Iga Świątek znajduje się obecnie w znakomitej formie. Mimo że mamy dopiero maj, to zdobyła już cztery tytuły. Triumfowała kolejno w Dosze, Indian Wells, Madrycie oraz w Rzymie. I już za kilka dni rozpocznie walkę o kolejne trofeum, wielkoszlemowe. Mowa o Rolandzie Garrosie. Na tych kortach wygrywała już trzykrotnie i nie ulega wątpliwości, że i w tym sezonie będzie faworytką. I mimo że obecnie Polka przebywa poza placem gry, to znów zrobiło się o niej głośno. Wszystko za sprawą krótkiego dokumentu, który powstał we współpracy ze sponsorem - firmą ON. Jego tytuł brzmi "Beyond Number One". W nim 22-latka zdobyła się na szczere wyznania o byciu pierwszą rakietą świata, które mogą zaskoczyć wielu kibiców.
Świątek poruszyła kilka ważnych tematów, ale jednym z najistotniejszych była presja. Jak przyznała, z upływem lat odczuwa ją coraz bardziej, ale i też jest w stanie lepiej sobie z nią radzić. Potrafi zaakceptować gorsze wyniki i to, że czasami nie jest w stanie spełnić oczekiwań innych. Podała nawet konkretny przykład.
- Kiedy przegrał w tym roku na Australian Open, wcześniej niż oczekiwali tego ludzie, to byłam w stanie zaakceptować, że są pewne sfery w moim tenisie, które muszę poprawić. Oczywiście nie było łatwo i przez dwa tygodnie pracy w Warszawie, musiałam odkopać się z tych negatywnych myśli i dialogu - podkreślała.
A na tym nie skończyła. Nagle zszokowała wyznaniem. - Czasami mam takie sytuacje, że czuję cały ciężar Polski na swoich barkach - wypaliła. - Ta osoba, którą widzicie przed kamerą, nie jest aż tak inna niż w prawdziwym życiu. Teraz bycie sportowcem wiąże się z byciem na świeczniku. Kiedy marzyłam o karierze tenisistki, to nie byłam świadoma, że to będzie duża część mojego życia - kontynuowała.
Wydaje się, że szczególnie tę presję nakładają na nią internauci i kibice w social mediach. - Teraz z social mediami, które są wszędzie, i z tym że ludzie dzielą się każdą informacją, większą nakładam na siebie presję z uwagi na to, że każdy nasz krok jest praktycznie obserwowany i często oceniany przez ludzi - kontynuowała.
Coraz więcej mówi się o wpływie świata internetu na sportowców. Wielu z nich, podobnie, jak i Iga stara się odcinać od negatywnych komentarzy, a często i hejtu, w które się przeradzają. Mimo wszystko te negatywne uwagi i tak docierają. W związku z tym Polka wystosowała ważny apel do fanów, by nie stawiali tak wielkich oczekiwań przed sportowcami i zrozumieli, że im też zdarzają się gorsze chwile.
- Mam nadzieję, że będziemy czuli więcej takiej empatii w stosunku do ludzi, którzy na co dzień uprawiają sport i których widzimy tylko właściwie przez ułamek czasu na ekranach telewizorów. Mam nadzieję też po prostu, że fani będą wyrozumiali i będą rozumieli, że też jestem człowiekiem - zakończyła.
Teraz przed Igą Świątek ważne tygodnie. Podczas Rolanda Garrosa zakończy rywalizację na "mączce". Następnie przeniesie się na korty trawiaste. Te będą dla niej wielkim sprawdzianem. W przeszłości nie radziła sobie najlepiej - najdalej w seniorskiej karierze dotarła do ćwierćfinału Wimbledonu.