"No, Magda! Tak właśnie trzeba!" - krzyczał Dawid Celt w trakcie finału Magdy Linette ze Sloane Stephens w turnieju WTA 250 w Rouen. Były trener drugiej najlepszej tenisistki w Polsce zachwycał się, bo Linette wróciła do formy i wróciła na to drugie miejsce w krajowej hierarchii. Turnieju we Francji nie wygrała - finał przegrała 1:6, 6:2, 2:6 - ale osiągnęła tam ważniejsze rzeczy.
Sloane Stephens była kiedyś światowym numerem 3, a dziś jest numerem 39. We francuskim turnieju była rozstawiona z numerem 6, a Linette wśród rozstawionych się nie znalazła i prawda jest taka, że mało kto spodziewał się po niej tak dobrego grania i awansu do finału.
Linette to jeszcze przez chwilę numer dopiero 60. Dopiero, bo przecież trochę ponad rok temu była 19. Wtedy miała najlepszy czas w karierze, wtedy dotarła do półfinału wielkoszlemowego Australian Open. A teraz ona wygrała cztery mecze z rzędu (cztery rundy prowadzące do finału w Rouen) i czegoś takiego dokonała dopiero po raz od stycznia ubiegłego roku.