Turniej WTA 1000 w Miami nie może obyć się bez problemów. Na początku rywalizacji mecze były notorycznie przerywane i przekładane z powodu silnych opadów deszczu. Tym razem pogoda przestała płatać figle, ale niespodzianki się nie skończyły. W meczu Wiktorii Azarenki (32. WTA) z Julią Putincewą (68. WTA) zawiodła technologia. Panie już po 22 minutach musiały przerwać grę.
Zawodniczki we wtorek miały się zmierzyć w ćwierćfinale. Wyszły na kort zgodnie z planem. Lepiej rozpoczęła niżej rozstawiona Putincewa, która od razu przełamała, a potem dołożyła punkt przy własnym serwisie. Azarenka odpowiedziała wygraną w kolejnym gemie. Tenisistki ledwo rozpoczęły czwartego, by w pewnym momencie grę przerwała sędzia.
Kobieta dostała wiadomość przez krótkofalówkę, po czym zaprosiła obie zawodniczki na środek kortu. Przez moment tłumaczyła im, co zaszło. Okazuje się, że doszło do awarii prądu. Wydawać by się mogło, że nie jest to wielki problem, bo spotkanie było rozgrywane przy pełnym słońcu. Przeszkodą okazał się jednak niedziałający system "sokole oko", dzięki któremu tenisistki oraz sędzia mogą sprawdzić w spornej sytuacji, czy piłka wyszła na aut, czy też trafiła w kort.
Wyraźnie niepocieszona tym faktem była zwłaszcza doświadczona Białorusinka. Już słuchając komunikatu, na jej twarzy rysowała się frustracja. W końcu usiadła na ławeczce, a po chwili oczekiwania całkiem opuściła kort.
Sędzia zaznaczyła, że mecz nie zostanie wznowiony, dopóki usterka nie zostanie naprawiona. Nie była jednak w stanie określić, jak długo to potrwa. Po kilkudziesięciu minutach problem udało się jednak zażegnać i obie panie wróciły do gry.
Mecz był pasjonujący i trwał aż trzy godziny, a pierwszy set aż półtorej godziny! Azarenka wygrała 7:6, 1:6, 6:3.