"Iga Świątek przypomniała niektórym osobom zasady dobrego zachowania. To niewrażliwi kibice" - napisał francuski serwis sports.fr. Gospodarze turnieju Roland Garros zauważają, że paryska publiczność zdenerwowała nie tylko najlepszą tenisistkę świata. "To całkowity brak szacunku. Niedługo będą chuligani i bójki na trybunach" - irytował się David Goffin. Przy jego przekazie ten Igi był stonowany.
W środę Iga Świątek pokonała Naomi Osakę 7:6, 1:6, 7:5 w drugiej rundzie Roland Garros. Po tym dreszczowcu trwającym dwie godziny i 57 minut najlepsza tenisistka świata w pomeczowym wywiadzie na korcie mówiła nie tylko o sporcie.
- Chcę powiedzieć jedną rzecz. Przykro mi, że muszę, bo wszystkich was bardzo szanuję i wiem, że gram dla was, że to jest rozrywka, że dzięki wam zarabiam na życie. Ale czasami gdy jest duża presja i krzykniecie coś w trakcie wymiany albo tuż przed returnem, to naprawdę trudno jest zachować koncentrację. Proszę, wspierajcie nas przed między wymianami, a nie w trakcie. Wtedy będzie wspaniale - mówi Świątek. Po czym dodała, że nie chciałaby się stać jedną z tenisistek, które Francuzi zaczną wygwizdywać. Oraz że ma nadzieję, że nadal będzie w Paryżu lubiana i że ona tę publiczność kocha i kocha tu grać.
- Iga, oni kochają też ciebie. Zasługujesz na to - stwierdzał prowadzący rozmowę Alex Corretja. A kibice bili brawa.
Świątek przyznaje, że ważyła słowa. Goffin nie. "Robi się jak na piłce"
Tak przyjemnie nie było w trakcie meczu. Generalnie 9-10 tysięcy widzów na trybunach Court Philippe-Chatrier wspierało raczej Osakę. Początkowo to było absolutnie zrozumiałe, bo zazwyczaj kibice dobrze życzę tym sportowcom, których skazuje się na pożarcie. A w tym meczu nikt nie dawał większych szans Japonce.
Kiedy okazało się, że mecz zmienił się w dreszczowiec, to kibice często po prostu nagradzali owacjami tę tenisistkę, która akurat na to zasłużyła. Ale pod koniec pojedynku doszło do sytuacji, w której Iga zepsuła akcję pod siatką, bo przeszkodził jej czyjś krzyk z trybun. Świątek zareagowała na gorąco - zdenerwowała się na kibica, skarżyła się też do sędzi. To się nie spodobało dużej części widowni, która naprawdę słyszalnie wybuczała najlepszą tenisistkę świata.
Na pomeczowym spotkaniu z grupą polskich dziennikarzy pracujących na Roland Garros Świątek została zapytana, jak bardzo ważyła słowa, które skierowała do kibiców.
- Ważyłam to, co powiem, bo myślałam, że francuska publiczność może nie zareagować na to w pozytywny sposób. Ale pomyślałam, że jak powiem to w odpowiednich słowach, to zrozumieją - tak Iga podsumowała swój pomeczowy apel.
Ten apel zauważają media z całego świata. A Francuzi wstydzą się, że Iga musiała w ogóle z tym apelem występować. "Dzień po tyradzie Davida Goffina publiczność Rolanda Garrosa została wezwana do porządku przez światową numer 1, Igę Świątek" - pisze sports.fr.
Goffin pretensje do paryskich kibiców miał po swoim wtorkowym meczu z Giovannim Mpetshim Perricardem. Belg pokonała Francuza w pięciu setach. A później mówił tak: "To idzie za daleko, to całkowity brak szacunku. Robi się jak na piłce nożnej, niedługo będą race dymne, chuligani i bójki na trybunach. To zaczyna być śmieszne".
Te słowa wypowiedział na konferencji prasowej. A wcześniej na korcie po ostatniej piłce ostentacyjnie przykładał dłoń do ucha, pokazując francuskim kibicom, że teraz ich nie słyszy.