Szwajcarzy reagują na wygrane Świątek i Fręch. Co za słowa! "Taki jest fakt"

Reprezentacja Polski jest o krok od wywalczenia sobie prawa do gry w turnieju finałowym Billie Jean King Cup. W piątek Iga Świątek i Magdalena Fręch wygrały swoje mecze singlowe, dzięki czemu do zwycięstwa brakuje nam już tylko jednego punktu. Z trudnej sytuacji zdają sobie sprawę również Szwajcarzy. - Musimy docenić to, jak dobrze zagrała polska drużyna. Zwłaszcza Magdalena Fręch w drugim meczu nie pozwoliła na nic w ważnych momentach - twierdził Heinz Günthardt, kapitan reprezentacji Szwajcarii.
Iga Świątek
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Piątek był pierwszym dniem rywalizacji tenisistek z Polski i Szwajcarii o prawo do gry w turnieju finałowym Billie Jean King Cup. Jako pierwsza na kort wyszła liderka biało-czerwonych, czyli Iga Świątek (1. WTA), która pewnie pokonała 6:3, 6:1 Simonę Waltert (158. WTA), choć potrzebowała do tego blisko półtorej godziny. - To był dla mnie wielki zaszczyt, że po raz pierwszy mogłam indywidualnie wbiec na kort przed własną publicznością i rywalizować dla własnego kraju z numerem 1. Cały zespół mnie wspierał, a publiczność była niesamowita. To coś wyjątkowego móc grać w takiej hali. Cieszyłam się każdą chwilą i myślę, że rozegrałam dobry mecz. Miałyśmy dobre wymiany, w których udawało mi się dobrze utrzymać, a czasem nawet radziłam sobie trochę lepiej. Ale trzeba też być w stanie utrzymać się przez cały mecz - przyznała po spotkaniu 23-letnia Szwajcarka.

Zobacz wideo Nowy trener Legii mówi wprost. "Nie ucieknę od tego"

Szwajcarzy przemówili po pierwszym dniu rywalizacji. "Potrzebujemy sensacji"

Drugi punkt dla Polski wywalczyła Magdalena Fręch (52. WTA). Owy zwrot nie jest przypadkowy, albowiem Łodzianka w starciu z Celine Naef (148. WTA) przegrała 70-minutowego pierwszego seta 6:7(8), ale dwie następne partie zapisała na swoją korzyść - 7:5, 6:3. Całe spotkanie trwało blisko trzy godziny. "Podczas gdy Polka w końcu wiwatowała, z oczu Naefa popłynęły łzy" - opisywały szwajcarskie media.

- Z pewnym dystansem mogę powiedzieć, że rozegrałam świetny mecz i mogę być z tego dumna. Ale porażki zawsze bolą, a ta jeszcze bardziej. Zespół natychmiast do mnie podszedł i pocieszył, za co jestem bardzo wdzięczna - przyznała Celine Naef. 

Dzięki temu zwycięstwu biało-czerwone są o krok od turnieju finałowego. Potrzebują jedynie jednego zwycięstwa w sobotę, gdy ponownie odbędą się dwa pojedynki singlowe (jeśli zajdzie taka potrzeba) oraz jeden deblowy. Szwajcarzy zdają sobie sprawę, że ich sytuacji jest już bardzo trudna. - Rozegraliśmy każdy punkt najlepiej, jak potrafiliśmy. To było wszystko, co mogliśmy zrobić. Musimy docenić to, jak dobrze zagrała polska drużyna. Zwłaszcza Magdalena Fręch w drugim meczu nie pozwoliła na nic w ważnych momentach. Ale nasz zespół również pokazał się z najlepszej strony. Niemniej jednak wynik to 0:2, niestety taki jest fakt. Potrzebujemy więc jutro [w sobotę - red.] małej sensacji. Ale w Billie Jean King Cup zawsze są takie sensacje - stwierdził Heinz Günthardt, kapitan reprezentacji Szwajcarii.

W sobotę jako pierwsza ponownie na kort wyjdzie Iga Świątek. Tym razem jej rywalką - o ile nie dojdzie do zmiany - będzie Celine Naef. Jeśli ten pojedynek zakończy się zwycięstwem Polki, to mecz zostanie już rozstrzygnięty i wówczas zostanie już tylko rozegrany towarzyski debel.

Więcej o: