Niesamowita seria Igi Świątek! "Robi wrażenie". Absolutna dominacja

Łukasz Jachimiak
W styczniu Iga Świątek wygrała z Qinwen Zheng 6:2, 6:3 w United Cup, a teraz w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju pokonała siódmą zawodniczkę światowego rankingu niemal w identycznym stosunku - 6:3, 6:2. Mijają kolejne tygodnie nowego sezonu, a najlepsza tenisistka świata jest wciąż nieuchwytna dla innych zawodniczek z topu. Superseria Igi trwa i już tylko dwa mecze dzielą ją od kolejnego tytułu!

Qinwen Zheng ma 21 lat, świetne warunki fizyczne i już naprawdę imponujące wyniki. Tenisistka z Chin to finalistka tegorocznego Australian Open i ćwierćfinalistka ubiegłorocznego US Open. Zeszły rok kończyła na najwyższym wtedy w karierze 15. miejscu w rankingu WTA, a w niecałe dwa miesiące tego roku zdążyła wspiąć się już na siódme miejsce. Ona w te niecałe dwa miesiące wygrała 11 ze swych 14 meczów. Ale wygrać kolejnego nie była w stanie, bo wpadła na Igę Świątek. Z o rok starszą Polką zmierzyła się już szósty raz i szósty raz przegrała.

Zobacz wideo Gwiazdy sportu oszalały za padlem

Na początku stycznia Zheng uległa najlepszej tenisistce świata 2:6, 3:6 w United Cup, a teraz już 10 minut ich ćwierćfinałowego starcia z Dubaju pokazało, że i tym razem Chince trudno będzie zdobyć cokolwiek więcej niż po kilka gemów w każdym z tylko dwóch setów (w poprzednich meczach Zheng była w stanie urwać Idze w sumie trzy sety).

Dobrze znamy ten scenariusz. Świątek znów z pełną kontrolą

Swojej wyższości nad rywalką Świątek dowiodła już w drugim gemie - przy serwisie Chinki przegrywała 0:40, ale wtedy weszła na takie obroty, które dały jej pięć punktów z rzędu i przełamanie. Po nim Iga dołożyła gema na 3:0 i szybko zbudowanego prowadzenia spokojnie pilnowała do końca seta.

Owszem, Zheng walczyła, bywało, że świetnie zaserwowała, zdarzało się jej wytrzymywać tempo wymian i niektóre skończyć soczystym uderzeniem, a inne wygrać dzięki pojedynczym błędom Świątek. Ale to wszystko cały czas działo się bez realnego zagrożenia dla faworytki. Pierwszą partię Iga zamknęła wynikiem 6:3 po 42 minutach gry, wykorzystując już pierwszego setbola.

Drugi set miał zasadniczo podobny scenariusz. Może po pierwszych gemach widzowie spodziewali się, że będzie choć trochę zacięty, ale od stanu 2:2 Iga odjechała, wygrała już wszystkie gemy do końca, a cała partia trwała tylko odrobinę dłużej od pierwszej - 44 minuty. W pierwszym secie Świątek wygrała 31 punktów, a Zheng 24, natomiast w drugim secie w punktach było 30:22 dla Polki. Do 12 winnerów z pierwszej partii w drugiej Iga dorzuciła pięć, za to ograniczyła liczbę niewymuszonych błędów - po siedmiu z pierwszego seta w drugim popełniła ich tylko trzy. W sumie Iga miała więc pozytywny bilans 17:10, a Zheng też skończyła mecz na plusie - 19:18 - ale cieszyć się tym pewnie nie potrafi.

Te nazwiska mówią wszystko. Superseria Świątek trwa

Szóste zwycięstwo Świątek nad Zheng w ich szóstym meczu było dla Polki jak pewne pokonanie kolejnego etapu w drodze do kolejnej wielkiej rzeczy. W ostatnią sobotę Świątek wygrała finał turnieju WTA 1000 w Dausze, w finale pokonując Jelenę Rybakinę. W tę sobotę Iga chciałaby zagrać o tytuł w turnieju WTA 1000 w Dubaju i tym razem go wygrać.

Rok temu Świątek grała w Zjednoczonych Emiratach Arabskich świetnie, ale w finale lepsza od niej była Barbora Krejcikova. W Dausze Świątek była najlepsza już trzy razy z rzędu, a dubajskiego turnieju jeszcze dotąd nie wygrała, co na sto procent chce zmienić.

W formie jest świetnej. Wygrana nad Zheng to już 14. z rzędu zwycięstwo Igi nad rywalką z TOP 20. Wymieńmy nazwiska pokonanych przez Polkę zawodniczek z czołówki, a w pełni zdamy sobie sprawę z tego, że kto by w ostatnim czasie nie stawał po drugiej stronie siatki, ten schodzi z kortu pokonany przez światową numer 1. No to jazda:

  • Caroline Garcia
  • Coco Gauff
  • Marketa Vondrousova
  • Coco Gauff
  • Ons Jabeur
  • Aryna Sabalenka
  • Jessica Pegula
  • Beatriz Haddad Maia
  • Qinwen Zheng
  • Caroline Garcia
  • Jekatierina Aleksandrowa
  • Jelena Rybakina
  • Elina Svitolina
  • Qinwen Zheng

Robi wrażenie, prawda? A podkreślmy, że te wszystkie zwycięstwa, a między nimi jeszcze wygrane nad niżej notowanymi rywalkami, Świątek zebrała w zaledwie w cztery i pół miesiąca - między 6 października i 22 lutego.

To jest niesamowita intensywność, a pełny obraz dominacji Polki w ostatnich miesiącach dostaniemy tak naprawdę dopiero wtedy, gdy ten obraz rozszerzymy i powiemy, że od 2 października do 22 lutego Iga rozegrała w sumie 26 meczów, z których wygrała 25 i że przez ten czas była najlepszą tenisistką turniejów: WTA 1000 w Pekinie, WTA Finals w Cancun, United Cup oraz WTA 1000 w Dausze.

W tym okresie Świątek nie wygrała tylko Australian Open, gdzie niespodziewanie uległa Lindzie Noskovej w trzeciej rundzie. Ale po tej porażce wróciła w takim stylu, który dał jej pewne zwycięstwo w Dausze i teraz dał już półfinał w Dubaju. Z widokami na więcej.

Rywalki muszą się bać Igi. Na 100 procent

W piątek w półfinale Świątek zmierzy się albo z Coco Gauff, albo z Anną Kalinską. Z 40. w rankingu WTA Rosjanką Iga jeszcze nie grała, natomiast z Amerykanką, która jest trzecia w światowej hierarchii, Polka ma znakomity bilans 9:1. Pewnie to Coco będzie najbliższą przeciwniczką Świątek, a jeśli tak, to na sto procent zrobi wszystko, żeby Igę pokonać i ten swój bilans z nią podreperować. Ale znów widzimy wyraźnie, że Świątek grając na sto procent jest poza zasięgiem wszystkich innych tenisistek. I że nawet gdy tych swoich stu procent nie pokazuje, to i tak wygrywa niemal wszystko ze wszystkimi.

Oczywiście Świątek może już być zmęczona, oczywiście w Dubaju nawierzchnia nie sprzyja jej aż tak, jak sprzyjała w Dausze (jest szybsza), ale jeszcze bardziej oczywiste jest widoczne u Igi pragnienie, które ją napędza - by cały czas się poprawiać i dzięki temu wygrywać jeszcze więcej. To świetnie dla nas i to bardzo niedobrze dla wszystkich, którym marzy się zatrzymanie najlepszej tenisistki świata. Zwłaszcza że po awansie do półfinału Iga w krótkiej rozmowie na korcie powiedziała, że już i w Dubaju czuje się jak w domu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.