Iga Świątek w niedzielne przedpołudnie powalczy z Anastasiją Potapową o awans do ćwierćfinału tegorocznego Rolanda Garrosa. Obie panie po raz ostatni mierzyły się osiem lat temu podczas juniorskiego Wielkiego Szlema w Paryżu. Wówczas górą była dwa miesiące starsza od Polki Rosjanka.
Niewiele brakowało, a Polki mogłoby już na paryskim turnieju nie być. W spotkaniu drugiej rundy z Naomi Osaką była w ogromnych tarapatach i broniła już piłki meczowe. Ostatecznie nasza zawodniczka nie dała się złamać i wygrała z Japonką. Po meczu Idze puściły wszystkie emocje, a kamery uchwyciły jak Polka zalała się w szatni łzami.
- Po prostu ogarnęły mnie emocje. Szczerze myślałam, że już wylatuję z turnieju. Choć miałam tego świadomość w trakcie gry, dopiero po zakończeniu meczu to wszystko dotarło do mnie na dobre - tłumaczyła później liderka światowego rankingu. - Po takim meczu to jest normalne, że człowiek musi dać ujście emocjom - tak z kolei trener Tomasz Wiktorowski skomentował zaskakującą reakcję Igi Świątek.
Do tych scen odniósł się także legendarny tenisista Boris Becker, aktualnie ekspert Eurosportu. - Ta sytuacja bardzo mnie zasmuciła. Rzadko coś takiego widuję. To wciąż młoda kobieta, ma raptem 23 lata. Oczywiście jest najlepszą zawodniczką na świecie i trzykrotnie wygrała już Roland Garros, ale można poczuć, że dźwiga na barkach ogromną presję, co czasami wiąże się z zagrożeniami - przyznał Niemiec, który miał 17 lat jak pierwszy raz w życiu zwyciężył w turnieju wielkoszlemowym.
Na szczęście w kolejnym meczu Iga Świątek nie miała powodów do łez i pewnie awansowała do kolejnej rundy. Na podobne obrazki liczymy w niedzielę.