Hurkacz rzucał rakietą i grymasił do trenera. Nagle zmienił się w magika. "Houdini"

Filip Modrzejewski
Pod względem warunków fizycznych była to tenisowa walka Dawida z Goliatem. Mierzący 170 centymetrów wzrostu Sebastian Baez, mimo że rywalizował z wyższym o 26 centymetrów Hubertem Hurkaczem, długo dominował na korcie. Polak był pasywny, rzucił rakietą i wymownie spoglądał w kierunku Craiga Boyntona, ale przez blisko dwa sety grał na warunkach rywala. Obudził go dopiero 32. tie-break w tym sezonie.

Dotychczas korty na Foro Italico nie były korzystne dla Huberta Hurkacza. Przez cztery lata na rzymskiej mączce wygrał tylko dwa mecze, więc podwojenie tego wyniku i awans do czwartej rundy tegorocznej edycji już należało doceniać, zwłaszcza że polski tenisista pokonał nietuzinkowych rywali - 10-krotnego triumfatora tej imprezy Rafaela Nadala oraz 28. rakietę świata Tomasa Martina Etcheverrego z Argentyny. W pojedynku o ćwierćfinał Hurkacz ponownie trafił na reprezentanta z tego kraju, lecz o zupełnie innych walorach tenisowych. Etcheverry może pochwalić się 196 centymetrami wzrostu (tyle samo co Hurkacz) i mimo że mączka to jego środowisko naturalne, to dzięki warunkom fizycznym dobrze czuje się także na szybszych nawierzchniach. Natomiast wtorkowy rywal Polaka - Sebastian Baez - to tenisista, który jest wręcz stworzony do kortów ziemnych. 

Zobacz wideo Nowy trener Lecha już ma pierwszy problem

Przez lata fenomenem wśród atletycznych tenisowych herosów był inny Argentyńczyk Diego Schwartzman, który niedawno zdecydował o przejściu na emeryturę z końcem sezonu. Sebastian Baez ze swoimi 170-centymetrami wzrostu również może się czuć jak liliput wśród Guliwerów. Gdy dwa lata temu wskoczył do TOP50 rankingu ATP to stale się w niej utrzymuje. Można uznać to za synonim solidności, choć wielu złośliwych mogłoby nazwać przeciętnością, albowiem 23-latek nie notuje spektakularnych rezultatów. Dość powiedzieć, że jego najlepszym wynikiem wielkoszlemowym - do Rzymu także w "tysięczniku" - jest trzecia runda, a dotychczas jego karierowy bilans przeciwko graczom z czołowej dziesiątki był brutalny - 1:12. To jedyne zwycięstwo odniósł w końcówce 2022 r. nad Andriejem Rublowem.

Swoją pozycję rankingową zawdzięcza mniejszym turniejom rangi ATP 250, zwłaszcza w Ameryce Południowej. Ma na swoim koncie pięć takich tytułów, z czego ostatni w marcu 2024 r. w Santiago, stolicy Chile. Jednakże miesiąc wcześniej dokonał pewnego przełomu, gdy po raz pierwszy okazał się najlepszy w "pięćsetce" w Rio de Janeiro, dzięki czemu jest obecnie 19. zawodnikiem świata - to jego życiówka.

Pod względem warunków fizycznych była to tenisowa walka Dawida z Goliatem, albowiem różnica wzrostu na korzyść Polaka wynosiła 26 centymetry, ale poprzedniej rundzie Baez sprawił niemałą niespodziankę, ogrywając 2:6, 6:2, 6:3 Holgera Rune (12. ATP). Było to jego dopiero trzecie zwycięstwo z zawodnikiem z TOP20 rankingu ATP.

Realizator wszystko "pokazał". W tym elemencie Hurkacz długo zawodził

Zauważalną cechą polskiego tenisisty jest - świadome lub nie - dopasowywanie swojej gry oraz poziomu do rywala. Jeśli przeciwnik prezentuje tenis agresywny, to tym samym odpowie Hurkacz. Niestety analogicznie było w starciu z Sebastianem Baezem, co nie było dobrą wiadomość, albowiem rywal Polaka swoją grę opiera na defensywie oraz utrzymywaniu piłki w korcie.

Według tegorocznych danych statystycznych portalu Tennis Abstract Argentyńczyk to 13. najmniej agresywny zawodnik wymianach w ATP Tour, lecz nie oznacza to pasywności. Grał cierpliwie, przedłużał wymiany, przy czym jego uderzenia były długie oraz pełne rotacji, więc Polak nie mógł komfortowo zaatakować. Najczęściej kończyło się to jego błędem, choć trzeba przyznać, że jeden z pierwszych punktów wygrał bardzo efektownie za sprawą zagrania między nogami. 

Długo w tym pojedynku największą różnicę robił forehand obu zawodników. U Baeza był on jakościowy, co dawało mu przewagę w grze krosowej. Natomiast w przypadku Polaka forehand to od dawna jeden z elementów do poprawy. I choć w ostatnich miesiącach uległ on rozwoju, to w starciu z Argentyńczykiem był on na zdecydowanie niższym poziomie, co potwierdził nam realizator, prezentując wskaźniki forehandowe.

Według statystyk ATP był to mecz lidera pod względem wskaźników serwisowych oraz piątego najlepszego returnującego w Tourze. Nietrudno się domyślić, która kwestia dotyczy danego zawodnika, ale w przypadku tego pojedynku kluczowe było poradzenie sobie ze swoimi wadami. Dużą piętą achillesową Baeza jest serwis, natomiast w przypadku Hurkacza return, a chcąc pokonać Argentyńczyk, należy przejmować inicjatywę od pierwszego uderzenia, zwłaszcza po drugim podaniu Baeza. Polak tego nie robił, a wręcz często psuł te zagrania.

Słaby return w połączeniu z falującym poziomem forehandowy dał zwycięstwo rywalowi 7:5 w pierwszym secie. Polak, który po ostatniej piłce rzucił rakietą, w otwierającej partii pozwolił rywalowi utrzymać poziom wygranego pierwszego i drugiego podania na poziomie 64 proc., popełniając aż 20 niewymuszonych błędów. Dziewiąty tenisista świata wygrał raptem 19 z 50 wymian z linii końcowej

Hurkacz zablokował jak siatkarz. "Houdini". To uratowało mecz

Grymasy na twarzy i wymowne spojrzenia w kierunku swojego trenera Craiga Boyntona - to był coraz częstszy obrazek Huberta Hurkacza na korcie podczas drugiego seta starcia z Sebastianem Baezem. Polski tenisista wciąż nie potrafił postawić własnych warunków i dominować na korcie. Grał zbyt pasywnie, ale w grze o zwycięstwo wciąż utrzymywał go serwis. Nerwy widoczne były w dziesiątym gemie, gdy z 0:40 przy podaniu rywala Polak doszedł do piłki setowej. Lecz w ważnym momencie Wrocławianin ponowie się spiął. Zagrał pasywny return na środek kortu, a to było zaproszenie do ataku dla Baeza.

Dopiero w tie-breaku Hubert Hurkacz zaprezentował tenis na najwyższym poziomie. Nie popełniał błędów, pewnie uderzał piłki, kierując je na słabszą stronę bekhendową rywala. W kluczowym momencie punkt na 6:3 wygrał dzięki efektowemu wolejowi przy siatce, ściągają piłkę do ziemi, niczym najlepsi blokujący w siatkówce. "Houdini Hurkacz" - określił Polaka po tym zagraniu profil TennisTV. Widać było po Wrocławianinie zdecydowanie większe doświadczenie w grze do siedmiu punktów. W końcu był to już jego 32. tie-break w tym sezonie.

W decydującej partii Hubert Hurkacz kontynuował tę pewniejszą grę. W końcu dominował na korcie i skracał grę. Do tego stopnia, że wymian składających się z dziewięciu uderzeń lub więcej rozegrano raptem siedem punktów - wszystkie przy podaniu Sebastiana Baeza, co również jest symptomatyczne. 

Argentyńczyk był bliski drugiego zwycięstwa w karierze nad zawodnikiem z czołowej dziesiątki rankingu ATP, albowiem przez dwa sety był zawodnikiem lepszym. Hubert Hurkacz udowodnił jednak, dlaczego znajduje się w ścisłej elicie, bo w kluczowych momentach potrafił zmobilizować się do gry na najwyższym poziomie. Nie można jednak zlekceważyć tak dużej chwiejności forehandowych zagrań. Wyłączając asy serwisowe, Polak posłał 28 winnery przy 41 niewymuszonych błędach, a należy pamiętać, że finałową partię zakończył z bilansem +6 pod tym względem. Z lepszym rywalem trudno byłoby o zwycięstwo w takim stylu.

W ćwierćfinale Hubert Hurkacz zmierzy się z Tommym Paulem (16. ATP), który 6:1, 6:4 ograł obrońcę tytułu Daniiła Miedwiediewa.

Czy Hubert Hurkacz pokona Tommy'ego Paula i awansuje do półfinału w Rzymie?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.