Polacy nie mogli wejść na mecz Świątek. Żenujące obrazki w Roland Garros

Iga Świątek pędziła do półfinału Roland Garros, a polscy kibice w tym czasie oglądali mecz Moniki Stankiewicz w turnieju juniorek. Dlaczego? Bo tenisowi działacze znów pokpili sprawę.

Court Philippe-Chatrier to wielka i piękna arena, która może pomieścić 15 225 widzów. Niestety, kort centralny turnieju Roland Garros świecił pustkami w trakcie meczu multimistrzyni wielkoszlemowej Igi Świątek z mistrzynią wielkoszlemową Marketą Vondrousovą. Na trybunach było mniej więcej trzy tysiące ludzi. A poza tym obiektem Polacy denerwowali się, że nie mogą wejść, choć bardzo by chcieli.

Zobacz wideo Zaskakujące pytanie do Igi Świątek

Gdy Iga od początku grała swoje i szybko odjeżdżała Vondrousovej, można było mieć wrażenie, że to jest sparing, a nie mecz o wielką stawkę. Ubiegłoroczna mistrzyni Wimbledonu i finalistka Roland Garros 2019 nie była w stanie postawić się rozpędzonej Polce. Iga wygrała 6:0, 6:2, bo ewidentnie włączyła mistrzowski tryb po horrorze, jaki zagrała w Paryżu w drugiej rundzie z Naomi Osaką. Teraz ona po prostu zmiata z kortu kolejne rywalki.

Tenis nie dba o kobiety. I ich fanów

Popisy naszej trzykrotnej mistrzyni Roland Garros nie mają tu godnej otoczki. Ona gra tenis, który powinien przyciągać tłumy. Ale ćwierćfinał z Vondrousovą pokazał, że gra o niewłaściwej porze. I że to jeszcze wcale nie jest największy problem.

Kiedy Iga walczyła o awans do półfinału, na malutkim korcie numer 3 swój mecz drugiej rundy juniorskiego Roland Garros rozgrywała Monika Stankiewicz. Na trybunkach na 270 osób można było spotkać garstkę Polaków. Narzekali, że nie byli w stanie kupić biletów na mecz Igi.

Dlaczego? Ano dlatego, że - niestety - oba damskie ćwierćfinały były sprzedawane w pakiecie z ćwierćfinałem Sinner - Dimitrow. To z marketingowego punktu widzenia decyzja dziwna. Ale tenisowe organizacje takimi sprawami się nie przejmują. Bilety się przecież sprzedały, a że ich nabywcy w większości przyjadą na Roland Garros dopiero w godzinach popołudniowych? Widocznie nikogo z oficjeli to nie boli.

Szkoda, bo i mecz Coco Gauff z Ons Jabeur (trzysetowe starcie wygrała Amerykanka) i spotkanie Świątek z Vondrousovą to przecież hity. To starcia numeru 3 z numerem 9 i numeru 1 z numerem 6. To pojedynki wielkoszlemowej mistrzyni z wielkoszlemową finalistką i dwóch wielkoszlemowych mistrzyń.

WTA jako organizacja tenisa kobiet powinna coś wreszcie zrobić z tym, że organizatorzy turniejów sprzedają bilety na mecze kobiet w pakietach z meczami mężczyzn, a mecze gwiazd ATP ustawiają w planach gier po prostu w korzystniejszych porach. Przecież w Paryżu, Rzymie, Madrycie czy gdziekolwiek indziej, łatwiej dotrzeć na mecz na godzinę na przykład 16, po pracy (już nie mówiąc o wieczorach), niż na 11. Fani tenisistek są wciąż poszkodowani.

Wieczory tylko dla mężczyzn

Z biegiem meczu Świątek - Vondrousova trybuny Court Philippe-Chatrier coraz bardziej się wypełniały. Po prostu dlatego, że na obiekt już dojeżdżali kibice na pierwszy ćwierćfinał mężczyzn. Ten drugi zaplanowany na wtorek - Alcaraz - Tsitsipas - jest biletowany oddzielnie. To w przypadku sesji wieczornych standard.

W Paryżu odbędzie się dziś 10. sesja wieczorna na Roland Garros 2024. I po raz 10. na Court Philippe-Chatrier wyjdą mężczyźni. To szansa na ostatni, powiedzmy, że honorowy, występ kobiet w wieczornym meczu na centralnym korcie w środę (od półfinałów nie będzie już sesji wieczornych). Wtedy odbędą się ćwierćfinały Rybakina - Paolini i Sabalenka - Andriejewa. Jednak to niemożliwe, że organizatorzy wyznaczą któryś z nich na wieczór, mając też w planach ćwierćfinały Djokovic - Ruud i Zverev - De Minaur.

Ale dlaczego w poprzednich rundach na sesję wieczorną szefowie Roland Garros nie wyznaczyli choćby meczu Świątek - Osaka? Chcąc promować tenis kobiet, powinni nie przegapiać takich okazji (nawet jeśli Iga nie lubi grać wieczorem). Tylko czy chcą? Ano właśnie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.