Polak się nie zatrzymuje. Ten tytuł da mu awans o 200 miejsc w rankingu ATP

Nie ma mocnych na Kamila Majchrzaka! W sobotnie południe wygrał już trzeci turniej w 2024 roku - tym razem był górą w ATP Challenger Tour w Kigali. Choć początek meczu nie był najlepszy w jego wykonaniu, to szybko odzyskał rezon i odrobił straty do wyżej notowanego Marco Trungellitiego. W drugiej partii gra była nieco bardziej wyrównana, ale i tak ostatnie słowo należało do naszego rodaka.

Kamil Majchrzak (652. ATP) z przytupem wrócił do gry po 13-miesięcznej przerwie, spowodowanej dyskwalifikacją po tym, jak w jego organizmie wykryto niedozwoloną substancję. Wygrał już dwa turnieje, w Monastyrze i Hammamecie, a w sobotę stanął przed szansą na trzeci triumf w tym roku. Tym razem rywalizował w historycznym turnieju w Rwandzie. Bez większych kłopotów dotarł do finału, tracąc zaledwie jeden set.

Zobacz wideo Gwiazdy sportu oszalały za padlem

Kapitalny mecz Majchrzaka. Kłopoty Polaka na początku seta. Później przejął inicjatywę

W starciu o tytuł Polak zmierzył się z Marco Trungellitim (220. ATP). Był to pierwszy pojedynek tych tenisistów w zawodowej karierze, więc trudno było wytypować faworyta. Pozycja w rankingu ATP przemawiała jednak za Argentyńczykiem. Obu zawodników dzieliło ponad 400 miejsc. Mimo to Majchrzak był w stanie sprawić sensację i to na oczach prezydenta Rwandy, Paula Kagame. Przybył on wraz z małżonką na kort, by z bliska podziwiać zawodników. 

Mecz zaczął się od wyrównanej rywalizacji, choć początek nie był najlepszy w wykonaniu Polaka. Już w trzecim gemie popełnił kilka błędów, przez co stracił serwis. Był więc zmuszony do odrabiania strat. Finalnie podołał wyzwaniu. Już w gemie numer sześć, po niezwykle zaciętej rywalizacji, przełamał Trungellitego - wykorzystał dopiero piątego break pointa. 

Był to moment przełomowy. Już chwilę później utrzymał własny serwis, dzięki czemu wyszedł na prowadzenie (4:3). W następnych minutach gra toczyła się punkt za punkt, co zwiastowało tie-break. Taki scenariusz ostatecznie się nie ziścił. W dziesiątym gemie Polak po raz kolejny przełamał rywala, tym razem wykorzystując już pierwszego break pointa. Tym samym wygrał seta 6:4.

Zacięty drugi set i ponowny triumf Majchrzaka. Polak z trzecim tytułem w sezonie

Druga partia, podobnie jak i pierwsza, nie zaczęła się najlepiej dla Majchrzaka. Już w pierwszym gemie był bliski przegranej przy własnym podaniu. Ostatecznie obronił aż cztery break pointy i wyszedł z opresji, utrzymując serwis. W kolejnych minutach gra nieco się uspokoiła i każdy z tenisistów pewnie punktował przy własnym podaniu. 

W gemie numer siedem znów pojawiło się nieco nerwowości w grze Polaka. Ponownie był bliski utraty serwisu, ale i tym razem utrzymał nerwy na wodzy. Obronił break pointa, dzięki czemu wciąż przewodził w tym spotkaniu (4:3). I to właśnie do niego należała inicjatywa, co udowodnił w dziesiątym gemie. To wtedy przełamał rywala i wykorzystał już pierwszą piłkę meczową, zamykając spotkanie - 6:4 (w całym meczu 2:0). 

Tym samym to Majchrzak triumfował w Rwandzie, dzięki czemu zanotuje gigantyczny awans w rankingu ATP. W poniedziałkowym zestawieniu zamelduje się na 440. miejscu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.