Już ubiegłoroczna edycja zmagań deblistek przyniosła sporo kontrowersji. Wszystko za sprawą finał imprezy, w której duet Wiktoria Azarenka (26. WTA) - Beatriz Hadad Maia (14. WTA) pokonały amerykańską parę Coco Gauff (3. WTA) - Jessica Pegula (5. WTA). Po zakończonym meczu zwyciężczynie nie miały szansy zabrać głosu i podziękować kibicom. Organizatorzy musieli wystosować przeprosiny.
Wygląda na to, że i teraz w Madrycie doszło do kolejnych problemów. Chodzi o dostępność kortów i możliwość swobodnego trenowania. Okazuje się, że organizatorzy mają sprzyjać singlistkom. Głos w sprawie zabrała Australijka Ellen Perez (623. WTA). To siódma zawodniczka rankingu WTA deblistek. O swoim niezadowoleniu napisała w mediach społecznościowych.
- Są tu 24 korty. Jest wystarczająco dużo korty, jeśli nie dasz mężczyznom ponad trzy godzin na miejscu. Faceci spędzili dzisiaj na miejscu ponad trzy godziny. W zeszłym roku nie było tak źle, było mniej kortów i więcej zawodników. W tym roku po prostu wyrzucili nas na bruk. W ogóle ich to nie obchodzi - napisała na portalu X.
- Jesteśmy wysyłane do zewnętrznych obiektów treningowych, oddalonych o około 15–20 minut, a korty są bardzo różne. To wszystko nie ma dla mnie sensu. Nie mamy czasu na miejscu na ćwiczenia. To żart. Tylko o 8:00 lub 18:00. Więc niewiele drużyn deblowych przejmuje się tym, bo to gów**** czas na treningi. Ten turniej to wstyd - dodała.
Kibice są oburzeni. Na wpisy tenisistki odpowiedzieli stanowczym sprzeciwem. "Jak to jest dozwolone? " Madryt zawsze nienawidził debla i kobiet. A teraz wyobraź sobie, że jesteś jednym i drugim. Hańba" - to tylko niektóre z ich głosów.