Świetne wieści dla Huberta Hurkacza. Czegoś takiego dawno nie było

Filip Modrzejewski
- Dawno nie było turnieju wielkoszlemowego, przed którym nie wiedzielibyśmy praktycznie nic. A przed Roland Garros nie wiadomo, jaka jest forma Djokovicia, to samo z Sinnerem i Alcarazem. To ostatnio byli murowani faworyci - mówi Sport.pl ekspert Dawid Olejniczak. Gdzie w układance jest miejsce dla Huberta Hurkacza? Choć ranking sprzyja Polakowi, to eksperci studzą entuzjazm.

Turniej wielkoszlemowy bez wyraźnego grona faworytów? W ostatnich latach to zdarzało się rzadko, albo wcale. Rozpoczynający się za tydzień Roland Garros jest pod tym kątem wyjątkowy. Czołowi tenisiści toną w kłopotach. 

Zobacz wideo Tak Sabalenka mówiła o Łukaszence

Ostatni "tysięcznik" w Rzymie z powodu kontuzji opuścili Carlos Alcaraz i Jannik Sinner. W przypadku zwycięzcy Australian Open 2024 do końca ważyły się nawet losy przyjazdu do Paryża, lecz wydaje się, że nic nie stanie na przeszkodzie jego udziału w tej imprezie. A to dopiero początek znaków zapytania.

Wielkie problemy czołówki. Przoduje w nich Djoković. "Zaskoczy mnie"

Najwięcej pojawia się ich przy nazwisku Novaka Djokovicia. Serbski mistrz zawsze wymieniany jest w gronie faworytów do tytułu, zwłaszcza że od kilku lat jego koncentracja całkowicie skupiona jest jedynie na najważniejszych imprezach. Serb wielokrotnie udowadniał, że może rzadko pojawiać się na korcie, ale zawsze jest gotowy na kolejny skalp wielkoszlemowy. Ma ich już na koncie 24.

Tyle że pierwsza część sezonu w wykonaniu 37-latka wzbudziła mnóstwo obaw i spekulacji. W ostatnim czasie rozstał się ze swoim agentem Goranem Ivaniseviciem, a także z odpowiadającym za przygotowanie fizyczne Marco Panichim. Notował sensacyjne porażki - w Indian Wells z Lucą Nardim, wówczas 123. zawodnikiem świata, czy niedawno w Rzymie z Alejandro Tabilo (32. ATP).

Przed paryskim turniejem Djoković w ostatniej chwili podjął radykalną decyzję o grze w turnieje ATP 250 Genewie. - W tej chwili nie ma dla mnie lepszego treningu. Potrzebuję więcej meczów, nawet jeśli będzie to jeden lub dwa. To mój sposób na znalezienie formy przed Roland Garros - mówił na konferencji prasowej. - Potrzebuję siły, aby rywalizować z najlepszymi w pięciu setach na Wielkim Szlemie, i to na najbardziej wymagającej nawierzchni, mączce. Celem jest rozegranie więcej niż jednego meczu w Genewie, a potem zobaczymy, co wydarzy się w Paryżu - dodał.

W podobnym tonie wypowiada się Dawid Olejniczak, komentator tenisa w Polsacie Sport i Eurosporcie, którego pytamy o przewidywania na nadchodzący Roland Garros. - Widocznie Serb potrzebował meczów, tylko tak można to wytłumaczyć. W ostatnich kilku latach robił tak dwa razy - w Eastbourne i Belgradzie. Djokovicia nigdy nie skreślam, chociaż bardzo mnie zaskoczy – już któryś raz w życiu – jeśli wygra. A tego nie można wykluczyć. To wielkiej klasy tenisista. Cały czas go widzę w gronie faworytów, ale jeśli wygra, to zaskoczy mnie bodaj najbardziej podczas swojej kariery - stwierdził.

Problemy niemal każdego gracza z czołówki otwierają szansę dla tenisistów z drugiego szeregu, a triumf wielkoszlemowy "underdoga" to coś, co w męskim tenisie nie wydarzyło się od bardzo dawna. W Australii debiutancki triumf zanotował Jannik Sinner, lecz to od dawna zawodnik ze ścisłe TOP-u i grona trzech-czterech kandydatów w każdej dużej imprezie. W Melbourne był rozstawiony z "czwórką". 

- Trudno przewidzieć, co się wydarzy, bo dawno nie było takiego turnieju wielkoszlemowego, przed którego startem nie wiedzielibyśmy praktycznie nic. Nie wiadomo, jaka jest forma Djokovicia. To samo z Sinnerem i Alcarazem, a to ostatnio byli murowani kandydaci do zwycięstwa. Zapowiada się ciekawie, bo trudno nawet wskazać faworyta - mówi Sport.pl Dawid Olejniczak. - To jest najbardziej otwarty szlem od 20 lat - wtóruje mu Maciej Łuczak, dziennikarz Meczyki.pl. - Ja nie kupuję, że Djoković jest faworytem z samego nazwiska. Ja bym go w TOP3 nie umieścił, ale pytanie, czy taki Alejandro Tabilo byłby w stanie ograć go w best of five [formule do trzech wygranych setów - red.] - dodaje.

Hurkacz zaatakuje w Paryżu? "Ja jestem ostrożny"

Jednym z graczy dobrze radzących sobie w tym sezonie na mączce jest Hubert Hurkacz. Polak wygrał najpierw mniejszy turniej rangi ATP 250 w Estoril - to jego pierwszy tytuł na mączce - po czym nieźle zaprezentował się w trzech "tysięcznikach". Czwarta runda w Monte Carlo, tak samo w Madrycie i ćwierćfinał w Rzymie, gdzie ograł Rafę Nadala. W stolicy Włoch zatrzymał go dopiero Tommy Paul po trzysetowym meczu. - Zawsze czuć niedosyt, gdy odpadasz na takim etapie turnieju. Mógł być nawet finał, a kto wie, czy nie coś więcej, bo w półfinale czekał Nicolas Jarry, a potem Alexander Zverev, więc to nie są zawodnicy poza zasięgiem Hurkacza. Natomiast jest dobrze, bo widać, że Polak przekonuje się do gry na mączce - podkreśla Dawid Olejniczak.

Dla polskiego tenisisty dojście do takiego etapu na kortach Foro Italico w Rzymie i tak było wartościowym osiągnięciem. Tym samym skompletował bowiem ćwierćfinały wszystkich turniejów rangi ATP Masters 1000 w kalendarzu. Jednak momentami jego gra pozostawiała wiele do życzenia. Często kulał zwłaszcza forehand. W starciu z Tommy'm Paulem popełnił 44 niewymuszone błędy, z czego aż 34 właśnie z forehandu. - To już niestety stały punkt programu w meczach Hurkacza. Szczególnie na kortach ziemnych, że są momenty bardzo dobre i dużo słabsze. A w Paryżu będzie jeszcze trudniej, bo przecież tam się gra do trzech wygranych setów, więc te pojedynki mogą być dużo długie - podkreśla Olejniczak. - Wydawało się, że z tym forehandem jest coraz lepiej. Zresztą sam Hubert o tym mówił, ale wciąż mam wrażenie, że ta odważna gra jest wbrew jego naturze. W trudniejszych czy kluczowych momentach nie przychodzi mu to naturalnie, a kalkuluje w swojej głowie, zawodzi też serwis. W meczu Paulem mógł przecież wrócić jeszcze w ostatnim gemie, gdy miał 40:0 - mówi z kolei Łuczak. 

27-letni wrocławianin w stolicy Włoch zyskał także sporo punktów rankingowych, co pozwoliło mu awansować na ósme miejsce na świecie. Ma to niebagatelne znaczenie w turnieju wielkoszlemowym, albowiem z wyżej notowanym rywalem będzie mógł spotkać się dopiero w ćwierćfinale. Teoretycznie, według notowań, powinien dostać się do tego etapu, lecz - jak mówi stara tenisowa prawda - rankingi nie grają. - Ósme miejsce to faktycznie w teorii duża wartość, ale znając historie Hurkacza w turniejach wielkoszlemowych bardziej obawiałbym się meczów w pierwszych rundach, gdy będzie grał przeciwko rywalom spoza TOP 30-40 rankingu - twierdzi Łuczak. 

- Teoretycznie na nawierzchni ziemnej tenis Hurkacza jest najmniej skuteczny. Nie zyskuje aż tyle znakomitym serwisem. Widać to po także liczbie asów w ostatnich meczach. Natomiast jeśli przegra np. w czwartej rundzie po dobrej grze to też nic złego się nie stanie. Ja jestem zawsze ostrożny, jeśli chodzi o turnieje wielkoszlemowe. Rozgrywane są teraz kwalifikacje i poziom jest naprawdę wysoki, więc nie wykluczam, że od pierwszej rundy będzie sporo sensacji - studzi entuzjazm Olejniczak. 

Hubert Hurkacz od kilku lat jest zawodnikiem szerokiej światowej czołówki, ale wciąż jego osiągnięcia wielkoszlemowe wypadają dość blado. Na początku roku w Melbourne dopiero po raz drugi awansował do ćwierćfinału, natomiast w Roland Garros notuje bilans 6:6, a najlepszy wynik to czwarta runda. Czas, aby te statystyki poprawić.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.