Kompromitacja organizatorów prestiżowego turnieju w Stuttgarcie. Mecz Aryny Sabalenki z Paulą Badosą zakończył się grubo po północy przy pustych niemal trybunach. Badosa kończyła mecz i z kontuzją, i ze łzami w oczach. Iga Świątek i inne najlepsze zawodniczki zwracały już uwagę na zbyt późne pory meczów, władze tenisa obiecały poprawę, ale były to puste słowa.
Godz. 1:10 - o tej porze w nocy ze środy na czwartek zakończył się mecz drugiej rundy turnieju w Stuttgarcie Paula Badosa - Aryna Sabalenka. A mógłby jeszcze później, bo Hiszpanka w trzecim secie przy stanie 6:7, 6:4, 3:3 poddała pojedynek z powodu kontuzji.
Hala była wówczas prawie pusta, ale nie ma się czemu dziwić. Rozgrywanie spotkań w nocy w dzień powszedni nie zapewni kibiców na trybunach, a wręcz przeciwnie: wygoni fanów z trybun do domu. Nawet jeśli mecz będzie pasjonujący. "To absurd kazać grać dziewczynom po północy, nawet w tak "tenisowym" kraju, jakim są Niemcy. Czy w tym WTA kompletnie kogoś powaliło? Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by takim sytuacjom zapobiegać" - napisał na Twitterze dziennikarz Adam Romer z magazynu "Tenisklub".