0:10! Świątek była już na deskach. Fenomenalna odpowiedź i zagadkowe słowa Polki

Osiemnastoletnia Celine Naef potrafiła wygrać 10 punktów z rzędu w meczu z Igą Świątek. Tak, aż 10! Ale błyskotliwa Szwajcarka dostała błyskawiczną odpowiedź, a Polska dostała od Igi drugi punkt w meczu o awans do finałów Billie Jean King Cup. I już teraz, przy stanie 3:0, w rywalizacji trwającej w Biel, nasza reprezentacja jest pewna zwycięstwa. Tylko co tak naprawdę wygrała Świątek, skoro jesienią pewnie znów stanie przed arcytrudnym pytaniem: grać czy nie grać?

Iga Świątek w piątek wygrała ze 158. w rankingu WTA Simoną Walrtert 6:3, 6:1, a w sobotę pokonała 148. na świecie Celinę Naef 6:4, 6:3. Dzięki temu i dzięki zwycięstwu Magdaleny Fręch nad Naef 6:7, 7:5, 6:3, Polska już zapewniła sobie awans do listopadowych finałów Billie Jean King Cup, mimo że mecz w Biel jeszcze trwa.

Zobacz wideo Zendaya jako mistrzyni tenisa w "Challengers" [ZWIASTUN]

Finałowy turniej Billie Jean King Cup, czyli nieoficjalnych, drużynowych mistrzostw świata w damskim tenisie prawdopodobnie zacznie się 12 listopada w Sewilli. Natomiast 9 listopada w Rijadzie w Arabii Saudyjskiej ma się skończyć turniej WTA Finals dla ośmiu najlepszych tenisistek 2024 roku. Jakie są szanse, że Iga Świątek zagra w reprezentacji chwilę po zakończeniu indywidualnych występów w sezonie? Niestety, dziś nie sposób odpowiedzieć.

"Nie rozumiem". Głos Świątek jak głos wołającego na puszczy

Iga nie zagrała w finałach BJK Cup w 2022 i 2023 z powodu źle skonstruowanego kalendarza i choć apelowała o zmiany, to jej głos - mimo że to przecież głos światowej numer jeden - był jak głos wołającego na puszczy.

- Planowanie jest niefortunne i niekorzystne dla tenisistek. Nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje. Mam nadzieję, że w przyszłym roku WTA i ITF będą naprawdę współpracować, jeśli chodzi o terminy i lokalizacje tych dwóch imprez. Rozumiem, że działaczom nie jest łatwo i że wybierają najlepsze oferty, jeśli chodzi o arenę, o kibiców, o miasto, które chce taki event zrobić. Ale uważam, że mimo wszystko zawodnicy, a więc i kibice, powinni być na pierwszym miejscu - mówiła Iga w rozmowie ze Sport.pl w 2022 roku.

Wtedy Świątek grała w WTA Finals w amerykańskim Fort Worth, które skończyły się 7 listopada, a już 8 listopada zaczynały się finały Billie Jean King Cup w Glasgow.

Niestety, ITF, czyli organizator Billie Jean King Cup, i WTA, czyli organizator Finalsów, nie zmienili nic ani w 2023 roku, ani teraz. Pół roku temu Świątek wygrała Finalsy w meksykańskim Cancun 6 listopada, a już 7 listopada w Sewilli zaczął się turniej finałowy BJKC. Przesunięcie pierwszego meczu Polski na 9 listopada nie było dla Świątek wystarczające, żeby zdecydowała się dołączyć do naszej kadry. I trudno mieć o to do niej pretensje, choć część kibiców je zgłaszała.

Świątek spełniła wymóg formalny, by jechać na igrzyska. Ale zrobiła nie tylko to

Świątek gra indywidualnie od stycznia do listopada plus minus 80 meczów. Przemierzanie świata na wariackich papierach po takiej dawce grania, w dodatku tuż po turnieju, w którym trzeba rywalizować wyłącznie z najmocniejszymi rywalkami i to w innej strefie czasowej, to szaleństwo. Za coś takiego można zapłacić kontuzją. A przecież już w grudniu zawsze startuje okres przygotowawczy do nowego sezonu.

Obecny sezon trwa dopiero trzy i pół miesiąca, a Świątek już ma w nogach 27 meczów (z czego wygrała 24) granych w Australii, Azji, USA i Europie. To już robi wrażenie, a to przecież nic przy tym, co jeszcze Świątek czeka. Ten rok będzie o tyle trudniejszy, że dojdzie turniej olimpijski na igrzyskach Paryż 2024. Świątek będzie starała się wywalczyć medale dla siebie i dla Polski w singlu oraz w mikście z Hubertem Hurkaczem.

Teraz w szwajcarskim Biel Świątek występując dla reprezentacji zapewniła sobie prawo gry na igrzyskach, spełniła wymóg formalny. Wielu powie, że dla niej, najlepszej tenisistki świata, tylko formalnością były zwycięstwa nad 158. w rankingu WTA Simoną Waltert (6:3, 6:1) i nad 158. Celine Naef (6:4, 6:3). Ktoś doda, że to był w sumie miły przerywnik w treningach przygotowujących do grania na mączce, czyli do ulubionego okresu Świątek w całym sezonie. Ale fakty są takie, że Świątek pewnie mogłaby nie przyjeżdżać do szwajcarskiej hali przy ulicy Rogera Federera i graniem na szybkim korcie twardym nie zakłócać sobie przygotowań do grania na tych ulubionych kortach ziemnych. A na igrzyska i tak by pojechała, bo organizatorzy przyznaliby jej dziką kartę.

Ale Świątek zagrała, wygrała i wprowadziła - z pomocą Magdaleny Fręch - Polskę do finałów. I możliwe, że paradoksalnie za kilka miesięcy za to zapłaci.

"Kibice są poszkodowani, podobnie jak drużyna i sztab reprezentacji". Mocne słowa Świątek wciąż bez odpowiedzi

Niestety prawdopodobne jest, że jesienią znów usłyszymy i przeczytamy takie słowa Igi, które pamiętamy z ostatniej jesieni. Zacytujmy: "Taka sytuacja niestety miała już miejsce… Po raz kolejny muszę zrezygnować z udziału w BJKC z powodu planowania kalendarza przez WTA i ITF. Już teraz czuję na sobie trudy tego sezonu i nie wyobrażam sobie grania w dwóch turniejach odbywających się w odstępie zaledwie 2 dni, a jednocześnie z koniecznością radzenia sobie z konsekwencjami 6-godzinnego jet lagu i kolejnej długiej podróży po rozegraniu w tym sezonie prawie 70 meczów. Przykro mi, że kibice polscy i nie tylko są w tej sytuacji poszkodowani, podobnie jak drużyna i sztab reprezentacji. Nie mam jednak na to wpływu, a moje zdrowie musi być dla mnie priorytetem, jeśli chcę grać przez kolejne lata. To, że w tej chwili mogę grać w dobrym zdrowiu przez dłuższy czas pokazuje, że mimo trudności logistycznych i intensywnego kalendarza, podejmujemy z zespołem słuszne decyzje. To maraton, nie sprint. Nie wiem, czy moja decyzja zmotywuje federacje do zmian i umożliwi mi w przyszłości grę dla reprezentacji bez narażania swojego zdrowia na ryzyko kontuzji, a także sabotowania późniejszego okresu przygotowawczego do kolejnego sezonu. Mam jednak nadzieję, że w końcu coś się zmieni, bo naprawdę liczyłam na ten występ".

Na razie nic się nie zmieniło. Decyzja Igi nie zmobilizowała decydentów do tego, żeby siedli i rozsądnie się dogadali. Szkoda, bo z Igą w składzie i z Magdą Linette oraz Magdaleną Fręch w ich dobrych dyspozycjach Polska mogłaby nawet walczyć o wygranie BJKC. A tak znów walkę mogą toczyć ci kibice, którzy rozumieją, że Świątek nie chce, a wręcz nie może, ryzykować zdrowiem z tymi, którzy mają jej to za złe i wręcz twierdzą, że ona tak naprawdę nie chce grać dla reprezentacji.

Świątek przegrała aż 0:10! Jak dobrze, że to właśnie ona grała w tym meczu

O tym, że chce, że gra i wygrywa, Świątek właśnie przekonała. I co by nie mówić o temperaturze meczu Szwajcaria - Polska (rywalkom brakowało Belindy Bencić, która jest w zaawansowanej ciąży, i kontuzjowanej Viktorii Golubić, dlatego nasza ekipa była skazywana na zwycięstwo), dobrze było Igę w składzie mieć i na jej grę popatrzeć. Bez niej awansu do finałów BJKC zdecydowanie mogłoby nie być.

Naef po trzygodzinnym piątkowym maratonie z Fręch w sobotę wyszła na kort zregenerowana znakomicie. Ta 18-letnia dziewczyna znów pokazała fantazję i jadąc na niej potrafiła na moment zdominować nawet Igę!

Od stanu 1:1 i 40:40 Naef wygrała - UWAGA, UWAGA! - 10 punktów z rzędu i wyszła na prowadzenie 3:1. Gdybyśmy w tym meczu nie mieli Igi, tylko kogoś innego, to bardzo możliwe, że nakręcona Szwajcarka wspierana żywiołowym kompletem widzów poszłaby po zwycięstwo. Natomiast Świątek spokojnie przeczekała frontalny atak i skontrowała. Błyskawicznie narzuciła swoje warunki, od stanu 1:3 na zimno wygrała aż 14 z 15 rozegranych punktów, wychodząc na 4:3 i 30:0 przy serwisie rywalki. Naef jeszcze się wybroniła i mimo dwóch breakpointów dla Polki nie dała jej uciec na 5:3. Ale - choć grała naprawdę świetne - to światowej jedynki nie była w stanie zatrzymać. Ta światowa jedynka na luzie wrzuciła wyższy bieg i po prostu odjechała. I choć w drugim secie przy prowadzeniu 4:0 i swoim serwisie ta jedynka chyba poczuła się za pewnie, co Naef wykorzystała doganiając na 3:4 i serwując, to w momencie powiedzmy, że zagrożenia, znów nastąpił odjazd.

Koniec końców Świątek dała Polsce dwa zwycięstwa i w wielkiej mierze to dzięki niej już przy wyniku 3:0 nasza ekipa zapewniła sobie awans do finałów bez względu na wynik meczu deblowego (wystawiliśmy Maję Chwalińską i Katarzynę Kawę) i bez konieczności rozgrywania singla między Fręch a Waltert.

A co do listopadowych finałów Billie Jean King Cup, to być może nadzieję na występ Świątek daje to, co ona powiedziała na gorąco na korcie w Biel po meczu z Naef. "Cieszę się, że mogłam poprowadzić swój zespół do finałów. Jestem bardzo dumna z tego, co osiągnęliśmy i mam nadzieję, ze dokończymy to w listopadzie" - stwierdziła Iga.

Czy Iga Świątek zagra w listopadowych finałach Billie Jean King Cup?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.