Morderczy mecz Hurkacza. Trzy sety, trzy tie-breaki i meczbol, który załamał rywala

Hubert Hurkacz (8. ATP) zaczyna nabijać liczbę tie-breaków w tym sezonie. W starciu z Janem-Lennardem Struffem (25. ATP) w pierwszej rundzie turnieju ATP 500 w Dubaju zanotował ich aż trzy, a w całym meczu nie było ani jednego przełamania. W rywalizacji na maksymalnym dystansie lepszy okazał się Hubert Hurkacz! Gra polskiego tenisisty falowała. Zaczął bardzo dobrze, ale w drugim secie był wyraźnie słabszy i zasłużenie przegrał. W finałowej partii wytrzymał najtrudniejsze momenty w pierwszych gemach serwisowych, a to, co wydarzyło się przy piłce meczowej, Niemiec zapamięta na długo.

Po Australian Open Hubert Hurkacz wrócił do Europy, aby rywalizować w turniejach halowych. W Marsylii, gdzie bronił tytułu, dotarł do półfinału, a w Rotterdamie już w drugiej rundzie uległ Tallonowi Griekspoorowi. Na lepszy wynik liczył w Dubaju w imprezie rangi ATP 500, gdzie rok temu w ćwierćfinale przegrał zacięty mecz z Novakiem Djokoviciem 3:6, 5:7. Rozstawiony z trójką Hurkacz w pierwszej rundzie tegorocznej edycji zmierzył się z Janem-Lennardem Struffem.

Zobacz wideo To on uczy polskich skoczków latać. Oto jak pracuje

Absolutna dominacja serwisu. Hurkacz musiał grać kolejnego tiebreaka

Twarda nawierzchnia tenisowego kompleksu w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich jest dość szybka, o czym przekonała się niedawno Iga Światek, ale w przypadku Huberta Hurkacza jest to bez wątpienia atut z uwagi na jego serwis. Już w pierwszym gemie posłał dwa asy. Pod tym względem jest liderem ATP Tour po dwóch miesiącach zmagań w tym sezonie. Jednakże podanie to także spora zaleta 33-letniego Niemca, przez co wiele gemów toczyło się błyskawicznie bez żadnej historii.

W siódmym gemie błąd Hurkacza, a potem inicjatywa w wymianie po stronie Struffa zakończona winnerem z bekhendu sprawiła, że Polak musiał wychodzić ze stanu 0:30, ale odpowiednia koncentracja pomogła mu czterokrotnie trafić pierwszym podaniem. Musiał się także wykazać czujnością przy siatce oraz dobrą grą wolejową. Chwilę później przed podobną szansą stanął Wrocławianin, ale też nawet nie zdołał doprowadzić do break pointa. Po raptem 38 minutach doszło do tie-breaka. Kluczowy w tej rozgrywce był podwójny błąd Niemca na samym początku. Pozwoliło to Hurkaczowi zbudować przewagę i dość pewnie triumfować 7:5, choć wykorzystał dopiero trzecią piłkę setową.

Tiebreak numer dwa. W nim Polak pokazał słabość

Druga partia przebiegała wręcz identycznie, choć Struff jeszcze podniósł poziom serwowania, albowiem przez trzy pierwsze gemy przy swoim podaniu nie przegrał nawet punktu. 33-letni Niemiec miał także minimalną przewagę, gdy dochodziło do dłuższych wymian, choć nie było ich aż tak dużo, aby miało to odzwierciedlenie w wyniku. Przy stanie 5:6 Hubert Hurkacz sam wpakował się w tarapaty, albowiem niewymuszone błędy skutkowały aż trzema piłkami setowymi dla rywala, które jednocześnie były pierwszymi break pointami w tym meczu. Znów z pomocą przyszedł serwis i udało się jednak doprowadzić do spodziewanego tie-breaka. 

Tym razem 33-letni Niemiec notowany na 25. miejscu w rankingu ATP nie popełnił błędów z pierwszej dodatkowej rozgrywki i od początku pieczołowicie pilnował swojego podania. Kluczowy okazał się siódmy punkt - zaraz po zmianie stron - gdy ofensywny forehand wyrzucił Polak. Zrobił to przy swoim podaniu, co oznaczało minibreaka. Jan-Lennard Struff dopełnił formalności i doprowadził do trzeciego seta. Trzeba przyznać, że zasłużenie, bo w przekroju całej partii był graczem minimalnie lepszym.

Hubert Hurkacz w tie-breaku grał niepewnie i niestety taka dyspozycja przełożyła się także na początek trzeciego seta. Błędy Wrocławianina oraz dobre returny rywala sprawiły, że Polak już na start musiał bronić się przed dwoma break pointami. Wyjście z opresji go wzmocniło i sam chwilę później sam miał pierwsze szanse na przełamanie w meczu. Złudzeń dobrym serwowaniem pozbawił go Struff. Niemiec podobnie mógł się poczuć w kolejnym gemie. Pierwsze trzy gemy trzeciej partii przyniosły nam w sumie aż sześć break pointów, ale przełamań wciąż nie było. 

To jednak okazało się pewną chwilową efemerydą, bo później zawodnicy wrócili do pewnego utrzymywania swojego podania. Kolejnych szans na przełamanie nie było. Ponownie doszło do tie-breaka. W nim obaj pilnowali swojego serwisu. Byli świadomi, że podobnie jak w dwóch poprzednich tie-breakach zadecyduje pojedyncza akcja. Na to się zanosiło, gdy Struff zaatakował, zdobywając punkt przy podaniu Hurkacza, ale Polak miał mnóstwo szczęścia przy piłce meczowej. Jego zagranie przetoczyło się po taśmie na drugą stronę. Rywal był bezradny. To mogło wpłynąć na psychikę Niemca, gdyż chwilę później to on musiał bronić się przed porażką. Szarpnięty forehand wpakował w siatkę i to Hubert Hurkacz po 2 godzinach oraz 42 minutach okazał się zwycięzcą tego dramatycznego meczu - 7:6(5), 6:7(4), 7:6(6). Jan-Lennard Struff mógł tylko ze złości rzucić rakietą

Polak przy siatce jeszcze raz przeprosił rywala za sposób obrony piłki meczowej, ale mógł cieszyć się ze zwycięstwa. Warto przytoczyć imponujące statystyki serwisowe obu zawodników. Hubert Hurkacz zanotował aż 24 asy. Jan-Lennard Struff odpowiedział siedmioma mniej, ale wygrywał więcej punktów po trafionym pierwszym podaniu. Polski tenisista w drugiej rundzie turnieju ATP 500 w Dubaju zmierzy się z lepszym z pary Maximilian Marterer - Christopher O'Connell. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.