Iga Świątek wzbudza strach wśród rywalek. "Jak krowa na lodzie"

Agnieszka Niedziałek
Iga Świątek niczym nie deprymuje rywalek tak bardzo jak wystawianiem ich cierpliwości w meczu na wielką próbę. Świetne poruszanie się po korcie daje polskiej tenisistce ogromną przewagę, na nie samo składa się wiele elementów, a pewną rolę odgrywa tu m.in. specjalny zegarek. Jasmine Paolini, jej finałowa przeciwniczka w Roland Garros, też zachwyca tym atutem, a jedna z wielkich rywalek kiedyś była za leniwa, by o niego zadbać.

Jak sprawdzić, czy ktoś dobrze pracuje na nogach na korcie twardym? Wystarczy się wsłuchać przy robieniu małych kroczków. Na ziemnej nawierzchni z kolei trzeba się dodatkowo odpowiednio ślizgać. Iga Świątek jedno i drugie opanowała do perfekcji, a że w swoim asortymencie tenisowym ma dużo więcej, to odnosi sukces za sukcesem. Ale Klaudia Jans-Ignacik i Paula Kania-Choduń w rozmowie ze Sport.pl nie mają wątpliwości, że poruszanie się po korcie jest najważniejsze, a w nim samym kluczowa jest jedna rzecz.

Zobacz wideo Courteney Cox zagrała w tenisa z Igą Świątek

"Dla niej ta linia nie ma znaczenia". Świątek i Clijsters wśród wzorów, Vondrousova do poprawki

Świątek wzbudza strach wśród rywalek, gdy korzysta z potężnego bekhendu po linii. Ich zmorą jest także jest słynny topspinowy forhend, a ostatnio coraz lepiej funkcjonuje u niej też serwis. Ale jednak niemal przed i po każdym meczu, gdy pada pytanie, co jest najtrudniejsze w rywalizacji z 23-latką, to wszystkie zawodniczki odpowiadają, że fakt, iż jest na korcie zawsze tam, gdzie ma być.

- Poruszanie się jest najważniejsze w tenisie. Bo technika i uderzenia to jedno...Może w wydaniu amatorskim da się pograć bez odpowiedniej sprawności w przemieszczaniu się i ustawianiu, ale w tym profesjonalnym jest to niezbędne. To decyduje, czy się dobiega do tych wszystkich piłek - podkreśla Jans-Ignacik.

Finalistka Roland Garros 2012 w mikście dodaje od razu, że Świątek wyróżnia to, iż dobrze porusza się po całym korcie. - A nie tylko od lewej do prawej strony, po linii końcowej. Dla niej ta linia końcowa nie ma znaczenia. Porusza się świetnie i dwa metry za kortem, i po linii, i w środku kortu. To bardzo duża umiejętność, która daje jej ogromną przewagę - ocenia ekspertka.

W słowniku tenisistów jest też słowo "antycypacja", czyli umiejętność przewidywania prędkości, wysokości, kierunku i rotacji przebijanej przez przeciwnika piłki.

- Antycypacja jest bardzo ważna, ale przy słabym poruszaniu się nie da zbyt wiele. Taka Lindsay Davenport nie była może superszybka, ale grała bardzo mocno, bardzo dokładnie. W ważnych momentach nie było widać u niej stresu, oczekiwania na piłkę, tylko grała swoje. Świetna antycypacja pozwoliła jej wejść na ten najwyższy poziom, ale wiele rzeczy musi zaistnieć, by braki w poruszaniu się nadrobić. Podejrzewam, że np. Jasmine Paolini dobiegłaby do większej liczby skrótów niż Davenport, ale Amerykanka nie dawała rywalce po prostu szansy na ich zagranie - analizuje Kania-Choduń.

Na Paolini uwagę zwróciła też pod tym względem Jans-Ignacik. - Ostatnio jak ją widziałam, to byłam zachwycona. Fenomenalnie się porusza. Jest szybka, dynamiczna, dobrze biega do przodu, robi ślizgi - wylicza była tenisistka, która specjalizowała się w deblu.

A wśród najlepiej poruszających się zawodniczek w historii ćwierćfinalistka Australian Open 2015 w grze podwójnej stawia na Kim Clijsters, Arantxę Sanchez Vicario i Monicę Seles. Kto zaś obecnie zdecydowanie musi popracować na tym elementem według niej? Marketa Vondrousova.

Wróciło "Jak krowa na lodzie". Skoczność, zwrotność, kalendarz i żmudna praca. Sekrety sukcesu z Youtube'a

Zdaniem Kani-Choduń zestawieniem, które dobitnie pokazuje różnice w poruszaniu się po korcie, był niedawny mecz Świątek z Anastazją Potapową w Paryżu. Polka pokonała Rosjankę 6:0, 6:0 w zaledwie 40 minut.

- To był kosmos. Potapowa wyglądała trochę jak krowa na lodzie. Wcześniej potrafiła mimo to wygrywać, ale jak już trafiła na tak dobrze dysponowaną Igę, to było widać, jak uderzała piłkę, a dopiero potem robiła ślizg - wskazuje była tenisistka, a obecnie komentatorka.

Obie rozmówczynie Sport.pl przyznają, że wpływ na to, jak kto się odnajduje na danym typie kortu ma to, na jakim najwięcej trenował w młodości. W Polsce dominuje "cegła". Z kolei w tourze najwięcej jest turniejów rozgrywanych na "betonie". Na nim też zwykle zawodnicy ćwiczą w okresie przygotowawczym.

- Ale są też tacy, którzy wychowali się na kortach twardych, a bardzo dobrze sobie radzą na mączce. Choćby Jelena Rybakina spisuje się dobrze na wszystkich rodzajach nawierzchni - wskazuje Jans-Ignacik.

Porównanie "jak krowa na lodzie" użyte przez Kanię-Choduń kiedyś zastosowała Maria Szarapowa, gdy opisywała własną grę na "mączce" na wcześniejszym etapie kariery. Rosjanka, która jako dziecko przeniosła się do USA, przyzwyczajona była przede wszystkim do kortów twardych. Ale nie przeszkodziło jej to później triumfować w Roland Garros.

Świątek już trzy razy wygrała paryską imprezę i teraz powalczy o czwarty taki sukces. Ona od początku czuła się na kortach ziemnych jak ryba w wodzie, ale za świetne poruszanie się po korcie zbiera pochwały przez cały rok. Na czym to polega?

- Jest bardzo sprawna, skoczna i dynamiczna. Ma szybki start do piłki. Do tego jest bardzo zwrotna. Jak tylko odegra piłkę, to od razu wykonuje ruch powrotny i jest gotowa na kolejną piłkę - wylicza Jans-Ignacik.

Kania-Choduń z kolei przyznaje, że może być w tym trochę zasługi świetnych warunków fizycznych, jakie ma liderka światowego rankingu i talentu, ale co innego odgrywa tu - jej zdaniem - kluczową rolę.

- To ciężka praca, którą wykonuje. Nie ma co się oszukiwać. To jest decydujące - podkreśla była tenisistka Top130.

Od kilku lat komplementami w środowisku tenisowym często obsypywany jest trener przygotowania fizycznego Świątek Maciej Ryszczuk. Kania-Choduń zwraca przy tym uwagę, że do braku kontuzji u 23-letniej Polki i jej świetnej formy przez cały sezon przyczynia się też bardzo dobre zarządzanie startami.

- Bardzo ważna jest tu sprawa kalendarza. Iga nie boi się zapłacić kary za wycofanie się z jakiegoś turnieju, tylko przede wszystkim dba o zdrowie - zaznacza ekspertka.

Czy poruszanie się Świątek może być efektem jakiś tajemniczych ćwiczeń i innowacyjnych rozwiązań wymyślanych przez Ryszczuka i głównego trenera Polki Tomasza Wiktorowskiego? Jans-Ignacik ma tu jasną odpowiedź.

- Nie sądzę. Te materiały są łatwo dostępne, np. w serwisie Youtube czy w wielu innych miejscach. Kwestia odpowiedniego ich dobrania, bo niektóre ćwiczenia bardziej obciążają kolana lub biodra. Trzeba więc wcześniej poznać zawodnika. Jeśli gracz pewnych ćwiczeń bardzo nie lubi, to albo musi się przemóc, albo może da się je zastąpić innymi - wskazuje była kapitanka reprezentacji Polski w Fed Cup (te rozgrywki zastąpił Puchar Billie Jean King).

I jak dodaje, to przede wszystkim żmudna praca. - To jest cały czas powtarzanie tych wszystkich kroczków. Nie ma innej recepty. Kiedyś uważałam, że ciężko to potem przyswoić, ale im jestem starsza, tym bardziej widzę, że wszystkiego da się nauczyć. Jasne, ktoś ma do tego dryg, a ktoś inny nie, ale wszystko można wypracować - zapewnia.

Za doskonały przykład Jank-Ignacik uważa np. Barborę Krejcikovą, która trzy lata temu zanotowała przełom w rywalizacji singlowej.

- Wcześniej była leniwa. To trzeba powiedzieć wprost. Nie ćwiczyła tego. Wiadomo było, że ma talent, ale brakowało jej tej fizyczności. Jak zaczęła pracować nad poruszaniem się po korcie, to wtedy odnosiła te największe sukcesy - opisuje nasza rozmówczyni triumfatorkę Roland Garros 2021.

"Piszczące" buty i ślizgi. Specjalny zegarek i głowa wyprzedzająca nogi

Kania-Choduń przyznaje, że w polskim środowisku tenisowym trenerzy czasem nie do końca mają świadomość, jak ważna pod tym względem jest siłownia.

- Że jak nie zrobisz określonej liczby powtórzeń np. z ciężarami, to nie uzyskasz tej potrzebnej dynamiki. Poza tym samym tenisem nie zbudujesz wszystkiego. Trzeba mieć bazę do tego, by potem trenować na korcie. Im będziesz mocniejszy, tym więcej i tym trudniejsze rzeczy zrobisz. A tę pracę wykonujesz w odpowiednim czasie - podczas obozów przygotowawczych, a nie przed meczem. Trzeba mieć przy sobie mądrych ludzi, którzy to rozpiszą z głową - argumentuje tenisowa ekspertka, która ostatnio próbuje sił w padlu.

Jans-Ignacik z kolei zwraca uwagę, że w pracy wykonywanej już na korcie - by sięgać potem trudne piłki i dobrze ją odgrywać - ważne jest nie tylko przyśpieszanie, ale i hamowanie.

- W grze na "betonie" trzeba robić te małe kroczki przed piłką. Wtedy dobrze wręcz spróbować na treningu robić to tak, by buty "piszczały". To oznacza, że praca nóg została dobrze wykonana. W przypadku "cegły" trzeba mieć trochę szerszy repertuar. Kluczowa jest umiejętność robienia ślizgów - wylicza.

Ona dodatkowo u Świątek zwraca też uwagę na bardzo szybką regenerację mięśni. - Nawet po dużym zmęczeniu. Oczywiście, to również zasługa Maćka Ryszczuka, ale też chyba predyspozycje ciała, które jest elastyczne i dobrze znosi takie obciążenia. Bo taka Rybakina też niby wszystko robi dobrze, ale u niej jednak zdrowie nie jest na takim poziomie jak u Igi - przekonuje była reprezentantka Polski w Fed Cup i trzykrotna olimpijka.

Jak dodaje, w kontekście dbania o regenerację w profesjonalnym sporcie ważny jest też rozwój technologiczny, jaki dokonał się na przestrzeni lat.

- Kiedyś robiło się wszystko "na czuja". Mogę, nie mogę, trochę więcej tego albo tamtego. Teraz można dojść właściwie do perfekcji z tymi wszystkimi systemami, zegarkami, które monitorują długość snu, ilość tego jakościowego, jak organizm reaguje, jego stopień zakwaszenia. To wszystko tak mocno poszło do przodu. Jeśli ktoś chce dobrze to monitorować, to ma do tego narzędzia - zaznacza rozmówczyni.

Ale też od razu uzupełnia, że są także czynniki, których nie da się zmierzyć ani zaplanować, a które czasem są decydujące.

- Np. szczęście, dyspozycja dnia. Bo przed meczem wydaje się, że wszystko jest ok, a nagle - czasem nie wiadomo dlaczego - potem coś nie działa. Iga też kiedyś mówiła, że była jakaś taka "zamulona" i nie wiedziała czemu. A wskaźniki wcześniej pokazywały, że jest gotowa na 100 procent - wspomina Jans-Ignacik.

Kania-Choduń z kolei podkreśla, że nawet najlepsza praca nóg w pewnym momencie może nie zadziałać. W zaciętych i decydujących fragmentach meczu bowiem kluczem jest głowa.

- Bo to, że zrobisz miliony ćwiczeń pod kątem poruszania się nie znaczy, że przy tie-breaku w trzecim secie przy wyniku 5-5 nogi cię poniosą. To głowa musi im dać impuls, by dobrze zapracowały. Trzeba być mentalnie dobrze przygotowanym, aby ciało za tym podążyło. Bo można zrobić wszystkie ćwiczenia, jakie tylko wymyślono, a i tak w ważnym momencie przyjdzie stres, ciało jest napięte i nogi "nie pójdą". A nie da się powiedzieć, że to była wina złego poruszania się - wskazuje ekspertka.

Czy Iga Świątek jest obecnie najlepiej poruszającą się tenisistką na świecie?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.