokazała, że Pegula nie czuje się najlepiej na kortach trawiastych. Na Wimbledonie najdalej dotarła do ćwierćfinału. Jeśli jednak będzie zdrowa, to nie można jej skreślać. 

Czy Jessica Pegula sprawi sensację na Wimbledonie?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.