Iga Świątek na kortach w Madrycie czuje się jak ryba w wodzie. Dopiero co w spektakularnym stylu pokonała Soranę Cirsteę (30. WTA) 6:1, 6:1, a już dołożyła jeszcze pewniejsze zwycięstwo nad reprezentantką gospodarzy Sarą Sorribes Tormo (55. WTA). W godzinę i osiem minut ograła ją 6:1, 6:0. Polka wygrała 12 gemów z rzędu, a w drugiej partii notowała imponujące statystyki. Nie obyło się jednak bez drobnej wpadki. Ta jednak przytrafiła się na konferencji prasowej.
Polka do pewnego momentu spokojnie odpowiadała na pytania. - Jestem zadowolona z mojego występu, byłam bardzo solidna. Jestem zadowolona ze sposobu, w jaki przystosowałam się do gry Sary. Czuję, że wiedziałam, jak muszę grać po dwóch meczach, które rozegrałyśmy w Pekinie i w United Cup. Wyciągnęłam z tego świetne lekcje, więc grałam zupełnie inaczej - mówiła o przekonującym zwycięstwie.
Nagle na sali rozległa się muzyczka. Okazało się, że to sprawka leżącego na stole telefonu Świątek. Tenisistka powiedziała tylko: "Oj, przepraszam", z uśmiechem na ustach wykonała kilka kliknięć i wyjaśniła całą sytuację. - O mój Boże. Całe szczęście, że telefon nie zadzwonił podczas meczu. To był budzik. Nie wiem nawet, kiedy go ustawiłam. Jakoś dwa dni temu - tłumaczyła. Sytuacja natychmiast wywołała spore rozbawienie.
O półfinał turnieju w Madrycie Świątek zmierzy się już we wtorek z Beatriz Haddad Maią (14. WTA). Początek tego starcia ok. godz. 12:30. Do tej pory panie grały ze sobą trzy razy. Dwa razy lepsza była Polka, a raz Brazylijka. Najważniejszych ich pojedynkiem był wygrany przez 22-latkę półfinał zeszłorocznego Rolanda Garrosa. - To był bardzo intensywny mecz, bardzo długi - wspominała Świątek. - Nie spodziewam się łatwego meczu z Beatriz. Ona jest świetną zawodniczką, ale zobaczymy - zakończyła.