Trafił kibickę na Roland Garros. Djoković zdyskwalifikowany, Francuz nie. "Cyrk"

Dominik Senkowski
Francuski tenisista Terence Atmane trafił piłką kibickę w trakcie meczu pierwszej rundy Roland Garros. Sędzia nie zdecydował o jego dyskwalifikacji. Dlaczego? Novak Djoković podczas US Open w podobnej sytuacji został wyrzucony z turnieju. Czy słuszne są zarzuty o podwójnych standardach? Poprosiliśmy o komentarz sędzię tenisową, Gabrielę Załogę.

Wielkie zamieszanie podczas meczu pierwszej rundy tegorocznego Roland Garros. Na jednym z bocznych kortów rywalizowali Francuz Terence Atmane (121. ATP) oraz Austriak Sebastian Oefner (45). W trakcie czwartego seta Atmane przypadkowo trafił kibickę piłką.

Zobacz wideo Oto następczyni Igi Świątek?

Po jednej z wymian sędzia wywołał aut. Poddenerwowany tym faktem Francuz uderzył wracającą piłkę bardzo mocno i skierował ją w stronę trybun. Kompletnie nie kontrolował, gdzie leci piłka, a ta nieszczęśliwie uderzyła jedną z kobiet wśród publiczności. 

Rywal chciał dyskwalifikacji Francuza

Doszło do gigantycznego zamieszania. Oefner, zaskoczony reakcją rywala, żądał dyskwalifikacji Atmane’a za to zachowanie. Sędzia główny tego meczu natychmiast po zdarzeniu udał się w kierunku trybun, by sprawdzić, jaki jest stan trafionej widzki.

Następnie odbył rozmowę z sędzią naczelnym (tzw. supervisor), który odpowiada za przeprowadzenie turnieju zgodnie z przepisami gry w tenisa. Po kilku minutach usłyszeliśmy decyzję - Francuz otrzymał ostrzeżenie, nie został zdyskwalifikowany. 

Oefner ostatecznie zwyciężył w pięciu setach, pokonując Atmane’a 3:6, 4:6, 7:6, 6:2, 7:5. Długo zapowiadało się na sporą niespodziankę, ale Austriak wybronił się ze stanu 0:2. W trakcie meczu i po jego zakończeniu nie brakowało komentarzy dziennikarzy i kibiców, jak to możliwe, że Francuz nie otrzymał dyskwalifikacji za swoje postępowanie.

Pojawiały się sugestie, że gospodarze faworyzują francuskiego zawodnika. Atmane dostał się do imprezy głównej dzięki tzw. "dzikiej karcie". - Jestem zaskoczony decyzją sędziów - ocenił znany dziennikarz tenisowy Jose Morgado. - To skandal, Atmane powinien zostać natychmiast zdyskwalifikowany. Nie miał prawa pozostać na korcie - przekonywał francuski dziennikarz Benoit Maylin. 

Burza w komentarzach

Na Twitterze oburzał się także m.in. brytyjski tenisista Liam Broady - ten sam, który trzy lata temu pokonał Huberta Hurkacz w trakcie igrzysk olimpijskich w Tokio. "Uważam, że sędziowanie w tym spotkaniu było straszliwe. Sędzia podszedł do kibicki porozmawiać z nią, a na trybunach 1000 francuskich fanów skandowało 'Pozwólcie mu grać'. Co za cyrk" - wskazywał Brytyjczyk.  

Wątpliwości nie brakuje również dlatego, że w podobnej sytuacji Novak Djoković został wyrzucony z turnieju US Open 2020. Serb po przegranym gemie uderzył piłkę rakietą przed siebie. Tam również nie było celowego zamiaru zrobienia komuś krzywdy, ale piłka po jego uderzeniu trafiła sędzię stojącą za końcową linię. Po dłuższej dyskusji między arbitrami Djoković został zdyskwalifikowany z imprezy nowojorskiej na etapie czwartej rundy. Do ćwierćfinału awansował wtedy Hiszpan Pablo Carreno-Busta.

Przewijają się zatem zarzuty o podwójnych standardach. Czy krytykujący mają rację? Zapytaliśmy o komentarz Gabrielę Załogę. To polska sędzia tenisowa, która pracowała na turniejach wielkoszlemowych. Ekspertka zaczyna wypowiedź dla nas od wskazania ważnej okoliczności: - Sędzia główny nie podejmuje decyzji o dyskwalifikacji. Jedynie zbiera dowody, a decyzję podejmuje supervisor turnieju - mówi Załoga. To ten drugi odpowiada za interpretację zasad gry w tenisa. 

Jak wskazuje Załoga, "przepisy tenisowe nie są sztywne i nic nie dzieje się automatycznie". - Kluczowe są fakty, przesłanki, na podstawie których podejmowana jest następnie decyzja o wykluczeniu lub jego braku z imprezy. Sędzia główny w takich sytuacjach wzywa zawsze naczelnego na kort. 

Przypadek Atmane’a a Djokovicia

W przypadku Atmane’a doszło do wypełnienia przesłanek następującego przepisu zasad Wielkiego Szlema (wprowadzone przez Międzynarodową Federację Tenisową): "Zawodnikom nie wolno gwałtownie, niebezpiecznie lub ze złością uderzać, kopać ani rzucać piłki tenisowej na terenie turnieju, z wyjątkiem uzasadnionej pogoni za punktem podczas meczu (łącznie z rozgrzewką)."

Jak tłumaczy Załoga, w takich sytuacjach sędziowie zbierają informacje, które pozwolą im ocenić całą sytuację. Sprawdzają stan poszkodowanej osoby (w tym wypadku kibicki) oraz okoliczności, w jakich została uderzona piłką - z jakiej odległości, czy przed trafieniem w widzkę odbiła się od jakiegoś przedmiotu, czy bezpośrednio uderzyła kobietę. 

Ekspertka podesłała nam artykuł, jaki cztery lata temu napisała na portalu medium.com, oceniając wówczas przypadek Djokovicia. - To pozwala ocenić akcję: czy była zamierzona oraz jak bardzo niebezpieczna. Następnie sędziowie sprawdzają, jakie szkody wyrządziła ta akcja. Zestawienie oceny akcji z rezultatem, pozwala podjąć decyzję - wskazywała wtedy. 

Dlaczego Atmane nie został zdyskwalifikowany, podobnie jak wcześniej Djoković? - Myślę, że różnica polega na rezultacie akcji tenisisty. Czyli niezamierzona akcja nie spowodowała drastycznych konsekwencji - mówi Załoga. 

Piłka po uderzeniu ze strony Serba niefortunnie trafiła sędzię w krtań, a ta miała problem z oddychaniem. Nagrania i zdjęcia sugerują, że kibicka podczas meczu Atmane - Offner została uderzona piłką w kolano. Nie zgłosiła poważniejszych obrażeń, co miało wpływ na ostateczną decyzję supervisora. 

Czy powinno być inaczej? Czy każde, nawet niecelowe uderzenie kibica lub sędziego piłką w efekcie gniewu tenisisty powinno być karane z automatu dyskwalifikacją? Przepisy dają sędziom swobodę interpretacyjną. Jej brak również mógłby wywoływać kontrowersje.

Jaki mają wyglądać reguły w takich sytuacjach?

Ocena rezultatu nieprzepisowego zachowania miała także znaczenie rok temu podczas meczu trzeciej rundy debla pań podczas Roland Garros. Miyu Kato i Aldili Sutjiadi zostały zdyskwalifikowane po tym, jak ta pierwsza trafiła po akcji dziewczynkę do podawania piłek. Dziecko rozpłakało się i nie ukrywało, że czuje ból. 

Podczas igrzysk olimpijskich w Tokio Djoković ze złości po jednej z akcji rzucił rakietą w trybuny. Miał szczęście, że były prawie puste z uwagi na brak kibiców w Japonii w czasach pandemii. Przy ocenie tamtej sytuacji rezultat również miał znaczenie - Serb nie zrobił nikomu krzywdy. A może przepis powinien karać za samą możliwość wyrządzenia komuś szkody? 

 

Załoga powtarza w takich sytuacjach, że sędziowie nie są od ustalania reguł. Tu piłka jest po stronie władz tenisowych na czele z Międzynarodową Federacją Tenisa. Podobnie, gdy pytamy ekspertkę, czy arbitrzy nie powinni być wspomagani przez komputer, by oglądać powtórki wideo w takich wypadkach: - Sędziowie odpowiadają za fakty na korcie, nie tworzą przepisów czy powinni mieć komputerki lub nie. Nie odpowiem na to pytanie.

Historie z uderzeniem piłki przypominają nieco dylematy z ręką w polu karnym w futbolu. Niektórzy kibice czy eksperci piłkarscy postulują, by za każdym razem gdy zawodnik dotknie piłki w takiej sytuacji, sędzia miał obowiązek podyktować rzut karny. Przepisy są jednak bardziej złożone, wymagają od arbitra oceny całego zdarzenia. Podobnie jest w przypadku spotkań tenisowych. Można bowiem wprowadzić teoretycznie najlepsze zasady, a potem życie sportowe przyjdzie i będzie to weryfikować. 

Kto wygra Roland Garros?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.