- W języku angielskim jest słowo "fatigue". Ono oznacza miks zmęczenia fizycznego i psychicznego, trochę znużenie, monotonię. To bardzo ważne słowo, każdy zajmujący się sportem powinien je znać i wiedzieć, w jaki sposób to wpływa na zawodników. Ale śmiejemy się, że dobrze mieć takie problemy. Naprawdę dobrze jest przeciwdziałać takiemu zmęczeniu, bo to znaczy, że jesteśmy na bardzo zaawansowanym, najwyższym poziomie. Zarządzamy tym zmęczeniem, a Iga dysponuje coraz większą liczbą narzędzi - mówiła nam Daria Abramowicz przed meczem Igi Świątek o awans na pierwsze miejsce w światowym rankingu.
To było dwa lata temu. Oficjalnie po raz pierwszy na szczycie listy WTA polska tenisistka znalazła się 4 kwietnia 2022 roku. Ale bycie numerem jeden Świątek zapewniła sobie już 26 marca, pokonując w Indian Wells Viktoriję Golubić. To był jej 12. wygrany mecz z rzędu. Tamta superseria urosła do aż 37 zwycięstw. W damskim tenisie nie było równie długiej od 1997 roku, gdy Martina Hingis również wygrała 37 kolejnych meczów.
Świątek do drugiej takiej serii na razie się nie zbliżyła. Ale to żaden problem, bo wciąż osiąga znakomite wyniki. A druga rocznica jej pierwszego panowania to dobry moment, żeby to pokazać.
Przez te dwa lata - od 4 kwietnia 2022 do 4 kwietnia 2024 roku - światowy tenis miał tylko dwie liderki - Igę Świątek i Arynę Sabalenkę. Polka prowadziła przez 75 tygodni, po czym Białorusinka została numerem jeden na zaledwie osiem tygodni. Stało się to po US Open 2023, gdzie Iga niespodziewanie odpadła w czwartej rundzie, przez co jako obrończyni tytułu straciła dużo punktów. Natomiast Sabalenka doszła do finału (przegranego z Coco Gauff).
Kontratak Igi nastąpił w listopadzie w WTA Finals w Cancun, gdzie Świątek pokonała Sabalenkę w półfinale, a następnie wygrała turniej. Od 6 listopada do teraz trwa drugie panowanie absolutnej królowej światowego tenisa. Po już 22 tygodniach z rzędu na pierwszym miejscu Iga w sumie "jedynką" była już przez 97 tygodni. A jej przewaga nad resztą świata jest tak duża, że Polka będzie na pewno liderowała co najmniej do 19 maja, a więc w sumie dobije do co najmniej 103. tygodni bycia numerem jeden i zostanie dziewiątą zawodniczką w historii, która przekroczyła 100 tygodni.
Na to wszystko Świątek wspaniale zapracowała. Od 4 kwietnia 2022 roku do teraz rozegrała 154 mecze, z których wygrała 134, a przegrała tylko 20. Była w finałach aż 16 turniejów, wygrała 13 z nich. Znamienne, że Sabalenka, Coco Gauff i Jelena Rybakina, a więc numery 2, 3 i 4 rankingu WTA, które uchodzą za główne rywalki Igi, razem wygrały przez ten czas tylko o jeden turniej więcej niż sama Iga (Sabalenka cztery, a Gauff i Rybakina po pięć). Zresztą, spójrzmy na te statystyki:
Dominacja Świątek jest niepodważalna. To jest "jazda!" i nikt w damskim tenisie nikt nie wytrzymuje takiego tempa. Postanowiliśmy sprawdzić, jak wyniki Igi z ostatnich dwóch lat mają się do rezultatów, które w tym samym czasie osiągnęli najlepsi tenisiści rankingu ATP. Spójrzmy na czołową trójkę.
To się komentuje samo, prawda? Niemal tak dobry bilans jak Iga ma tylko stary mistrz Djoković. Świetnie swoje rekordy śrubuje w tym sezonie rówieśnik Polki, Jannik Sinner (oboje są z rocznika 2001), który w tym roku wygrał 22 mecze, a przegrał tylko jeden (Iga ma bilans 22:3). Niezaprzeczalne jest, że kapitalnie dorosłą karierę zaczął o dwa lata młodszy od Igi Alcaraz. Ale nawet oni mogą patrzeć na dokonania Polki z zazdrością, a na pewno z podziwem. Niekłamanym, absolutnym. To ona, Iga Świątek, jest dziś najpiękniejszą twarzą światowego tenisa.