Djoković przeżywa koszmar. Jego były doradca ujawnia. "Bardzo się martwię"

Agnieszka Niedziałek
- Jest w czarnej dziurze. Może się to wszystko posypać. Nie mówię tylko o utracie światowej jedynki, ale o wypadnięciu z Top10 - tak ten sezon w wykonaniu Novaka Djokovicia ocenia w rozmowie ze Sport.pl Wojciech Fibak. Legendarny Serb w tym roku zadziwia tenisowe środowisko swoimi ruchami, którymi - według słynnego przed laty Polaka - sam sobie skomplikował życie.

Novak Djoković i podwójny błąd na koniec meczu?! Jeszcze niedawno to połączenie było czymś nierealnym. Taki scenariusz zostawiano tenisistom, którzy nie mają doświadczenia lub nie radzą sobie z presją, ale na pewno nie prawie 37-letniemu gwiazdorowi z olbrzymim dorobkiem, od lat nakręcanym wizją "ja kontra reszta świata". Jednak przez miniony miesiąc niespodziewanie stało się to faktem - w ten sposób Serb zakończył dwa z trzech swoich ostatnich meczów. W tym sezonie znacznie więcej rzeczy w jego wypadku zadziwia - ale nie tak, jak dotychczas.

Zobacz wideo Idze Świątek puściły nerwy. "Jako dziennikarze nie wiedzieliśmy co robić"

Djoković i długie czekanie na 99. tytuł. "Próbuję się obudzić"

Djoković zaprzecza logice - z takim stwierdzeniem można było się nieraz spotkać w ostatnich latach, gdy Serb śrubował kolejne rekordy. W liczbie tytułów wielkoszlemowych w singlu, triumfach w turniejach ATP rangi 1000 czy liczbie tygodni na czele światowego rankingu. Nic sobie przy tym nie robił z faktu, że w jego wieku wielu zawodników jest już na sportowej emeryturze lub bezskutecznie próbuje wrócić do światowej czołówki. W listopadzie słynny "Nole" wygrał 98. zawodowy turniej w karierze. Wtedy jeszcze nic nie zapowiadało tego, że przez kolejne pół roku nie dołoży następnego ani nawet nie dotrze do finału.

Doświadczony gracz już w ubiegłym roku mocno selekcjonował starty, skupiając się na tych największych i najważniejszych dla niego. Efekt - siedem tytułów, najwięcej od 2016 roku. Po raz trzeci w karierze był też o krok od Kalendarzowego Szlema - do pełni szczęścia znów zabrakło mu wygranej w jednym finale. W tym sezonie jak na razie zagrał w jednym turnieju mniej niż w poprzednim sezonie na tym etapie, ale uwagę zwraca przede wszystkim to, że gra znacznie gorzej. Bilans 12-5 w połowie maja nie jest czymś, do czego przyzwyczaił.

- Bardzo się martwię. Odszedł już Roger Federer, niedługo odejdą też Andy Murray i Rafael Nadal. Niby mówimy tu o najlepszym tenisiście świata, ale to wszystko jest teraz takie trochę iluzoryczne - zaznacza Wojciech Fibak, który w przeszłości doradzał przez pewien czas Serbowi.

Tę ostatnią, piątą porażkę lider światowego rankingu zanotował w trzeciej rundzie w Rzymie - w turnieju, który wygrał w przeszłości sześciokrotnie. Lepszy od niego wynikiem 6:2, 6:3 okazał się 32. na liście ATP Chilijczyk Alejandro Tabilo, a spotkanie trwało zaledwie 67 minut.

- To niesamowite. Wyszedłem na kort, rozejrzałem się i starałem się ochłonąć oraz przetworzyć to wszystko. Próbuję się teraz obudzić - opowiadał tuż po tym spotkaniu szczęśliwy Tabilo, który nigdy wcześniej nie pokonał pierwszej rakiety świata.

Wpadka ze 123. tenisistą świata. Djoković turystą w USA

To, co było snem i marzeniem Chilijczyka, było też koszmarem fanów Serba, który w tym spotkaniu grał jak nie on. Rodzime media wskazywały, że nie pokazywał żadnych emocji i bardzo szybko przystępował do kolejnych wymian. Po meczu pytano go, czy na jego dyspozycję wpływ miał incydent sprzed dwóch dni. Wtedy przy rozdawaniu autografów po meczu drugiej rundy został trafiony przypadkowo w głowę butelką, która wysunęła się z plecaka pochylającego się nad nim z trybun kibica. Dzień później tenisista pojawił się przed treningiem z uśmiechem w kasku. Ale po porażce nie wykluczył, że ta sytuacja jednak miała większe konsekwencje.

- Szczerze mówiąc, to nie wiem. Muszę to sprawdzić badaniami. Na treningu z jednej strony nie czułem bólu, ale też nie czułem się też tak, jak zwykle. W niedzielnym meczu, gdy byłem pod dużą presją, brakowało mi koordynacji. Czułem się tak, jakby zupełnie inny zawodnik założył moje buty. Brakowało tempa i rytmu przy uderzeniach - analizował Djoković.

Opowiadał wtedy też, że tuż po uderzeniu butelką - z teoretycznie niezbyt dużej wysokości - przez pół godziny odczuwał nudności i kręciło mu się w głowie. - Następnego dnia czułem się dość dobrze, więc myślałem, że wszystko w porządku. Może tak było, a może nie - zakończył.

Nie kwestionując potencjalnych skutków wspomnianego incydentu, zaznaczyć trzeba, że nie była to pierwsza zaskakująca przegrana Djokovicia w tym sezonie. Jego pierwszym pogromcą był Australijczyk Alex De Minaur (12. ATP) w ćwierćfinale drużynowego United Cup. W Australian Open, w którym Serb triumfował aż 10 razy, dotarł teraz do półfinału, ulegając Włochowi Jannikowi Sinnerowi (4.). Tu trudno mówić o szoku, ale już tracone od pierwszej rundy sety sygnalizowały, że legendarny zawodnik nie jest w najlepszej dyspozycji. Sensacją była zaś marcowa porażka w trzeciej rundzie w Indian Wells z Włochem Lucą Nardim (123.).

"Jasne było, bazując na aktywnościach Novaka poza kortem, że do USA udał się bardziej jako turysta. Było oczywistym, że nie był fizycznie gotowy i miał kłopoty z motywacją. W przeszłości miał już problemy z tą ostatnią w turniejach innych niż wielkoszlemowe, ale teraz było to bardzo zauważalne" - pisał niedawno śledzący od lat uważnie poczynania Djokovicia serbski dziennikarz Sasa Ozmo.

Djoković zrezygnował potem z kolejnego dużego występu - z turnieju w Miami. Przed przyjazdem do Rzymu z kolei zagrał tylko raz na kortach ziemnych - w Monte Carlo dotarł do półfinału, w którym przegrał z Casperem Ruudem (10. ATP). Następnie cała światowa czołówka przenosiła się do Madrytu, ale Serb i z tego występu zrezygnował. To właśnie jest głównym zarzutem Fibaka pod jego adresem.

- Moim zdaniem powinien był wystąpić w Miami, by się zbudować po Indian Wells. Ale nieobecność w Madrycie to już kolosalny błąd, fatalny. Każdy by mu doradził, by tam grać. Obowiązkowo. Wszyscy są zdziwieni, Novak podejmuje zaskakujące decyzje. Rozumiem, że nie pojechał wcześniej do Barcelony, ale w stolicy Hiszpanii są specyficzne warunki, korzystne dla niego, krótsze wymiany. Bez braku rytmu meczowego jedzie potem do Rzymu, gdzie jest upał i młodzi, pełni sił rywale. Treningi to nie to samo. Wychodzi brak regularnego grania w ostatnich miesiącach. Odpuszczenie Madrytu to była samobójcza decyzja - ocenia ostro ekspert.

Bezradny geniusz tenisa. "Rozgrywa z nami trochę takie szachy"

Fibak nie oglądał pojedynku Djokovicia z Tabilo, ale gdy zerknął na wynik w drugim secie, to był tak zaskoczony męczarniami faworyta, że zadzwonił do znajomych.

- Corentin Moutet w drugiej rundzie był przerażony i nic nie zdziałał, ale już taki terier z Ameryki Południowej wystarczył, by geniusz tenisa był bezradny. Chwyciłem w pewnym momencie za telefon i pytam znajomych, co tam się dzieje, a oni na to: "Novak się bawi. Gra na 40 procent. Wygra w trzech setach". Ale zabawy nie było. Podobno wyglądał gorzej niż Rafael Nadal w meczu z Hubertem Hurkaczem - relacjonuje Fibak.

Czy jego zdaniem za rezygnacją Djokovicia z kolejnych startów mogły stać jakieś powody, których Serb nie zdradza? - Jakie? On po prostu nie chce przegrywać kolejnych meczów. Rozgrywa z nami trochę takie szachy. Sugeruje, że to wina sztabu szkoleniowego. Że winny jest każdy, tylko nie on - wskazuje były dziesiąty tenisista świata.

Serb w ostatnich miesiącach wymienił niemal wszystkich najbliższych współpracowników. Jesienią rozstał się z wieloletnim agentem, wiosną najpierw ogłosił zakończenie współpracy z trenującym go Goranem Ivaniseviciem, a następnie z odpowiadającym za przygotowanie fizyczne Marco Panichim. Razem przez ostatnie lata odnosili wiele sukcesów. W środowisku niektórzy odbierali te roszady jako sygnał, że Djoković desperacko szuka sposobu, by uratować kiepsko zaczęty sezon. Do Fibaka takie działania nie przemawiają.

- Podejmuje szkodliwe dla samego siebie decyzje. To zdumiewające, że zawodnik o takim doświadczeniu sam sobie komplikuje życie. Lepiej w takiej sytuacji trzymać się lojalnych od lat ludzi. Przecież na tym etapie kariery nikt już mu nic odkrywczego nie podpowie. On sam podejmuje najważniejsze decyzje - przekonuje.

Nie jest jednak tak, że Serb sięga po całkowicie nowe twarze. Za jego przygotowanie fizyczne odpowiada teraz znów Gebhard Gritsch, który towarzyszył mu w latach 2009-17 i 2018. Lider światowego rankingu nie wskazał jeszcze na razie nowego szkoleniowca, ale w ostatnich turniejach towarzyszył mu Nenad Zimonjic. 47-latek zakończył występy na korcie trzy lata temu, a obecnie jest kapitanem reprezentacji Serbii w Pucharze Davisa.

- Nie wiem, jak długo jeszcze Novak planuje grać, ale w tym momencie "Ziki" jest dla niego idealną osobą. Ma ogromną wiedzę o tenisie, a co najważniejsze zna Novaka bardzo dobrze. Ten nie potrzebuje teraz kogoś zupełnie nowego, kto dopiero musi go poznać. Bo powiedzmy, że minie 10 dni, Novak "zwariuje" i ten nowy trener będzie się zastanawiał, co się dzieje - tłumaczył w jednym z wywiadów z uśmiechem Ivanisević.

Chorwat sam nieraz przyznał, że współpraca z Djokoviciem do łatwych nie należy. Ale zawsze też chwalił tenisistę za pracowitość, gotowość do poświęcenia i wielką waleczność.

- Trenuje nawet mocniej niż gdy miał 22 lata. I właśnie dlatego wciąż jest taki dobry i dlatego będzie jeszcze lepszy - deklarował w ubiegłym roku.

Wielki znak zapytania w Paryżu. Fibak radzi Djokoviciowi nietypowy ruch

Ivanisević wtedy na pewno też nie przypuszczał, że teraz Serb w krótkim odstępie czasu będzie notował na korcie błędy, o jakie nikt go wcześniej nie podejrzewał. Gdy zakończył pojedynek z Ruudem w Monte Carlo dwoma zepsutymi serwisami, to niektórzy zastanawiali się kiedy ostatnio taka sytuacja miała miejsce. Miesiąc później w Rzymie nastąpiła powtórka.

- Oglądałem z trybun ten mecz z Ruudem. Gdy zepsuł pierwszy serwis, to spojrzeliśmy na siebie z ojcem Stefanosa Tsitsipasa, który siedział obok. Pomyśleliśmy to samo - "Będzie podwójny błąd". Z jednej strony to szok, by coś takiego przydarzyło się wielkiemu Novakowi, ale po chwili okazało się, że mieliśmy rację - wspomina Fibak.

Poprzednio Djoković przystępował do Roland Garros bez tytułu na koncie w sezonie w 2006 roku. Już nieraz w przeszłości podejmował ryzykowne decyzje pod kątem przygotowań do kluczowych startów, ale mimo wszystko teraz jego występowi w Paryżu - gdzie będzie bronił tytułu - towarzyszyć będzie wielki znak zapytania. Bo nie tylko przy jego nazwisku nie ma zdobytego w ostatnich miesiącach choćby jednego trofeum, ale i rytmu meczowego oraz wypracowanej kolejnymi występami pewności siebie.

- Jest w czarnej dziurze. Co bym mu poradził? By zgłosił się do jednego z mniejszych turniejów poprzedzających Roland Garros, które odbędą się w przyszłym tygodniu. Bo obecnie jest kompletnie nieprzygotowany. Dobrym wyborem byłby tu Lyon, gdzie są bardzo podobne warunki do tych w Paryżu. Nie wygra tam, może nawet skończyć po dwóch meczach, ale ważne, że więcej pograł. Bo jeśli postawi znów na same treningi, to boję się o niego - przyznaje Fibak.

Jak wyliczono, jeśli Serb w stolicy Francji nie dotrze do finału, to straci miano lidera światowego rankingu. Ale to nie jedyne wielkie wyzwanie, jakie czeka go w najbliższych miesiącach - w lipcu będzie bronił punktów za finał Wimbledonu, a na przełomie sierpnia i września za triumf w US Open.

- Może się to wszystko posypać. Nie mówię tu tylko o utracie światowej jedynki, ale o wypadnięciu z top 10. Zawsze, gdy pojawiał się na Wimbledonie i tak lubianej przez siebie trawie, to działały ta magia wygrywania i pewność siebie pozwalające mu przejść przez pierwsze rundy, w których był zwykle trochę taki "zardzewiały". Ale nie wiem, czy teraz też mu się to uda. Tym razem może się potknąć - przestrzega były polski tenisista.

Wobec poważnych kłopotów ze zdrowiem i z powrotem do topowej formy, środowisko tenisowe przygotowało się już, że niedługo przyjdzie mu pożegnać się z takimi tuzami jak Nadal, Murray czy Stan Wawrinka. W poprzednim sezonie takie pytanie pojawiało się znacznie rzadziej pod adresem Djokovicia, który wydawał się przeżywać kolejną tenisową młodość i testował różne nowinki w zakresie przygotowania fizycznego i suplementacji. Latem ubiegłego roku jego ojciec - Srdjan Djoković - w filmie dokumentalnym wspomniał jednak, że sam ma nadzieję, iż syn zakończy karierę po kolejnym sezonie. Sam tenisista na razie nie składał żadnych konkretnych deklaracji w tym temacie.

- Czy to ostatni sezon Novaka? Myślę, że tak. Tenis jest już inny. Serb nie wygrywa zwykle szybko wymian, a bardziej jak Nadal - po walce i przy sporej ilości biegania. A jest pełno młodszych graczy, z którymi będzie mu coraz trudniej konkurować pod tym względem. Ale też to nie jest tylko kwestia wieku. On już inaczej patrzy na świat. Ma też rodzinę i inne sprawy, którymi może się zająć - wskazuje Fibak.

Djoković już od jakiegoś czasu nie musi też nikogo gonić pod względem liczby tytułów wielkoszlemowych. Nadal ma ich 22, a Federer, który zakończył karierę dwa lata temu, 20. Na horyzoncie zaś na razie nie ma nikogo, kto mógłby w najbliższym czasie Serbowi w tej hierarchii zagrozić. Czy przełamie w tym sezonie obecny kryzys i dopisze do swojego konta 25. taki sukces? Biorąc pod uwagę zadziorny charakter tego zawodnika, nawet w jego obecnym trudnym położeniu nie da się tego całkowicie wykluczyć.

- Różnica między największymi mistrzami i zawodnikami mającymi problem, by osiągnąć najwyższy poziom, dotyczy umiejętności nieskupiania się na tych emocjach zbyt długo - opowiadał kiedyś w magazynie "60 minut" Djoković, odnosząc się do trudnych momentów. 

To, że sam tę umiejętność posiada, potwierdzał już nieraz. Rok temu odpadł w Rzymie w ćwierćfinale, a po meczu jeden z dziennikarzy spytał, czy czuje się pewny siebie przed zbliżającym się Roland Garros. Słynny tenisista odpowiedział wtedy tylko krótko "Tak" z uśmiechem, co przypominano wiele razy, gdy już wywalczył w Paryżu tytuł. - Taki jak zawsze - odparł z uśmiechem Serb po ostatniej przegranej z Tabilo, gdy dostał pytanie o stan psychiczny przed wielkoszlemową rywalizacją w stolicy Francji. Pytanie, czy ta krótka wymiana zdań też będzie przypominana za 3,5 tygodnia na dowód wielkości Djokovicia.

Czy Novak Djoković obroni tytuł w Roland Garros?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.