Pod koniec grudnia ubiegłego roku International Tennis Integity Agency pozytywnie rozpatrzyło apelacje Kamila Majchrzaka, który udowodnił, że nieświadomie zażył niedozwolone substancje. Polak na początku roku wrócił do gry i od najniższego szczebla zawodowego tenisa stara się odbudować swoją pozycję. Na razie idzie mu bardzo dobrze.
28-latek potrafił wygrywać mecz za meczem. Jego ostatnia seria zwycięstwa wynosiła dziesięć spotkań, ale została zatrzymana przez Marco Trungellitiego w półfinale Challengera w Kigali. Polak tydzień wcześniej wygrał pierwszą serię tej imprezy. To był jego największy sukces od momentu powrotu do gry.
Po dwutygodniowym maratonie w stolicy Rwandy Kamil Majchrzak postanowił złapać oddech, ale wrócił do rywalizacji już na początku kwietnia. Wybrał turniej ITF w egipskim Szarm el-Szejk o puli nagród 25 tysięcy dolarów. Polak nie pozostawił żadnych złudzeń zdecydowanie słabszym rywalom. W drodze do finału w czterech meczach nie tylko nie stracił seta, ale pozwolił przeciwnikom na wygranie raptem 10 gemów.
Najtrudniejszy okazał się mecz o tytuł, lecz nie na tyle, aby polscy kibice musieli drżeć o wynik. Kamil Majchrzak pokonał notowanego w końcówce ósmej setki Karima-Mohameda Maamouna 6:3, 6:2. W ten sposób Polak zdobył swój czwarty tytuł w sezonie 2024.
Zwycięstwo 28-latka nie poprawi niestety jego notowań w rankingu ATP. Wręcz spadnie o jedną pozycję - na 406. lokatę - albowiem są zawodnicy, którzy punktowali w bardziej prestiżowych imprezach. Kamil Majchrzak jest czwartą rakietą Polski. "Jedynką" jest oczywiście Hubert Hurkacz, który w niedzielę o godz. 16:30 w Estoril powalczy o drugi tytuł dla naszych reprezentantów tego dnia. 253. jest Maks Kaśnikowski, natomiast czwartą setkę otwiera Daniel Michalski.