Iga Świątek wróciła na mączkę po 300 dniach! Półtorej godziny i koniec

Dominik Senkowski
Iga Świątek pokonała Elise Mertens 6:3, 6:4 w meczu drugiej rundy imprezy WTA 500 w Stuttgarcie. To był bardzo udany powrót naszej mistrzyni na korty ziemne po ponad 300 dniach przerwy. W ćwierćfinale Polka zagra z lepszą z pary Linda Noskova - Emma Raducanu.

Iga Świątek jako aktualna numer jeden na świecie w każdym meczu jest faworytką, a tym bardziej na kortach ziemnych. To w końcu królowa mączki, m.in. trzykrotna mistrzyni Roland Garros (2020, 2022-2023). Jednak do spotkania drugiej rundy w Stuttgarcie (w pierwszej miała wolny los) przystępowała po zmodyfikowanych przygotowaniach.

Zobacz wideo Gwiazdy sportu oszalały za padlem

Mało czasu na przestawienie się

W ostatni weekend Świątek rywalizowała na kortach twardych w ramach rozgrywek reprezentacyjnych Billie Jean King Cup Szwajcaria - Polska. Dopiero w niedzielę pojawiła się w Niemczech. - Nie trenowała ostatnio na ziemi. Po Miami specjalnie została na nawierzchni twardej, żeby dobrze przygotować się do meczu ze Szwajcarią. Odłożyła sezon na mączce na okres po rywalizacji w Biel - tłumaczył Sport.pl Maciej Domka, wicekapitan kadry. 

Tymczasem największe rywalki Polki, jak m.in. Jelena Rybakina, Aryna Sabalenka czy Coco Gauff nie występowały ostatnio w barwach reprezentacyjnych, dzięki czemu mogły wcześniej zawitać do Stuttgartu, by rozpocząć adaptację do tamtejszych warunków. Impreza w Niemczech to pierwsze duże zawody na kortach ziemnych w tym sezonie w Europie. 

Udany powrót na mączkę 

Iga Świątek miała mniej czasu na przystosowanie się do rywalizacji na mączce. Jak jej poszło w czwartek? W swoim pierwszym spotkaniu na kortach ziemnych od ponad 300 dni (finał Roland Garros 2023 z Karoliną Muchową) zaprezentowała się dobrze. Nie ustrzegła się co prawda kilku błędów czy przestojów w grze, ale najważniejsze, że awansowała do ćwierćfinału. 

W pierwszym gemie serwisowym Polka miała problemy, musiała bronić dwóch break pointów. Szybko jednak złapała odpowiedni rytm, wychodząc ze stanu 15:40 i wygrywając dziewięć punktów z rzędu. W trakcie tej serii przełamała Belgijkę do zera, grając coraz pewniej i szybciej. Po kilku minutach było już 3:0 dla liderki rankingu. 

Mertens wyglądała w tamtym momencie na zawodniczkę, która musi liczyć głównie na błędy Świątek. Gdy polska tenisistka podkręcała tempo, rozrzucała rywalkę po korcie, zwłaszcza imponującymi forhendami, ta nie potrafiła w żaden sposób odpowiedzieć. To się zmieniło w czwartym gemie, gdy 30. na świecie tenisistka pokazała kilka ciekawych akcji, w tym zwłaszcza jedną, gdy ściągnęła Igę pod siatkę, następnie przelobowała i punkt, a następnie także gem poszedł na jej konto. 

Chwilę później minimalne pomyłki Polki doprowadziły do stanu 30:30 przy jej podaniu, ale bez żadnych nerwowych ruchów utrzymała serwis, popisując się kolejnymi winnerami. Na korcie ziemnym poruszanie Igi Świątek daje jej tak wielką przewagę, że bardzo ciężko jest w ogóle za nią nadążyć. 4:1, a chwilę później 5:1, po tym jak Polka znów przełamała przeciwniczkę.

Mertens podniosła się  

I gdy wydawało się, że za moment liderka rankingu WTA "domknie" seta, niespodziewanie gładko straciła podanie. Albo inaczej - to Mertens efektownie przełamała Świątek. Belgijka zagrała bowiem znacznie lepiej w tamtym gemie niż we wcześniejszych fragmentach czwartkowego spotkania. Agresywnie, szukając okazji do ataku przy każdej piłce. Po ostatniej wymianie podniosła pieść do góry. Nadal wierzyła, że z tej niekorzystnej sytuacji jest w stanie wyjść obronną ręką.

Mertens zrozumiała, że musi więcej ryzykować, szukać trudnych zagrań. A gdy te zaczęły jej wychodzić, pojawiło się także kilka błędów ze strony Świątek. Gra nieco wyrównała się, Belgijka dorzuciła kolejnego gema i było już tylko 3:5 z jej perspektywy. 

Dziewiąty gem nie zaczął się dobrze dla Igi Świątek, która naciskana przez rywalkę musiała wychodzić ze stanu 0:30. Na szczęście w trudnej chwili naszej tenisistce pomógł serwis. Dwa podania z prędkością 187 km/h - wyjątkowo wysoką jak na Polkę - potem jeszcze dwa błędy Belgijki i set zakończony wynikiem 6:3 dla Świątek.

Dobry sprawdzian dla Igi Świątek 

Druga partia zaczęła się dobrze dla Igi Świątek, która szybko przełamała rywalkę, chciała jej odjechać i nie pozwolić na takie emocje, jak w końcówce poprzedniego seta. Niespodziewanie jednak w czwartym gemie obserwowaliśmy to samo, co kilkanaście minut wcześniej - ponownie ofensywnie usposobioną Elise Mertens i przyciskaną Igę Świątek. 

Polka broniła się imponująco, ale w końcu nie dała rady, straciła serwis i zrobiło się 2:2. A po chwili Belgijka pierwszy raz w tym spotkaniu wyszła na prowadzenie w partii (3:2). Potrafiła odgryźć się naszej tenisistce, jak chociażby w ostatniej akcji piątego gema, gdy będąc w trudnej sytuacji, zaimponowała kapitalnym krosem bekhendowym, który dał jej cenny punkt. 

Elise Mertens rozkręcała się, ale to właśnie w tym momencie Iga Świątek pokazała, dlaczego jest od tak dawna (już 99 tygodni) najlepszą tenisistką świata. Od stanu 2:3 wygrała trzy kolejne gemy serwisowe i całe spotkanie 6:3, 6:4. Zaczęła grać jeszcze szybciej, a zarazem dokładniej. Wyeliminowała błędy, a rywalka znalazła się pod presją i nie zawsze sobie z tym radziła. Najlepszy dowód to zakończenie siódmego gema - podwójnym błędem serwisowym ze strony Belgijki. Nie mogła posłać łatwego podania - bo nadziałaby się na świetny return - a tego trudniejszego serwisu nie zmieściła w korcie. 

Nasza tenisistka wygrała zasłużenie, ma prawo dopiero "docierać" się do nawierzchni ziemnej. Nie ma wątpliwości, że w każdym kolejnym spotkaniu na tych kortach będzie czuła się pewniej, mając za sobą także jeszcze więcej jednostek treningowych. Rywalka w czwartek postawiła się Polce, co może być dla niej bardzo korzystne z perspektywy dalszych występów w Niemczech. Na początku imprezy węcej "daje" spotkanie wyrównane, w którym trzeba się namęczyć niż triumf 6:0, 6:0 bez żadnej historii. 

Wyzwanie dla Igi Świątek w drugiej rundzie w Stuttgarcie było tym większe, że Elise Mertens to bardzo solidna zawodniczka, która nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Od prawie siedmiu lat utrzymuje się w top 50 najlepszych zawodniczek świata. W przeszłości była nawet 12. rakietą globu, to półfinalistka Australian Open 2018 czy ćwierćfinalistka US Open (2019, 2020). Do tego Mertens z powodzeniem łączy grę pojedynczą z podwójną. Obecnie jest drugą tenisistką świata w deblu, wygrywając w tym sezonie w parze z Hsieh Su-wi m.in. deblowy Australian Open. 

W piątek w meczu ćwierćfinałowym w Niemczech rywalką polskiej liderki rankingu będzie lepsza z pary Linda Noskova - Emma Raducanu. Transmisje z turnieju w Canal+ Sport.  

Jak daleko zajdzie Iga Świątek niebawem w Roland Garros?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.