Plan wykonany! Wielki powrót Igi Świątek. Polki na prowadzeniu

Zgodnie z oczekiwaniami ekspertów był to mecz bez większej historii. Iga Świątek wygrała z Simoną Waltert na start Billie Jean King Cup, choć i jej zdarzały się chwile zadyszki. Tak było w pierwszym secie, w którym rywalka dość niebezpiecznie zbliżyła się do naszej rodaczki. Potem jednak Polka przejęła całkowitą kontrolę nad starciem. Dominację potwierdziła w drugiej partii, oddając przeciwniczce zaledwie gema.

Polki były stawiane w roli faworytek w starciu ze Szwajcarkami. Biało-czerwone przyjechały na mecz w najmocniejszym składzie. Od razu chciały potwierdzić swoją wyższość, wystawiając w pierwszym meczu Igi Świątek, która powróciła do gry dla reprezentacji po dwóch latach przerwy.

Zobacz wideo

Był moment zadyszki, ale wszystko wróciło do normy. Świątek postawiła kropkę nad "i" w pierwszym secie

Początek spotkania potoczył się w pełni pod dyktando liderki światowego rankingu. Nie zawodził forhend, precyzyjnie serwowała, grała dość szybko i intensywnie. Prezentowała zbyt wysoki poziom dla Simony Waltert, która gra głównie w turniejach rangi ITF. Po dziesięciu minutach Świątek prowadziła już 3:0. Co więcej, dała ugrać rywalce zaledwie trzy punkty.

Tyle tylko, że chwilę później Polkę dopadł nieco słabszy moment. Zaczęła częściej grać bekhendem, który nie był czysty w jej wykonaniu. W dodatku rywalka zaczęła grać agresywniej, lepiej serwowała. Szwajcarka złapała kontakt, bo zdołała przełamać Świątek. Po 20 minutach było 3:2 dla polskiej tenisistki i zrobiło się niebezpiecznie.

Na szczęście gorszy okres Świątek szybko się skończył. Od szóstego gema w pełni kontrolowała sytuację na korcie. Potrafiła zatrzymać wszelkie próby podjęcia ryzyka przez Waltert. Szybko odzyskała przewagę trzech gemów, a kilka chwil później przypieczętowała zwycięstwo w pierwszym secie 6:3.

Drugi set pod dyktando Świątek, choć rywalka "tanio skóry nie sprzedała"

Druga partia rozpoczęła się od mocnego akcentu Świątek. Już na start bez większych problemów przełamała rywalkę i to do 15. Tylko że chwilę później sama miała duże problemy z obroną serwisu. Dość powiedzieć, że musiała bronić aż trzech break pointów, ale finalnie wyszła z opresji. Co więcej, był to najdłuższy gem w tym spotkaniu, bo zawodniczki rozegrały aż 18 punktów! Zakończył się jednak zwycięstwem naszej rodaczki, co dodało jej skrzydeł.

Na tyle, że przy kolejnej okazji znów przełamała rywalkę i to do 0. Świątek grała spokojnie, precyzyjnie i dokładnie. Nadawała tempo rywalizacji, za czym nie była w stanie nadążyć rywalka. Wydawało się więc, że mecz zbliża się ku końcowi i Szwajcarka nie będzie w stanie przeciwstawić się naszej rodaczce.

Mimo wszystko w czwartym gemie znów nieco postraszyła Świątek. Wywalczyła nawet dwa break pointy, ale żadnego z nich nie wykorzystała. Liderka rankingu WTA utrzymała nerwy na wodzy. Od stanu 15:40 zdobyła cztery kolejne punkty i wyszła z opresji, zapisując kolejny gem na koncie i prowadząc już 4:0. 

Waltert nie zamierzała łatwo się poddać i sprawiała sporo problemów Polce. Szczególnie w gemie numer pięć, kiedy to serwowała. Mimo że znalazła się pod ścianą i musiała bronić break pointa, to tym razem ta sztuka jej się udała. 

Dzięki temu nieco zbliżyła się do Polki, ale dystans wciąż był spory (1:5). I w kolejnych minutach nie skracał się, a wręcz wydłużał. W gemie numer sześć Świątek bez większych problemów obroniła podanie, nie oddając Waltert ani jednego punktu. Była więc o krok od zakończenia spotkania. I triumf przypieczętowała przy kolejnej okazji, ponownie przełamując rywalkę.

Simona Waltert - Iga Świątek 3:6, 1:6

To zwycięstwo dało przewagę Polsce w bezpośredniej rywalizacji ze Szwajcarią. A to nie koniec emocji na kortach w Biel. Już za chwilę do gry wkroczy Magdalena Fręch, a jej rywalką będzie Celine Naef. Początek meczu zaplanowano na 16:00.

Czy Polska awansuje do finałów Billie Jean King Cup?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.