Hurkacz wyglądał tak, że baliśmy się na niego patrzeć. Z rywala zrobił potwora

- Shin-ta-ro! Shin-ta-ro! - taki okrzyk w głowie Huberta Hurkacza będzie pewnie rozbrzmiewał jeszcze długo. Mochizuki, 20-latek z Japonii, który nigdy jeszcze nie wygrał wielkoszlemowego meczu, kapitalnie walczył z naszym światowym numerem osiem w pierwszej rundzie Roland Garros. Na szczęście finalnie Polak go pokonał 4:6, 6:3, 3:6, 6:0, 6:3. Ale co się wszyscy nadenerwowaliśmy, to nasze!

Hubert Hurkacz to nie jest tenisista, który mączkę kocha. Ale przecież i na kortach ziemnych prezentuje taką jakość, która kazała upatrywać w nim absolutnego faworyta meczu z Shintaro Mochizukim. Tymczasem długo, naprawdę bardzo długo, nieznany Japończyk wyglądał w tym meczu jak Godzilla.

Zobacz wideo Skarga na dziennikarza Polsatu

Żeby było jasne: Mochizuki grał bardzo dobry tenis, ale to Hurkacz zrobił z niego potwora. W starciu ósmego ze 163. zawodnikiem światowego rankingu różnica musi być duża. Ten o kilka klas lepszy musi swojej klasy w takim meczu dowieść. A Hurkaczowi długo to nie wychodziło.

Hurkacz pokazywał, że na mączce też potrafi. Ale teraz długo nie potrafił

Od stanu 2:0 w pierwszym secie aż do końca trzeciego seta (!) Hurkacz nie był sobą. Dlatego przegrywał 4:6, 6:3, 3:6.

On przyjechał na Roland Garros z bardzo dobrym bilansem 11 wygranych i tylko trzech przegranych meczów na kortach ziemnych w tym roku. W ramach przygotowań do paryskiego, wielkoszlemowego, grania Hurkacz wygrał na mączce turniej rangi ATP 250 w Estoril, walczył o ćwierćfinały w "tysięcznikach" w Monte Carlo i Madrycie oraz grał w ćwierćfinale w Rzymie, po drodze rozbijając 6:1, 6:3 Rafaela Nadala.

W tym samym czasie Mochizuki jeździł po małych turniejach, challengerach. A żeby w ogóle móc zagrać z Hurkaczem w Roland Garros, musiał najpierw przejść trzystopniowe eliminacje.

Japończyk, który za tydzień skończy 21 lat, to zdolny junior, który na razie nie osiągnął sukcesu w dorosłym tenisie. Jego największym osiągnięciem wciąż pozostaje tytuł mistrza Wimbledonu, jaki zdobył w 2019 roku w rywalizacji chłopców. Miał wtedy 16 lat. Wówczas był liderem światowego rankingu juniorów. Wśród seniorów doszedł najwyżej do 129. miejsca. Teraz właśnie zagrał swój dopiero trzeci mecz w wielkoszlemowym turnieju głównym. I na szczęście nie odniósł zwycięstwa. Choć gdy prowadził 2:1 w setach, to wyglądał na pewnego, że może drugi raz w życiu wygrać z tenisistą ze światowego top 10 (w ubiegłym roku w Tokio pokonał Taylora Fritza). Z kolei Hurkacz wyglądał tak, że baliśmy się na niego patrzeć. I na jego trenera też.

Hurkacz to Pan Pięciosetówka

Przez dobre dwie godziny polski tenisista i jego amerykański szkoleniowiec Craig Boynton porozumiewali się - werbalnie i niewerbalnie - po każdej nieudanej akcji Hurkacza. A tych było mnóstwo. Przestrzelone forhendy i behkendy, złe wybory taktyczne, a nawet podwójne błędy serwisowe - wszystko w grze Polaka wyglądało źle. Jak Hurkacz to zrobił, że nagle czwartego seta wygrał 6:0? Po nim Mochizuki chyba poczuł, że szansa na sensację mu uciekła. A paryski kort numer siedem trochę ucichł, już nie wspierał mniej znanego tenisisty tak żywiołowo jak wcześniej.

Hurkacz ten mecz wygrał - mimo że na ponad godzinę zatrzymała go jeszcze ulewa (przy stanie 4:6, 6:3, 3:6, 6:0, 5:2). Można odetchnąć i pogratulować mu, bo o ile zrobił z rywala Godzillę, to koniec końców tego potwora pokonał. Ale szkoda, że znów stracił mnóstwo sił, co - jak pokazały nam poprzednie wielkoszlemowe występy Polaka - pewnie będzie ważyło w następnych rundach.

Rok temu z Roland Garros Hurkacz pożegnał się po trzech pięciosetówkach. Dwie - z Belgiem Goffinem i Holendrem Griekspoorem - wygrał. W trzeciej - z Peruwiańczykiem Varillasem - zabrakło mu paliwa.

Rok temu Hurkaczowi uciekła możliwość zmierzenia się w czwartej rundzie z Novakiem Djokoviciem (czwarta runda to by było wyrównanie najlepszego wyniku Hurkacza w Paryżu).

Hubertowi generalnie w wielkoszlemowym i wielkostresowym graniu zazwyczaj coś ucieka. Coś, co on zdaje się mieć na wyciągnięcie ręki. Dobrze, że teraz nie uciekło już w pierwszej rundzie. Ale prawda jest taka, że po tym meczu na kolejne będziemy czekać z duszą na ramieniu.

W drugiej rundzie Roland Garros 2024 Hurkacz zmierzy się z Amerykaninem Brandonem Nakashimą, 68. tenisistą rankingu ATP. Mecz najpewniej we wtorek.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.