Iga Świątek spadła na rywalkę jak gradobicie. Polka właśnie na taką okazję czekała

Łukasz Jachimiak
Elina Switolina robiła wszystko, by w walce o ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Dubaju pokonać Igę Świątek tak, jak to zrobiła w ćwierćfinale ubiegłorocznego Wimbledonu. Ale waleczna Ukrainka niewiele mogła zdziałać, gdy Polka włączała swój najlepszy tenis. Iga miała momenty lepsze i gorsze, ale tych naprawdę wysokojakościowych było na tyle dużo, że pewnie wygrała 6:1, 6:4.

To było jak gradobicie. Iga Świątek spadła na Elinę Switolinę jak burza. W 28 minut numer jeden światowego tenisa wygrała 6:1 seta z byłą numer trzy, obecnie 20. zawodniczką rankingu WTA.

Zobacz wideo Gwiazdy sportu oszalały za padlem

Ukrainka próbowała zrobić wszystko, żeby rozpędzoną Polkę zatrzymać, ale nie mogła zrobić nic. Iga od początku włączyła tryb "Jazda!" i ganiała rywalkę po korcie tak jak w już trzecim punkcie tego meczu:

Switolina wcale nie grała źle - starała się utrzymywać prędkość wymian, próbowała na ciosy Świątek odpowiadać swoimi, w tym pierwszym secie zdominowanym przez Polkę popełniła tylko sześć niewymuszonych błędów, czyli tyle samo, co Iga. Ale tak naprawdę nie miała szans, bo Iga ofensywnym tenisem wiele pomyłek na niej wymusiła.

Świątek wyglądała, jakby na to czekała

W tym pierwszym secie Świątek wyglądała, jakby w oczach miała srebrne patery. Być może w drodze po taką Iga była w lipcu, ale wtedy w ćwierćfinale Wimbledonu bardziej doświadczona Switolina Polkę zatrzymała. Tamto 5:7, 7:6, 2:6 było pierwszą porażką Igi z Eliną. Od tamtego meczu do teraz w ich bezpośredniej rywalizacji był remis 1:1, bo w 2021 roku w ćwierćfinale turnieju w Rzymie Świątek wygrała 6:2, 7:5. A teraz w ich meczu o ćwierćfinał tysięcznika w Dubaju Iga wyszła na prowadzenie w stylu tak imponującym, że trudno było nie odnieść wrażenia, że brała rewanż za wydarzenia sprzed pół roku.

Świątek jest znana z tego, że przegrane mecze pamięta i że mocno czeka na okazję do pokazania sobie i wszystkim, że wyciągnęła wnioski, że się poprawiła, że jest lepsza od tej, która poprzednio ją pokonała.

Najpierw dominacja, a później walka, ale i kontrola

Ale Switolina to też typ walczaka. Ona jako świetna tenisistka nie załamała się po laniu od Świątek w pierwszym secie. Nie poddała się i wtedy, gdy w pierwszym gemie drugiej partii prowadziła 40:0, a i tak została przełamana. I gdy po chwili Świątek przy swoim serwisie podwyższyła na 2:0. Elinie należą się brawa za to, że kilka minut później było 2:2. Ale z kolei Iga zasługuje na burzę braw za to, że choć rywalka stawała na głowie, żeby ten mecz odwrócić, to ona nie straciła kontroli.

Przy stanie 2:2 i serwisie Switoliny w drugim secie Świątek przegrywała 15:40 i wtedy wygrała cztery kolejne punkty, znów przełamała Ukrainkę, po czym przy swoim podaniu podwyższyła na 4:2. W tym momencie znów godną podziwu wolę walki zaprezentowała Switolina, która na przewagi wygrała najpierw swojego gema, a następnie gema Igi i doganiła ją na 4:4. Ale Świątek jeszcze raz na utratę podania odpowiedziała błyskawicznym przełamaniem powrotnym, do 15. A choć przy stanie 6:1, 5:4 i własnym serwisie Iga jeszcze raz została postawiona w trudnej sytuacji - przegrywała 30:40 - to wzmocniła serwis, jeszcze bardziej zintensyfikowała swoje już i tak imponujące poruszanie się po korcie i wygrała trzy akcje z rzędu, a dzięki temu też cały mecz.

Już 13:1. Imponujący bilans Igi

Drugi set tego meczu trwał dwa razy dłużej niż pierwszy - 56 minut. W tym drugim secie Iga nie miała już wielkiej przewagi nad Eliną, ale kontrola cały czas była po stronie Polki. Tak, z meczu do jednej bramki zrobił się mecz walki, ale mimo wszystko cały czas mocno odczuwało się, że tę walkę może wygrać tylko Świątek.

Wszystko mówiły nam kursy wystawiane na żywo przez bukmacherów. Oni przed meczem proponowali kursy typu 1,15 na zwycięstwo Polki i 6 na triumf Ukrainki, natomiast po pierwszym secie to było już zaledwie 1,02 na Świątek i nierealne 14 na Switolinę.

Switolina ma udane wejście w 2024 rok - do teraz miała dziewięć meczów wygranych i tylko dwa przegrane. W tym pechowy krecz w czwartej rundzie Australian Open - wtedy poddała się przez kontuzję już przy wyniku 0:3 w pierwszym secie z Lindą Noskovą.

Ale Świątek rządzi. Poza bolesną, niespodziewaną, porażką z Noskovą w trzeciej rundzie Australian Open Iga wygrała wszystkie pozostałe 13 meczów w tym roku. A w spotkaniu ze Switoliną potwierdziła, że po tym jak w sobotę wygrała turniej WTA 1000 w Dausze po pasjonującym finale z Jeleną Rybakiną, teraz jest główną faworytką do gry w sobotnim finale turnieju WTA 1000 w Dubaju i do wygrania całej imprezy.

Następnym krokiem Igi na tej drodze będzie czwartkowy ćwierćfinał, w którym zagra z siódmą w rankingu WTA Chinką Zheng albo z 35. w tym zestawieniu Rosjanką Potapową.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.