Zapytaliśmy Sabalenkę o porażkę ze Świątek. Takiej reakcji nie spodziewaliśmy się

Dominik Senkowski
Zapytaliśmy Arynę Sabalenkę po finale w Rzymie, dlaczego zagrała inaczej niż w ostatnich spotkaniach. Białorusinka odpowiedziała szybko: "To bardzo dobre pytanie!" Tenisistka zaczęła się śmiać, a wraz z nią cała sala.

Aryna Sabalenka (2. WTA) bardzo szybko pojawiła się na konferencji prasowej po finale turnieju WTA 1000 w Rzymie. Białorusinka wyglądała na smutną, ale nie przybitą. Odpowiadając na większość pytań, starała się przekazać, że "chcę zachować w sobie pozytywne emocje, nie grała dobrze, ale czas patrzeć przed siebie".

Zobacz wideo WTA Rzym 2024. Tam gra Iga Świątek. Imponujący obiekt!

Sabalenka reaguje na pytanie Sport.pl

Sala była pełna dziennikarzy i znalazłem wolne krzesło dopiero na końcu. Gdy przyszła moja kolej, zapytałem wiceliderkę rankingu: "W ostatnich meczach używałaś wielu dropszotów, stosowałaś woleja, ale w finale tych elementów gry zabrakło z twojej strony. Dlaczego?"

Takiej reakcji Sabalenki nie spodziewałem się. Najpierw przyznała: "To bardzo dobre pytanie! Chciałabym zagrywać tak dziś częściej. Prawdopodobne byłoby wtedy trochę inaczej". Następnie zaczęła się śmiać, a wraz z nią cała sala.

Białorusinka, już na poważnie, tłumaczyła:

"Myślę, ze Iga nie dała mi zbyt wielu okazji, bym mogła zastosować takie zagrania. Jej uderzenia były bardzo długie, głębokie i przez to ciężko było zmienić rytm gry. Próbowałam kilka razy, chciałam zagrać skrót, ale nie było kiedy. Ale powinnam grać w bardziej urozmaicony sposób. To nie był mój najlepszy mecz, najlepszy dzień, muszę dać coś ekstra w kolejnym spotkaniu (przeciwko Idze Świątek - przyp.red.)".

Postawa Sabalenki w sobotnim pojedynku finałowym była zaskakująca. Oczywiście trzeba brać pod uwagę, z kim musiała mierzyć się, jak trudne wyzwanie rzuciła jej Iga Świątek. Mimo wszytko, można było odnieść wrażenie, że druga rakieta świata postawiła w tym meczu głównie na siłę. Przez wiele lat prezentowała właśnie taki styl gry, ale przecież w ostatnich dniach inaczej budowała akcje.

Wcześniej w Madrycie, a teraz w Rzymie Aryna Sabalenka zaskakiwała rywalki dropszotami. Spotkanie czwartej rundy z Eliną Switoliną wygrała głównie skrótami i serwisem, broniąc po drodze kilku piłek meczowych. A co działo się w półfinale z Danielle Collins? Po siedmiu gemach Białorusinka miała na koncie siedem winnerów, z czego aż sześć w efekcie zagranych dropszotów. Wprowadziła ten element na stałe do swojego repertuaru uderzeń, ale w finale z niego nie korzystała.

Dlaczego zagrała inaczej?

Trudno nie zgodzić się z tym, że Świątek robiła wszytko, co mogła, by uniemożliwić Sabalence skracanie wymian. Polka wyciągnęła wnioski, bo kilka skrótów rywalki w niedawnym finale w Madrycie sprawiło jej sporo problemów. W Rzymie takich sytuacji już nie było. Zapamiętałem zwłaszcza jeden moment w drugim secie, gdy wiceliderka rankingu zagrała dropszota, ale na tyle czytelnie, że Polka nie miała kłopotów z odpowiedzią. Nawet gdy był czas i miejsce, Sabalenka tego dnia nie potrafiła zaskoczyć Świątek.

Po finale Białorusinka zapewniała, że w Paryżu zaprezentuje się jeszcze lepiej. W jej przypadku już sam finał byłby wielkim sukcesem, bo dotychczas najdalej na Roland Garros dotarła rok temu do półfinału, przegrywając wówczas sensacyjnie z Karoliną Muchową.

Iga Świątek uda się do stolicy Francji jako główna faworytka do tytułu. Ma w kolekcji już trzy wygrane wielkoszlemowe w Paryżu. Impreza rusza 26 maja. Relacje w Sport.pl, transmisje w Eurosporcie.

Kto wygra igrzyska w tenisie?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.