Qinwen Zheng - która podczas tegorocznego Australian Open dotarła do finału - bardzo dobrze rozpoczęła rywalizację w Paryżu. Pierwsze spotkanie rozegrała we wtorek, kiedy szybko rozbiła Alize Cornet (106. WTA) 6:2, 6:1 i dała jasny sygnał, że będzie się liczyć w walce o triumf w tym wydarzeniu. Dwa dni później potwierdziła mistrzowskie aspiracje, gdy pokonała Tamarę Korpatsch (79. WTA) 6:2, 6:2. Niespodziewanie było to dla niej ostatnie zwycięstwo w tym turnieju.
Chinka zmierzyła się w sobotę z Eliną Awanesian (70. WTA) i była ogromną faworytką tej konfrontacji. Jej rywalka znajdowała się jednak w świetnej formie, gdyż w czwartek wyeliminowała ze zmagań Annę Blinkową (55. WTA). Spotkanie rozpoczęło się jednak zgodnie z planem Zheng, która zanotowała przełamanie już w drugim gemie. Choć rywalka szybko się zrewanżowała, to potem znów straciła podanie i było 3:1. Do końca seta 21-latka nie wypuściła już przewagi i zwyciężyła 6:3.
Druga odsłona zaczęła się podobnie, gdyż już w pierwszym gemie Chinka przełamała rywalkę. Od tamtej pory gra była wyjątkowo wyrównana, a obie zawodniczki miały problem, aby utrzymać podanie. Dwukrotnie nie udało się tego zrobić Zheng, która przegrywała już wówczas 3:5. Mimo że w ostatnim gemie miała dwa break pointy, to przegrała cztery punkty z rzędu i finalnie drugą część 3:6. Jej dużym utrapieniem były błędy, a w trakcie spotkania popełniła aż siedem podwójnych.
Podczas tego seta nie brakowało też kontrowersji co do pracy arbitra. "Ona jest komiczna. Mam wielką nadzieję, że Roland Garros odpowiednio oceni jej występ", "To się znowu stało! Piłka wpadła w kort, ale po raz kolejny sędzia przekazała niewłaściwy komunikat i wkroczyć musiał arbiter liniowy. Ten turniej jest absurdalny" - czytamy na portalu X.
W ostatnim secie działo się zdecydowanie najwięcej. Ósma rakieta świata straciła serwis już w pierwszym gemie i musiała gonić wynik. Jej rywalka zaczęła jednak świetnie serwować, przez co bardzo trudno było o nawet pojedyncze punkty. Ostatecznie w siódmym gemie to Chinka drugi raz została przełamana. Było już 2:5 i wszystko wskazywało na to, że jest po meczu. Od zwycięstwa Awanesian dzieliły przecież tylko dwie piłki.
Ale wówczas w heroicznym stylu do gry wróciła Zheng. Nie dość, że dwukrotnie przełamała rywalkę i doprowadziła do wyrównania, to zaczęła znakomicie prezentować się w polu serwisowym. Rosjanka obroniła jednak ostatnie podanie i kibice zobaczyli tie-break. A w nim odbył się prawdziwy rollercoaster emocji. Od 2:4 do 5:4 dla Chinki, poprzez remis 6:6, natomiast końcówka należała jednak do Awanesian, która zdobyła cztery punkty z rzędu i wygrała cały mecz 6:3, 3:6, 6:7 (6).
Po zakończeniu spotkania nie wytrzymała i wyrzuciła rakietę w powietrze w geście zwycięstwa. Rosjanka awansowała zatem do IV rundy zmagań, w której zmierzy się ze zwyciężczynią starcia Bianca Andreescu - Jasmine Paolini. Jeśli uda jej się wygrać, to w kolejnym etapie najprawdopodobniej trafi na Jelenę Rybakinę (4. WTA).