Iga Świątek jest niekwestionowaną królową Paryża. Polska tenisistka swoją dominację potwierdziła w finale tegorocznej edycji, pokonując Jasmine Paolini 6:2, 6:1. - Dziękuje mojemu teamowi, rodzinie - bez Was by mnie tu nie było. Jesteście ze mną tyle tygodni i wspieracie niezależnie od wyników. Dziękuję wszystkim, którzy organizują ten turniej. Dziękuję. Kocham tutaj być i uwielbiam ten turniej. Dziękuję wszystkim w domu, moim sponsorom za wsparcie. Nie wiem, chyba o kimś zapomniałam - mówiła rozentuzjazmowana Polka podczas ceremonii wręczania nagród.
To jej czwarty triumf w tej imprezie, a trzeci z rzędu. Do rekordzistki jej jednak trochę brakuje. Jedną nią Chris Evert, która w latach 70. i 80. aż siedmiokrotnie wygrywała Roland Garros, zatem Polka traci do legendarnej Amerykanki zaledwie trzy tytuły. - Martwię się tym każdego dnia. Kiedy chowam głowę pod poduszkę, martwię się o Igę - powiedziała przed kamerami Eurosportu z uśmiechem i nutką ironii Evert, która wraz z Martiną Navratilovą wręczała trofeum reprezentantce Polski.
Była tenisistka przyznała, że Świątek osiągnie dwucyfrową liczbę zwycięstw. - Myślę, że Iga skończy z dwucyfrowym wynikiem. Nie sądzę, że tylko pobije tutaj mój rekord. Myślę, że to liczba dwucyfrowa - dodała.
Iga Świątek w sobotę przedłużyła liczbę zwycięstw z rzędu na paryskich kortach do 21. Będzie miała okazję przedłużyć ją już niedługo, lecz nie podczas Roland Garros, a turnieju olimpijskiego, który rozpocznie się 27 lipca.