Po nieudanym cyklu Sunshine Double, w którym nie wygrała ani jednego meczu Magdalena Fręch (53. WTA) postanowiła zostać w Stanach Zjednoczonych, aby tam zainaugurować sezon gry na kortach ziemnych. Mączka w USA jest dosyć specyficzna, gdyż ma kolor grafitu i bardziej przypomina betonową nawierzchnię.
Losowanie turnieju WTA 500 w Charleston okazało się niezbyt korzystne, gdyż Łodzianka w pierwszej rundzie trafiła na Sloane Stephens. 31-letnia Amerykanka to 40. zawodniczka świata i była mistrzyni tej imprezy z 2016 roku. Ostatnio nie notuje imponujący wyników, ale to także triumfatorka US Open 2017 i była światowa trójka.
To właśnie reprezentantka gospodarzy lepiej zaczęła to spotkanie. W swoim stylu nakładała dużą presję na Polkę - zwłaszcza na jej drugie podanie - co zaowocowało szybkim przełamaniem. Magdalena Fręch miała szansę, aby tę stratę momentalnie odrobić, ale skutecznymi serwisami popisała się rywalka. Stephens na początku meczu prezentowała się bardzo dobrze, mądrze prowadziła wymiany, w których miała sporą przewagę. Generowana moc oraz precyzyjne zagrania z linii końcowej sprawiły, że po kwadransie gry prowadziła 3:0 z dwoma przełamaniami.
Magdalena Fręch nie mogła znaleźć jakikolwiek punktu zaczepienia. Rywalka była skoncentrowana, dokładna i skuteczna, a sama Polka spisywała się poniżej oczekiwań, popełniając sporo niewymuszonych błędów. Przegrała pierwszą partię 0:6 w 27 minut. "Brakuje pozytywnej energii u Magdaleny Fręch. Stłamszona, zdominowana przez rywalkę. Set do zapomnienia. Nie było żadnych pozytywów w grze Polki" - przyznał Maciej Zaręba, komentator Canal+Sport.
Trudno było wskazać słaby punkt Sloane Stephens w tym pojedynku. Bardzo dobrze serwowała - 90 proc. wygranych punktów po pierwszym podaniu w pierwszym secie - dobrze funkcjonował jej bekhend i forehand, a dzięki rotacji nadawanej piłce odsuwała Polkę od linii końcowej. Tempo wymian również nie było za wysokie, co sprzyjało Amerykance.
Sytuacja robiła się już dramatyczna, ale Łodzianka po siedmiu gemach z rzędu rywalki, odpowiedziała przełamaniem, otwierając swoje konto w tym meczu. To jednak był tylko chwilowy powiew optymizmu, bo ponownie miała problemy w gemie serwisowym. Cztery kolejne niewymuszone błędy Magdaleny Fręch przyniosły wynik 1:4. Oczy bolały od gry polskiej tenisistki. "19 niewymuszonych błędów przy tylko 5 uderzeniach kończących. Te liczby mówią same za siebie" - podsumował to Maciej Zaręba. W postawie Polki nie tylko brakowało dobrego tenisa, ale także woli walki.
Po 64 minutach Sloane Stephens mogła się cieszyć ze zwycięstwa 6:0, 6:2. Amerykanka w drugiej rundzie turnieju WTA 500 w Charleston zmierzy się z Leylah Fernandez. W imprezie gra także Magda Linette, która we wtorek późnym wieczorem na tym samym etapie turnieju podejmie Dajanę Jastremską.