- Nie jestem osobą, która ogląda zbyt dużo tenisa. Wolę oglądać tenis mężczyzn niż kobiet. Czuję, że jest w tym więcej logiki i oglądanie jest ciekawsze (śmiech) - przyznała z rozbrajającą szczerością Aryna Sabalenka (2. WTA) podczas konferencji prasowej przed turniejem WTA 1000 w Madrycie. Słowa Białorusinki odbiły się szerokim echem i wywołały burzę.
- Nigdy nie zrozumiem, jak czołowe zawodniczki WTA mogą odrzucać swój sport - sport, który dał im WSZYSTKO! Jeśli nawet czołowe zawodniczki WTA uważają, że ich sport jest tak godny zainteresowania i warty oglądania jak męski tenis, jak mogą oczekiwać, że ktokolwiek inny będzie tak myśleć?" - napisał jeden z internautów na tenisowym forum.
Teraz Sabalenka postanowiła wytłumaczyć się ze swoich słów. - Nie chciałam zaszkodzić kobiecemu tenisowi. Nie. Mam na myśli to, że robimy wszystko, co w naszej mocy i to jest godne podziwu, bo jest wiele świetnych meczów. Nie lubię ich oglądać tylko dlatego, że gram przeciwko wszystkim tym zawodniczkom i chcę zmienić obraz sytuacji - powiedziała Sabalenka, cytowana przez "Mundo Deportivo".
I przyznała, że ze względów zawodowych ogląda sporo meczów kobiecego tenisa. - Przed swoimi meczami dużo oglądam kobiecego tenisa, po to, żeby przeanalizować grę swoich przeciwniczek - podsumowała.
Aryna Sabalenka (2. WTA) rozpoczęła od zwycięstwa turniej WTA 1000 na kortach ziemnych w Madrycie. W meczu II rundy pokonała Magdę Linette (48. WTA) 4:6, 6:3, 3:6. - Mimo porażki śmiało można uznać, że to było jedno z najlepszych spotkań Magdy Linette w ostatnich miesiącach, a zwłaszcza w tym sezonie. Postawiła się czołowej zawodniczce świata i gdyby nie pechowe losowanie, prawdopodobnie zaszłaby w Madrycie znacznie dalej - pisał Dominik Senkowski ze Sport.pl.
W kolejnej rundzie zmierzy się z Amerykanką Robin Montgomery (183. WTA).