Hubert Hurkacz (10. ATP) bardzo dobrze spisywał się w turnieju ATP 250 w portugalskim Estoril. A że kilku innych wysoko notowanych zawodników z Casprem Ruudem (8. ATP) na czele zawiodło, to w finale Polak trafił na Hiszpana Pedro Martineza (77. ATP). Z roli faworyta wywiązał się znakomicie.
Hurkacz w czwartym gemie przełamał przeciwnika, co w zasadzie ustawiło przebieg seta, gdyż przy własnym podaniu nie tracił punktów. Drugą partię rozpoczął od kolejnego przełamania i tę przewagę utrzymał do końca spotkania. W efekcie wygrał 6:3, 6:4 i zdobył ósmy w karierze tytuł ATP, a pierwszy na kortach ziemnych.
Ze względu na niezbyt wysoką rangę turnieju 27-latek otrzymał dosyć skromną jak na jego standardy nagrodę pieniężną. Wynosi ona 88 125 dolarów, czyli przy obecnym kursie ok. 348 tys. zł. To jego jedna z wyższych nagród w tym sezonie, ale żeby ją otrzymać, musiał zdobyć tytuł. Większe pieniądze dostał za występ w czwartej rundzie turnieju ATP 1000 w Miami, a niewiele mniej zgarnął za ćwierćfinał zawodów ATP 500 w Dubaju. Nie mówiąc o małej fortunie, jaką zgarnął za awans do ćwierćfinału Australian Open.
Ponadto Hurkacz jako triumfator zgarnie 250 punktów do rankingu ATP. W poprzednim roku w Estoril odpadł w drugiej rundzie, zatem zostanie mu dopisane 240 punktów. Z ogólnym dorobkiem 3665 punktów w najnowszym notowaniu wróci na najwyższe w karierze ósme miejsce w zestawieniu.
W najbliższym czasie polski tenisista będzie rywalizował w zawodach ATP 1000 w Monte Carlo. Tam nie będzie mu łatwo, na początek czeka go spotkanie z Brytyjczykiem Jackiem Draperem (39. ATP), a dosyć szybko może trafić na innych wymagających przeciwników.