Będzie protest?! Alarm ws. Igi Świątek. "Kompletnie idiotyczne"

Dominik Senkowski
- Raz czy drugi Rybakina po prostu zgłupiała. W czasie jednej z wymian Iga dwa razy zagrała woleja, nie skończyła akcji, ale stała konsekwentnie przy siatce. Jeśli to będzie szło dalej w tym kierunku, Iga może stać się dla rywalek "potworem" na korcie. Wtedy będzie tak uniwersalna, że otwierają się kompletnie inne perspektywy na grę - mówi w rozmowie ze Sport.pl komentator Eurosportu Karol Stopa.

Iga Świątek wygrała w sobotę turniej rangi WTA 1000 w Dosze. W finale w kapitalnym stylu pokonała Jelenę Rybakinę. Polka we wtorek przystąpi już do turnieju w Dubaju, również WTA 1000. Komentator Eurosportu Karol Stopa opowiada Sport.pl o ostatnich występach Igi i możliwościach jej rozwoju, a także o postępie Magdaleny Fręch i problemach Magdy Linette.

Zobacz wideo Gwiazdy sportu oszalały za padlem

Sport.pl: Poziom gry Igi Świątek w finale w Dosze może dać jej zwycięstwo w Dubaju w ewentualnym spotkaniu z Aryną Sabalenką, która wraca w Emiratach Arabskich do rywalizacji po przerwie i wygranej w Australian Open?

Karol Stopa: Moim zdaniem spotkanie finałowe w Katarze pomiędzy Igą Świątek a Jeleną Rybakiną to był prawdziwy kosmos. Obie grały naprawdę doskonale. Powiem szczerze, że nigdy w życiu nie widziałem dwóch kobiet grających tak mocnymi i szybkimi piłkami i to na poziomie tak powtarzalnym. Często zdarza się, że te uderzające mocniej wywalają po prostu co drugą piłkę. Sposób gry Świątek i Rybakiny w finale w Doszy musiał wywrzeć ogromne wrażenie na tych, którzy sami też trochę odbijają na korcie. Oczywiście mam świadomość, że tenisistki grają dziś dużo szybciej niż w czasach mojej młodości w klubie Warszawianka, ale Iga i Jelena uderzają nie tylko coraz ostrzej, ale i przy tym coraz pewniej. Zwłaszcza pierwszy set to był popis z ich strony.

Można oczywiście zastanawiać się, co by było, gdyby nie to zadraśnięcie Rybakiny. Przerwa wpłynęła na przebieg spotkania. To nawet nie była kwestia tego, jak Rybakina została wybita z rytmu, ale jaką szansę otrzymała nagle od losu nasza tenisistka. Mogła posłuchać rad od Tomasza Wiktorowskiego. To tak bywa, że ustalamy różne taktyki przed wyjściem na kort, potem wychodzimy na mecz, rywalka gra mocno i jest problem. Iga zawsze chce odpowiedzieć przeciwniczce jeszcze mocniej, szybciej, co niekoniecznie jest w każdym przypadku możliwe. Są takie tenisistki, przy których ciężko jest jej wygenerować jeszcze większą prędkość uderzeń, by nie popaść przy tym w zbyt ryzykowny sposób tworzenia akcji. 

Strzelam, że ma pan na myśli następujące zawodniczki: Aryna Sabalenka, Jelena Rybakina, Jelena Ostapenko?

Dokładnie tak, można dodać także Danielle Collins. Iga musi się dostosować do tempa gry w takich spotkaniach, ale też znaleźć balans, by nie iść wyłącznie na szaloną wymianę ciosów. Czasami zapomina, że niektóre jej pomysły taktyczne czy kierunki zagrań - jak patrzy się z pewnej perspektywy - są dosyć łatwe do przewidzenia. Z grubsza wiadomo, co zagra, gdy stawia na siłę, a nie na spryt. 

A z kolei przy takim stylu gry, gdy trafi na rywalkę, która odpowie jej jeszcze mocniej i kończącym uderzeniem wpadającym w kort Iga zaczyna "zapalać się". Ma taki charakter w myśl "nie daruję ci, zagram jeszcze ostrzej". To może być zgubne, a przewaga dwóch przełamań w pierwszym secie z punktu widzenia Jeleny Rybakiny stanowiła gigantyczne prowadzenie. Gdy rywalka w finale uderzała mocno Iga próbowała jeszcze mocniej, ale w płot. Nie wyglądało to dobrze, ale przyszła przerwa, a potem znakomita reakcja Igi.

Ze stanu 1:4 wyszła na 5:4.

To było fenomenalne. Weszła na taki poziom gry, który moim zdaniem jest poza zasięgiem wszystkich rywalek, jakie dziś z nią rywalizują. Myślę, że tak grając łatwiej wygrałaby nawet z Sabalenką niż z Rybakiną. Aryna jest typem "tenisowej wariatki", bardzo emocjonalna na korcie, co potrafi jej czasem przeszkadzać. Podobnie jest z Jeleną Ostapenko, który ostatnio zupełnie rozpadła się w meczu z Wiktorią Azarenką, seria dziwnych błędów z jej strony. Sabalenka i Ostapenko są groźne, gdy są opanowane, ale grając pod wpływem emocji, niekoniecznie uzyskują cel, o jaki walczą.

A pan jest zdania, że Iga przede wszystkim powinna skupić się na rozwijaniu swoich najmocniejszych stron typu siła uderzeń, precyzja, przygotowanie fizyczne czy też urozmaicać grę przez większą liczbę akcji przy siatce, woleja czy slajsa?

Woleja i tak jest ostatnio więcej, ale to nie będzie tak, że gdy przez dłuższy czas nie wchodziła głębiej w kort, to teraz nagle zacznie biegać do siatki w każdej akcji. Bardzo cenne jest to, że próbuje grać inaczej. Miałem takie wrażenie w drugim secie z Jeleną Rybakiną, iż uwierzyła, że idąc do przodu może stworzyć dodatkowe zagrożenie rywalce. Raz czy drugi Rybakina po prostu zgłupiała. W czasie jednej z wymian Iga dwa razy zagrała woleja, nie skończyła akcji, ale stała konsekwentnie przy siatce. Nie bała się pójść odważnie do przodu. Jeśli to będzie szło dalej w tym kierunku, Iga może stać się dla rywalek "potworem" na korcie. Wtedy będzie tak uniwersalna, że otwierają się kompletnie inne perspektywy na grę. Nie wszystkie jej przeciwniczki potrafią w ogóle odnaleźć się w rywalizacji przy siatce, nie znajdują odpowiedzi na woleje czy skróty.

W Dubaju Iga Świątek może być jeszcze mocniejsza?

Iga zawsze grała bardzo dobrze w Dosze i jestem ciekaw, jak poradzi sobie teraz w Dubaju. Tam zwykle szło jej gorzej (2023 - porażka w finale z Krejcikovą, 2022 - niepowodzenie w drugiej rundzie z Ostapenko, 2021 - lepsza od Polki okazała się Muguruza w trzeciej rundzie - przyp.red.). Do tego zmęczenie będzie kumulować się. W Katarze Iga zagrała kilka trudnych spotkań, zwłaszcza finał w Jeleną Rybakiną. Instynkt podpowiada, że po takim starcie powinien nadejść odpoczynek. Tymczasem Polka musi już we wtorek wyjść na kort, bo taki jest terminarz turnieju, kompletnie idiotyczny. Nie wiem, kto w WTA zgodził się, by turnieje WTA 1000 rozgrywano jeden po drugim. W obu przypadkach to przecież drabinki na 64 tenisistki.

W kalendarzu WTA na ten rok mamy 10 turniejów rangi WTA 1000 i są ustawione dwójkami: Doha i Dubaj, Indian Wells i Miami, Rzym i Madryt, Cincinnati i Toronto oraz Pekin i Wuhan.

Tak, ale teraz na Bliskim Wschodzie jest tym gorzej, że to turnieje zaplanowane do skończenia w tydzień. Indian Wells i Miami trwają po 1,5 tygodnia. Finał w Dosze był w sobotę, a kolejnego dnia ruszył turniej w Dubaju. To nie jest zbyt normalne. Pamiętam, że rok temu w Azji rozstawione z najwyższymi numerami nie były te tenisistki, które są najwyżej w rankingu, a te, które doszły w poprzednim tygodniu do półfinału. To nie była głupia zasada (dotyczyła imprez w Tokio i Pekinie - przyp.red.), nie wiem, dlaczego teraz nie miała zastosowania. Wszystkie najlepsze tenisistki z Abu Zabi odpadły bardzo szybko z imprezy w Dosze. Ciężko to łączyć, potworne obciążenie fizyczne. Tak naprawdę turniej rangi WTA 1000 nie różni się bardzo od imprezy wielkoszlemowej, która jest jednak rozgrywana w ciągu dwóch tygodni. Moim zdaniem tenisistki powinny protestować. Jestem ciekaw, jak Iga będzie w stanie rywalizować w Dubaju, mając tak mało czasu na regenerację.

W Emiratach gra także Magdalena Fręch, która ostatnio notuje najlepsze tygodnie w karierze. W Australian Open doszła pierwszy raz do czwartej rundy Wielkiego Szlema. Jak wytłumaczyć jej lepsze wyniki?

Postępy Magdy wzięły się na pewno z tego, że dość mocno zmodyfikowała swój sposób gry. Zaczęła po prostu odbijać piłkę nieco bardziej agresywnie. To była zawsze tenisistka, która raczej przepychała piłkę na drugą stronę, liczyła na błędy rywalki. Nadal nie podejmuje zbyt wielkiego ryzyka w uderzeniach, ale jej zagrania są znacznie mocniejsze.

Dla mnie nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Magdalena Fręch idzie w kierunku, w którym jest w stanie wyciągnąć maksimum ze swojego tenisa. Styl pozostał zachowawczy, ale potrafi bronić się, a jednocześnie gra z większą mocą. To jest styl, który w kobiecym tenisie daje wciąż szanse na niezłe wyniki, przynajmniej z częścią przeciwniczek.

Z tymi najlepszymi także? 

Z nimi będzie problem. Patrząc na ostatni finał w Dosze nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że sposób gry prezentowany przez Magdalenę Fręch pozwoli jej wygrywać z Igą Świątek czy Jeleną Rybakiną. Tyle że tenisistek takiego formatu aż tak wielu w rozgrywkach nie ma. To pierwsza czwórka-piątka rankingu, która jest w stanie odpowiadać bardzo mocno i powtarzalnie. Na taką grę Magda prawdopodobnie odpowiedzi już nie znajdzie. Natomiast oglądałem jej niedawne spotkanie w Katarze z Wiktorią Azarenką. Widać było w wielu fragmentach meczu, o ile agresywniej zaczęła uderzać piłkę. Przez chwilę można było mieć nawet nadzieję, że zwycięży w całym meczu. Azarenka jest jednak tenisistką bardzo doświadczoną, o czym nawet Iga przekonała się później w trakcie turnieju.

Magda może jeszcze awansować w rankingu WTA? Dziś jest 53., była nawet 51., ogrywała ostatnio wyżej sklasyfikowane Caroline Garcię czy Jekaterinę Aleksandrową.

Przybliżyła się do coraz wyższych miejsc, widać stały postęp, ale z drugiej strony nie przywiązywałbym zbyt dużej wagi to jej zwycięstw z Caroline Garcią i Jekateriną Aleksandrową. Są pewne tenisistki wysoko w kobiecym tourze, które mają niebywale rozchwiany styl gry. Garcia jednego dnia wygrywa turniej WTA Finals, a w innym okresie poniesie pięć porażek z rywalkami, z którymi absolutnie nie ma prawa przegrać. Ścisła czołówka kobiecego tenisa jest dziś bardzo mocna, ale już reszta stawki bywa chwiejna. Aleksandrowa w meczu z Fręch w Dubaju prezentowała się niezwykle chimerycznie, nie potrafiła opanować emocji. Magda nie psuje już co drugiej mocniejszej piłki i to jest najważniejsza zmiana w jej grze.

Na innym biegunie znajduje się dziś Magda Linette. Na ostatnie 17 spotkań w jej wykonaniu trzy zwycięstwa i 14 porażek. Po zeszłorocznym półfinale Australian Open nie nastąpił przełom - dlaczego?

W przypadku Magdy wszystko zależy od tego, jak postrzegamy ten półfinał w Melbourne. W sporcie zdarzają się niespodzianki, choćby w piłce nożnej słabsza drużyna może bronić się cały mecz, strzelić jednego gola i pokonać Real Madryt. Życie pokazało, że ten wynik osiągnięty w Australii był splotem pewnych okoliczności. Magda przez cały prawie rok nie była w stanie nawet zbliżyć się do tego poziomu grania, jaki pokazała w Melbourne. Moim zdaniem dobił ją też mecz z Igą Świątek w Pekinie (1:6, 1:6). Rozmiary i styl porażki, bezceremonialność Igi, która nie dała jej żadnych szans.

Magda poszuka jeszcze jakiegoś meczu, który ją podniesienie albo będzie miał problemy. Dopada ją coraz więcej kłopotów zdrowotnych, lata lecą. Będzie jej coraz trudniej, jest zdecydowanie na tym finiszowym etapie kariery. W jednym z wywiadów zasugerowała nawet, że może będzie rozważała rezygnację z gry. To normalna sytuacja, że będąc po trzydziestce, gdy zarobiła swoje pieniądze, a zdrowie nie pomaga, pojawiają się takie myśli. Magda osiągnęła naprawdę dobre wyniki. Gdyby ktoś jej powiedział kilkanaście lat temu, gdy zaczynała występować w Poznaniu, że dojdzie do 20. miejsca na świecie, to pewnie nie uwierzyłby. Należy jej się za to ogromny szacunek.

Skoro ma tyle problemów zdrowotnych to czy powinna zrezygnoprotewać z debla?

Widzę, że Magda nie chce się odciąć od startów deblowych, mimo że jej organizm co chwila kwiczy. W jednym turnieju kłopoty zdrowotne, a jednak w kolejnym zapisuje się także do debla. Z drugiej strony możemy mądrzyć się sprzed telewizora, a sama musi podjąć decyzje. Być może czuje, że jeszcze może, że jeszcze po prostu chce wyciągnąć więcej z kariery.

We wtorek Iga Świątek zagra około godziny 16:00 ze Sloane Stephens w spotkaniu drugiej rundy w Dubaju. Tego dnia na kort wyjdą także Magdalena Fręch i Petra Martić, które również powalczą o awans do trzeciej rundy. Relacje w Sport.pl, transmisje w Canal+Sport.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.