Kylie McKenzie była jedną z najlepiej zapowiadających się tenisistek młodego pokolenia. W 2016 roku znalazła się nawet w TOP 30 juniorskiego rankingu, ale później jej kariera dość mocno wyhamowała. Obecnie zajmuje dopiero 651. miejsce w zestawieniu WTA i rywalizuje głównie w turniejach rangi ITF. Mimo wszystko o 25-latce zrobiło się ostatnio głośno. Wygrała proces przeciwko USTA, a więc Związkowi Tenisowemu Stanów Zjednoczonych. - Była to dla mnie trudna sprawa, ale teraz czuję, że było warto. Mam nadzieję, że stanę się przykładem dla innych kobiet, by nie bały się zabrać głosu - mówiła McKenzie po rozprawie, cytowana przez "New York Post".
W 2022 roku McKenzie pozwała organizację tenisa, co miało związek z sytuacją, do której doszło cztery lata wcześniej w ośrodku USTA w Orlando. Anibal Aranda, jeden z trenerów zatrudnionych przez związek, miał dopuścić się napaści na tle seksualnym wobec 19-letniej wówczas Amerykanki oraz pobił ją. Zdarzenie miało miejsce przy pokazywaniu techniki serwisowej.
"Całym ciałem przycisnął się do jej pleców i pośladków, a później chwycił ją za biodra. W kolejnych sekundach jego ręka schodziła coraz niżej, w okolice pachwiny i bielizny. Z każdym powtórzeniem serwisu szkoleniowiec napierał coraz mocniej, aż tenisistka niemal straciła równowagę" - relacjonuje CNN, który dotarł do pozwu.
Na tym jednak nie koniec. Po jednym z treningów trener miał wsunąć rękę pod ręcznik, który znajdował się na nogach tenisistki i dotykał jej miejsc intymnych. Te wydarzenia dość mocno wpłynęły na zawodniczkę. Doznała ataków paniki i miała epizody depresyjne. Nie była w stanie normalnie rywalizować na korcie.
W końcu postanowiła wziąć sprawy we własne ręce i wraz z prawnikami oskarżyła USTA. Dlaczego właśnie organizację? Ta rzekomo miała wiedzieć o niewłaściwym zachowaniu trenera. Wcześniej jedna z pracownic zgłosiła, że Aranda także ją molestował. USTA nie zdecydowała się jednak zastosować środków ostrożności wobec szkoleniowca. W związku z tym tenisistka oskarżyła organizację o "rażące zaniedbanie".
Aranda nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i twierdził, że jest niewinny. Podobnie postępowała USTA, tłumacząc, że nie miała wcześniej żadnych skarg. Mimo to sąd nie dał wiary ich tłumaczeniom i w minionym tygodniu wydał wyrok - surowy.
Jak donosi "New York Post", ława przysięgłych zasądziła na rzecz McKenzie aż dziewięć mln dolarów - trzy mln odszkodowania i sześć mln odszkodowania karnego. "W sprawie doszło do świadomego zlekceważenia zasad i bezpieczeństwa innych osób. Częściowo próbowano uciszyć sprawę McKenzie" - dodaje "The Athletic".
- Należy podjąć odpowiednie kroki, by doprowadzić do zmian w organizacji. Ofiary nie mogą być uciszanie, a powinny być zachęcane, by ujawniać wszelkie niewłaściwe zachowania - podkreślał jeden z prawników McKenzie.
Z takim orzeczeniem sądu nie zgadza się USTA i już zapowiedziała złożenie apelacji. Organizacja zwolniła też szkoleniowca. - Współczujemy powódce. Nie kwestionujemy i nigdy nie kwestionowaliśmy jej zarzutów wobec trenera. Nie podzielamy jednak optymizmu, co do wyroku - mówił Chris Widmaier, rzecznik USTA, cytowany przez sport-express.ru.
Działacz stwierdził też, że boi się, że ta sytuacja stanie się precedensem, i że w przyszłości zawodnicy będą pozywać również organizacje tenisowe, a nie tylko przestępców.