Hubert Hurkacz (8. ATP) z ma za sobą mordercze otwarcie turnieju ATP 500 w Dubaju, gdzie w pierwszej rundzie zmierzył się z Janem-Lennardem Struffem (25. ATP). Polak stoczył z niemieckim tenisistą trzysetowy bój, w którym doszło do trzech tie-breaków. Do tego Hurkacz obronił dwie piłki meczowe, żeby ostatecznie wygrać 7:6(5), 6:7(4), 7:6(6).
- Końcówka była dla mnie szczęśliwa, ale próbowałem walczyć do ostatniego punktu, bo zawsze to robię. Przeciwnik grał świetnie i to mogło pójść w dwie strony. Chciałem być agresywny i atakować, co finalnie się udało. Cały mecz trzeba było się skupiać, bo nie dawał mi żadnych szans na serwisie. Obroniłem ważne break pointy w trudnych momentach. Jestem zadowolony ze swojego występu i tej walki - powiedział Hurkacz po zakończeniu meczu.
Wydaje się, że w kolejnej rundzie - przynajmniej teoretycznie - Huberta Hurkacza czeka łatwiejsze zadanie niż w pierwszym meczu. Jego rywalem został Australijczyk Christopher O'Connell (68. ATP), który w meczu pierwszej wygrał z Niemcem Maximilianem Martererem (96. ATP) 6:2, 6:4.
Obaj panowie dotychczas spotkali się tylko raz. Było to w czerwcu ubiegłego roku w ćwierćfinale turnieju w Stuttgarcie. Wtedy w niespełna półtorej godziny Hurkacz wygrał 6:4, 6:4. Ich mecz w Dubaju zostanie rozegrany w środę 28 lutego, a zwycięzca tej rywalizacji w ćwierćfinale zagra z lepszym z pary Andy Murray (67. ATP) - Ugo Humbert (18. ATP).
Mecz z Australijczykiem będzie okazją dla Hurkacza na przerwanie niezwykłej serii. Mianowicie ostatnich osiem setów z udziałem 27-latka kończyło się tie-breakami! Ostatnią partię bez tie-breaka Hurkacz rozegrał w pierwszej rundzie turnieju w Rotterdamie, gdy wygrał pierwszego seta 6:3 przeciwko Jiriemu Leheczce (36. ATP).