Radwańska popełniła duży błąd. Nagle nie było po nim śladu. "Oszust i playboy"

Agnieszka Radwańska wielką karierę zaczynała pod okiem ojca Roberta Radwańskiego, a potem osiągała sukcesy, współpracując z Tomaszem Wiktorowskim. Nieco zapomniane jest natomiast to, że przez krótki czas miała jeszcze jednego szkoleniowca. W dodatku w tamtym okresie osiągała imponujące wyniki, więc mogło się wydawać, że perspektywy są obiecujące. Niedługo później pojawił się zaskakujący problem z trenerem, mogący mieć związek z jego burzliwą przeszłością. W ojczyźnie był on nawet nazywany "oszustem i playboyem, który marnuje kariery tenisistkom".

Agnieszka Radwańska w trakcie swojej imponującej kariery współpracowała z trzema trenerami. Na początku prowadził ją ojciec Robert Piotr Radwański, a następnie związała się zawodowo z Tomaszem Wiktorowskim (początkowo był "wypożyczony" z PZT). W międzyczasie pojawił się trzeci ze szkoleniowców, choć raczej nie zapadł kibicom w pamięć. Chyba że z powodów pozasportowych.

Zobacz wideo Gwiazdy sportu oszalały za padlem

Agnieszki Radwańska miała kontrowersyjnego trenera. "Marnuje kariery tenisistkom"

Na początku 2012 r. w otoczeniu Agnieszki Radwańskiej pojawił się Chorwat Borna Bikić, który został trenerem jej siostry Urszuli i współpracownikiem Wiktorowskiego. Szybko awansował, gdyż na lutowe turnieje do Dohy i Dubaju poleciał jako pierwszy szkoleniowiec starszej z sióstr, a Wiktorowski pozostał w Polsce.

To mogło być zaskakujące, gdyż Bikić nie miał w dorobku wielkich sukcesów. Za największy uznawano odbudowanie kariery Jeleny Dokić, z którą pracował w latach 2002-2010 (z przerwami). Była to burzliwa współpraca, również za sprawą dosadnych komentarzy ze strony ojca i jednocześnie poprzedniego trenera tenisistki, kontrowersyjnego Damira Dokicia. Jednak za sprawą chorwackiego szkoleniowca Australijka wróciła do dawnej formy i zagrała m.in. w ćwierćfinale Australian Open w 2009 r.

Bikiciowi zarzucano natomiast nieumiejętnie prowadzenie rodaczki Karoliny Sprem. Ta pod jego wodzą wielokrotnie odpadała z turniejów już w pierwszej rundzie, zaliczyła też potężny zjazd z 17. na 89. miejsce w rankingu WTA. Zarówno prowadząc Sprem, jak i Dokić, szkoleniowiec miał też ograniczać ich kontakty ze światem zewnętrznym, w tym mediami. Rodzima prasa nazywała jego i jego brata Tina "oszustami i playboyami, którzy marnują kariery tenisistkom i wykorzystują je finansowo". Określenie "playboy" odnosiło się m.in. do tego, że na treningach Bikić często pokazywał się bez koszulki, aby wyeksponować umięśnione ciało. On sam odrzucał wszystkie te zarzuty i bronił się wynikami prowadzonych przez siebie zawodniczek.

Krótka współpraca Agnieszki Radwańskiej z Borną Bikiciem. "Był na okresie próbnym"

Jeśli chodzi o współpracę z Agnieszką Radwańską, to początkowo wyglądało to nieźle. W Dosze doszła do półfinału, a w Dubaju zdobyła tytuł. Na oficjalnej stronie WTA jako jej trenerzy byli wpisani i Chorwat, i Wiktorowski. - Tomek zna nas od dawna. Wie, jak lubię trenować, a jak nie. Borna od niedawna przypatrywał się moim treningom i też już wie, co ma robić. Ten układ funkcjonuje dobrze - mówiła w Emiratach. Bikić nawet przeprowadził się Krakowa, lecz niedługo później wszystko się posypało.

- Był na okresie próbnym, którego nie zdał. Już nie trenuje z nami. Nie chcę szerzej komentować tej sprawy - mówiła po wygranym turnieju w Miami. Co mogło stać za taką decyzją? Według "Faktu" Chorwat nie mógł polecieć z nią do Stanów Zjednoczonych (przed Miami grała w Indian Wells), gdyż miał problemy z uzyskaniem wizy. To stanowiło wyraźny sygnał ostrzegawczy, zwłaszcza mając na uwadze jego dosyć kontrowersyjną przeszłość.

Od tamtego momentu Radwańska dalej współpracowała z Wiktorowskim. 2012 r. był dla niej najbardziej udanym rokiem w karierze pod względem liczby występów w finałach turniejów WTA - poza Dubajem i Miami zagrała o tytuł w Brukseli (zwycięstwo), Wimbledonie oraz Tokio (porażki). W lipcu awansowała na drugie miejsce w rankingu WTA, a we wrześniu na stałe związała się z Wiktorowskim. Pracowała z nim do zakończenia kariery w 2018 r.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.