Wymowna reakcja włoskiego dziennikarza po tym, co Sabalenka zrobiła w finale

Dominik Senkowski
Iga Świątek mistrzynią turnieju w Rzymie! W finale pokonała Arynę Sabalenkę 6:2, 6:3. Białorusinka nie wytrzymała nerwowo tego spotkania. Kilka razy rzucała rakietą, krzyczała, intensywnie gestykulowała. Postawiła na siłę, zabrakło dokładności. Polka z kolei była oazą spokoju i precyzji.

Od rana oczy kibiców i dziennikarzy przebywających w Rzymie zwrócone były ku niebu. To dlatego, że od wczesnych godzin porannych w stolicy Włoch było pochmurno, a momentami nawet padało. Od razu wróciły straszne wspomnienia z ubiegłorocznej imprezy Italian Open, storpedowanej przez ulewy i niskie temperatury. 

Zobacz wideo WTA Rzym 2024. Tam gra Iga Świątek. Imponujący obiekt!

Na szczęście godzinę przed rozpoczęciem kobiecego finału rozpogodziło się i mogliśmy odetchnąć. Co prawda po zeszłorocznych kłopotach organizatorzy zapowiedzieli budowę dachu nad kortem centralnym, ale na razie próżno szukać jej początków. 

Sabalenka wybita z rytmu

Aryna Sabalenka nie zaczęła dobrze tego spotkania. Od samego początku zdawała się być nerwowa. Kompletnie wybił ją z rytmu pewien mężczyzna, który w trakcie jej drugiego gema serwisowego zaczął spacerować po trybunach. Białorusinka przerwała przygotowania do serwisu, czekała, aż kibic zatrzyma się, a ten szedł dalej, publiczność gwizdała. 

Gdy tenisistki wróciły do gry, Sabalenka popełniła dwa kolejne błędy i pierwszy raz została przełamana. Włoscy organizatorzy stosują wyjątkowe zasady: wpuszczają na trybuny nie po nieparzystych gemach, ale czasem nawet po każdym punkcie. Do tego cały czas po trybunach przemieszczają się ludzie z obsługi, sprzedający wodę. Do takich warunków zawodnicy muszą się odpowiednio przystosować. 

Kibice próbowali wspierać wiceliderkę rankingu, bo liczyli na podobne widowisko jak niedawno w Madrycie, gdzie Świątek i Sabalenka rozegrały pasjonujący bój, który trwał ponad 3 godziny. W sobotę od samego początku frekwencja dopisywała, fani byli spragnieni starcia światowego numeru jeden z dwójką.

Sabalenka miała jednak ten problem, że choć grała poprawnie, natrafiała na ścianę w postaci Świątek. Polka świetnie prezentowała się w obronie, przewidywała ataki rywalki, dobrze przechodziła do kontry. Białorusinka coraz bardziej irytowała się, aż w czwartym gemie złamała rakietę. Musiała ją wymienić na inną. - Robi wszystko perfekcyjnie, a przegrywa - nie dziwię się jej frustracji - powiedział siedzący obok mnie znajomy włoski dziennikarz tenisowy. 

Nasza tenisistka świetnie radziła sobie przy serwisie. Nie zawsze uzyskiwała wielkie prędkości, ale precyzyjne podania, często na ciało przeciwniczki wystarczały. Wymuszała jej błędy, których w pierwszym secie nie brakowało. Sabalenka była rozbita, podejmowała nieracjonalne decyzje, jak np. pójście do siatki po słabo przygotowanym ataku. Chwilę później głośno rozmawiała ze swoim sztabem, intensywnie gestykulowała. Wszystko na nic, po dwóch przełamaniach przegrała partię 2:6. 

Świątek po raz trzeci!

W drugim secie Aryna Sabalenka podjęła walkę. W pierwszym gemie serwisowym Igi Świątek miała aż pięć szans na przełamanie, w drugim trzy, ale nie wykorzystała żadnej okazji. Podirytowana jeszcze bardziej ponownie rzuciła rakietą, tym razem chociaż lżej i nie doszło do złamania. 

Polka starała się utrzymywać emocje, grała bardzo precyzyjnie i spokojnie. Rozrzucała rywalkę po korcie, popełniała mało błędów. Dzięki temu rosła jej pewność siebie. Sabalenka irytowała się, bardzo zależało jej na wygranej po Madrycie. W jej grze było jednak zbyt mało stabilności. Przy okazji trzeba przyznać, że krzyki Białorusinki przy każdym uderzeniu na żywo robią jeszcze większe wrażenie niż przed telewizorem. Momentami można ogłuchnąć.

Decydujący okazał się siódmy gem, w którym Polka zagrała bajkowo przy siatce, potem Sabalenka popełniła kilka prostych błędów i dała się przełamać. Nasza liderka rankingu już nie wypuściła tej przewagi z rąk. 

Iga Świątek trzeci raz w karierze wygrywa turniej WTA 1000 w Rzymie. W sobotę na kortach Foro Italico była wyraźnie lepsza od Aryny Sabalenki. Białorusinka nie wytrzymała mentalnie rywalizacji i ciekawe, jak odbuduje się do Roland Garros, który rusza w Paryżu już za tydzień. 

Kto wygra Roland Garros?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.