Turniej WTA Finals przenosi się do Rijadu w Arabii Saudyjskiej. Nie brakuje kontrowersji, legendy tenisa protestują, ale aktywne tenisistki nie wypowiadają się w tak ostry sposób. Kobiece rozgrywki wiele przeżyły w ostatnich latach i być może właśnie dlatego trudno było im odrzucić saudyjską ofertę.
Potwierdziły się informacje, do jakich dotarł portal Sport.pl na początku marca - turniej WTA Finals odbędzie się w Rijadzie. W latach 2024-2026 sezon kobiecego tenisa będzie kończył się w Arabii Saudyjskiej. Decyzja ta rodzi wiele kontrowersji i pytań.
Legendy krytykują, ale pieniądze imponują
Mimo krytycznych głosów m.in. ze strony legend tenisowych Chris Evert i Martiny Navratilovej działacze WTA zdecydowali się skorzystać z oferty Saudyjczyków. Amerykanki apelowały, by nie organizować tak ważnej kobiecej imprezy w kraju, w którym prawa kobiet nie są w pełni respektowe.
Jedna z dyrektorek Organizacji Kobiecego Tenisa Marina Storti odpowiedziała im w wywiadzie dla "The National": "Wiemy, jakie Martina i Chris miały uwagi, ale uważamy, że podjęliśmy dobrą decyzję dla kobiecego tenisa. Chcemy rozwijać nasz sport w ujęciu długoterminowym".
Zadecydowały gigantyczne pieniądze, jakie zaproponował Rijad. Pula nagród tegorocznego Turnieju Mistrzyń ma wynieść aż 15,25 mln dolarów. To rekord, bo do tej pory największą pulą cieszyła się edycja WTA Finals 2019 w chińskim Shenzhen (ponad 14 mln dolarów). W ostatnich latach kwoty były prawie dwa razy niższe, gdy zawody odbywały się w meksykańskim Cancun czy amerykańskim Fort Worth.
Saudyjczycy zapewniają, że wszystkie uczestniczki imprezy spotkają się z należytym szacunkiem. Największe gwiazdy do tej pory unikały mocnych wypowiedzi na ten temat, choć od miesięcy spekulowano, że WTA Finals może przenieść się do Rijadu. Aryna Sabalenka była nawet zadowolona z takiej możliwości, a największą zwolenniczką z oczywistych względów pozostawała Tunezyjka Ons Jabeur.
Jedyna z czołówki, która w otwarty sposób sprzeciwiała się organizacji imprezy w tym rejonie świata to Daria Kasatkina (11. WTA). Rosjanka nie ukrywa swojej orientacji biseksualnej, a w Arabii Saudyjskiej prawa osób LGBT nie są w ogóle respektowane i grozi im nawet kara śmierci.
WTA czekała na takiego partnera
Odchodząc od względów ideologicznych, trzeba zauważyć, że wybór Rijadu ma dla kobiecego tenisa kilka plusów i minusów. Przede wszystkim rozgrywki zyskały potężnego finansowego partnera, którego brakowało w ostatnim czasie. Po pandemii i zamieszaniu z Peng Shuai (chińską tenisistką, która oskarżyła byłego dygnitarza Partii Komunistycznej o napaść seksualną) WTA zerwała współpracę z Chińczykami. Strony rok temu wróciły do siebie, ale już nie w tak intensywnej relacji, nie obserwujemy choćby kontynuacji WTA Finals w Shenzhen.
Sam Turniej Mistrzyń z tego powodu był rzucany z jednej lokalizacji do drugiej. Cztery lata temu w ogóle nie odbył się z uwagi na zagrożenie COVID-19. Potem miał miejsce w Guadalajarze, Fort Worth i Cancun. Nigdzie nie ostał się dłużej niż rok. Teraz na co najmniej trzy lata sezon ma kończyć się w Arabii Saudyjskiej, a kolejne edycji zawodów według zapewnień organizatorów doczekają się jeszcze wyższej puli nagród.
Cieszy przynajmniej moment ogłoszenia decyzji. W ostatnich latach gospodarza WTA Finals poznawaliśmy dopiero na dwa miesiące przed startem turnieju. Z tego powodu organizacja, zwłaszcza ostatniej imprezy w Cancun, była daleka od zadowalającej. Kulała również promocja, jak choćby w Fort Worth, gdzie trybuny nie raz świeciły pustkami.
Co z frekwencją i logistyką?
Aczkolwiek w zakresie frekwencji będą też pewne obawy przed startem zawodów w Rijadzie. To nie pierwszy turniej organizowany na Bliskim Wschodzie i z doświadczenia wiemy, że bywają problemy w tej części świata z kompletem widzów, zwłaszcza na meczach kobiet. Do startu turnieju pozostało siedem miesięcy i być może ten czynnik pozwoli odwrócić niekorzystny trend. WTA musi popracować nad zapełnieniem tamtejszych trybun.
Kolejny raz może być też kłopot na linii WTA Finals - finały Billie Jean King Cup. Ze strony WTA wynika, że finał w Rijadzie odbędzie się 9 listopada. Zawody reprezentacyjne w Sewilli ruszają trzy dni później. Znów na styk, jak w poprzednich latach.
Nie wiadomo dziś, jak w takiej sytuacji postąpi Iga Świątek. Polki muszą najpierw zakwalifikować się do finałów w Hiszpanii. W meczu o awans zmierzą się w dniach 12-13 kwietnia ze Szwajcarią. Będą wyraźnymi faworytkami z uwagi na występ Świątek, nieobecność Belindy Bencić (ciąża) i słabszą ostatnio postawę czołowych szwajcarskich tenisistek.
W ostatnich dwóch sezonach biało-czerwone rywalizowały w turnieju finałowym Billie Jean King Cup, ale bez wsparcia ze strony Igi Świątek. Liderka reprezentacji nie była w stanie pogodzić kariery singlowej z drużyną narodową. Nie ona jedyna - choćby w ostatnim roku w Sewilli nie zagrały po stronie USA Coco Gauff i Jessica Pegula. Kolejny duży wysiłek na koniec i tak intensywnego zwykle sezonu tenisowego to szaleństwo. A w tym roku jeszcze dochodzą letnie igrzyska olimpijskie w Paryżu, co tylko komplikuje sprawę.
Kolejny sport podbity
Bez względu na problemy logistyczne, narzekania legend tenisa czy obawy o pustki na trybunach kobiecy tenis - a szerzej cała dyscyplina - podjęła już decyzję. W ostatnich tygodniach męskie rozrywki podpisały wieloletnią umowę z Funduszem Publicznym Arabii Saudyjskiej, teraz WTA przenosi swój najważniejszy turniej w roku do Rijadu. Saudyjczycy podbijają kolejny sport po m.in. golfie, piłce nożnej czy Formule 1.
Działacze WTA w imię wartości zerwali kilka lat temu kontrakty z Chińczykami i stanęli w obronie Peng Shuai. Zapłacili za to problemami organizacyjnymi, mniejszą liczbą turniejów, krytyką ze strony zawodniczek. Być może dlatego właśnie tak trudno było im odrzucić arabską ofertę - nawet jeśli przede wszystkim ze względów moralnych wydaje się więcej niż kontrowersyjna.