Mijały właśnie ponad dwie godziny meczu 1/16 finału w Miami: Iga Świątek (1. WTA) - Linda Noskova (Czechy, 26. WTA) i tak naprawdę niewiele było wiadomo. Obie zawodniczki miały sporo wahań w swojej grze i popełniały mnóstwo niewymuszonych błędów. Czeszka wygrała swoje podanie i w decydującym secie prowadziła 2:1. Riposta najlepszej zawodniczki świata była znakomita. Polka wygrała bowiem trzy gemy z rzędu! Przełamała rywalkę, choć przegrywała w gemie 0:30. Mało tego, Świątek przy stanie 5:4 i swoim podaniu przegrywała 0:40! Potrafiła jednak wtedy zagrać cztery winnery,wygrywający serwis i wygrać gema!
Dwa tygodnie temu Iga Świątek w meczu z Lindą Noskovą w turnieju w Indian Wells straciła zaledwie cztery gemy. W dodatku miała imponującą serię, wygrywając aż dziesięć gemów z rzędu od stanu 2:4 w pierwszym secie.
Teraz Świątek inaczej rozpoczęła mecz. Po zaledwie niespełna dziesięciu minutach prowadziła 2:0 i 40:15 przy swoim serwisie. Wtedy jednak nastąpił punkt zwrotny, bo Czeszka wygrała cztery punkty z rzędu i zdobyła przełamanie. W tym momencie zaczął padać deszcz i potrzebna była kilkuminutowa przerwa. Podczas niej Iga Świątek wysłuchała uwag trenera Wiktorowskiego.
- Tomek Wiktorowski zasugerował Idze, że jeśli Czeszka ma inicjatywę, to nie trzeba celować ekstremalnie trudno, tylko można np. zagrać w środek, zmienić rytm. Powiedział, że na razie jest dobrze i potwierdził, że przegrany gem to wypadek przy pracy - mówiła Joanna Sakowicz-Kostecka, komentatorka Canal+Sport.
Trener Wiktorowski miał rację, a jego zawodniczka błyskawicznie to potwierdziła. Świątek po chwilowej przerwie, wygrała trzy gemy z rzędu i prowadziła 5:2. To ona w tym okresie częściej dominowała, miała więcej winnerów i mniej niewymuszonych błędów. Niestety - Polce znów przytrafił się moment słabości. Przy stanie 5:3 serwowała i popełniła trzy błędy (dwa w wymianie i jeden podwójny serwisowy) i została przełamana. Znów zaczął padać deszcz. Tym razem nie wybił on jednak z rytmu Czeszki, która po kilku kapitalnych zagraniach z forhendu doprowadziła do remisu 5:5.
W efekcie Świątek musiała walczyć w trzecim w tym sezonie tie-breaku. Oba wygrała - z Amerykanką Sofią Kenin w Australian Open oraz z Kazaszką Jeleną Rybakiną w finale turnieju w Dausze. Czeszka też miała świetny bilans, bo wygrała pięć z sześciu.
Tie-break był pasjonujący. Polka miała piłkę setową przy prowadzeniu 6:5, ale po dobrym serwisie, wyrzuciła piłkę z forhendu w aut. Po tym błędzie tylko się ironicznie uśmiechnęła. Po chwili Czeszka miała szansę na zakończenie seta, ale Świątek popisała się cudownym returnem z bekhendu. Noskova kolejną piłkę setową zdobyła asem. Przy prowadzeniu 8:7 doszło do dłuższej wymiany, którą mistrzyni juniorskiego French Open 2021 i ćwierćfinalistka tegorocznego Australian Open skończyła swoim najmocniejszym uderzeniem w tym secie - winnerem z forhendu. Trafiła w samą linię boczną, a Polka tylko z niedowierzaniem popatrzyła na piłkę i po chwili udała się na przerwę na toaletę.
Świątek miała w secie, trwającym aż godzinę, sześć minut zaledwie jeden winner więcej od rywalki (16-15) i tyle samo niewymuszonych błędów (21-21).
W drugiej partii sytuacja się powtórzyła. Znów Iga Świątek miała komfortową sytuację, nawet jeszcze lepszą, bo prowadziła 5:2 z podwójnym przełamaniem! Wtedy jednak stanęła i zaczęła się mylić na potęgę. W efekcie Czeszka miała nawet szansę na przełamanie na 5:5! Polka opanowała jednak nerwy, przetrzymała długie wymiany, a Noskova dwa razy pomyliła się z forhendu. W efekcie to najlepsza zawodniczka świata wygrała 6:4.
Świątek w tym secie miała trzy razy więcej winnerów (12-4), ale popełniła też więcej niewymuszonych błędów (19-13). - Obie zawodniczki nie potrafią znaleźć swojego rytmu i obie będą niezadowolone, jeśli nie wygrają meczu i nie wykorzystają słabości rywalki. Z obu stron są takie nerwy, że po prostu wychodzą ponad jakąkolwiek skalę - dodawała Sakowicz-Kostecka.
Iga Świątek w 1/8 finału zmierzy się z Rosjanką Jekatieriną Aleksandrową (16. WTA), która pokonała swoją rodaczkę Anastasiję Pawluczenkową (22. WTA) 6:4, 3:6, 6:3.