Ten mecz zapamiętają wszyscy. Rybakina mówi do Świątek: "Zobacz, nie jestem gorsza"

Łukasz Jachimiak
- Myślę, że ten mecz wszyscy będziemy pamiętali przez cały sezon - mówi Maciej Synówka przed finałem turnieju WTA 1000 w Dausze, w którym Iga Świątek zagra z Jeleną Rybakiną. Były trener m.in. Barbory Krejcikovej i Belindy Bencić mówi, jak Iga powinna zagrać, żeby pokonać wyjątkowo niewygodną dla siebie rywalkę. Mecz w sobotę o godzinie 16, relacja na żywo na Sport.pl

Iga Świątek to liderka światowego rankingu WTA, a Jelena Rybakina jest w nim czwarta. W 2024 roku obie grają bardzo dobrze - Kazaszka wygrała 15 z 17 meczów i już dwa turnieje - w Brisbane (6:0, 6:3 w finale z Aryną Sabalenką) i w Abu Zabi. Polka ma bilans 10:1 i zagra w swoim pierwszym finale w tym sezonie.

Zobacz wideo Gwiazdy sportu oszalały za padlem

Dla Igi to już trzeci z rzędu finał w Dausze. W 2022 i 2023 wygrała ten turniej. Teraz też uchodzi za faworytkę, mimo że ma niekorzystny bilans bezpośrednich spotkań z Rybakiną. Z ich czterech meczów Świątek wygrała tylko jeden - 7:6, 6:2 w ćwierćfinale w Ostrawie w 2021 roku. Natomiast Rybakina pokonała Igę w ich wszystkich trzech spotkaniach w 2023 roku: 6:4, 6:4 w czwartej rundzie Australian Open, 6:2, 6:2 w półfinale w Indian Wells i w ćwierćfinale w Rzymie, gdzie przy stanie 6:2, 6:7, 2:2 Świątek skreczowała.

Łukasz Jachimiak: Iga Świątek jest według bukmacherów zdecydowaną faworytką finału turnieju WTA 1000 w Dausze, w którym zmierzy się z Jeleną Rybakiną (kursy: 1,5 do 3). Wiem, że oni potrafią liczyć pieniądze, ale jednak trochę się dziwię, że na Igę stawiają aż tak mocno. A Ty?

Maciej Synówka: Zawsze gdy dochodzi do pojedynku takich tenisistek, a więc mających tyle sukcesów, tyle zwycięstw i tak bardzo potrafiących dominować swoje przeciwniczki, to jest nie tylko rywalizacja sportowa, ale też wielkie wydarzenie. Spójrzmy na nie oczami Rybakiny. Ona ciągle ściga Igę, ona chciałaby mieć taką pozycję i taką systematyczność wyników jak Iga. Stąd wynikają też jej trzy zwycięstwa nad Igą z ubiegłego roku - ona za każdym razem bardzo chciała pokazać, że też jest bardzo dobra, a nawet pokonując Igę mówiła jej "zobacz, nie jestem gorszą tenisistką niż ty". Natomiast Iga po przegraniu wszystkich meczów z Rybakiną w ubiegłym roku teraz jest w dobrej sytuacji choćby dlatego, że warunki w Dausze jej bardzo odpowiadają. Myślę, że to może być kluczowe. I jeszcze jedna kluczowa sprawa: w jedynym przegranym meczu Igi w tym roku widzieliśmy, jak Linda Noskova potrafiła atakować jej forhend, a Rybakina może tego nie robić aż tak dobrze, dlatego że sama nie ma najlepszego forhendu. Najbardziej jestem ciekaw, jak Świątek i Rybakina będą nawzajem atakowały właśnie swoje forhendy.

Zostańmy na chwilę przy warunkach: wolny, chropowaty kort w Dausze na pewno Idze sprzyja, ale czy jeszcze bardziej nie sprzyjał jej kort ziemny w Rzymie, na którym rozegrała wiele świetnych meczów i na którym w maju ubiegłego roku dominowała nad Rybakiną, ale tylko do pewnego momentu? Iga w tamtym meczu doznała kontuzji i przy stanie 6:2, 6:7, 2:2 skreczowała, ale od drugiego seta to już był świetny mecz obu, bardzo wyrównany, czyli Rybakina potrafi bardzo mocno postawić się Idze nawet na nawierzchni idealnej dla Polki.

- Na pewno Rybakina ma poziom, żeby się zawsze przeciwstawić Idze. W ich meczach zawsze ważne będzie wykonanie pojedynczych akcji, ważyły będą pojedyncze decyzje, bo o wyniku mogą decydować jedna-dwie piłki. I jeśli chodzi o skuteczność w takich meczach, w grze na najwyższym poziomie, to Iga ma wyższą. Mam też takie poczucie, że Iga ma w sobie nie chcę powiedzieć, że pokorę, bo to jest nadużywane słowo, ale ma poczucie, że będzie grała z zawodniczką, która ją kilka razy ograła, ale też, że te mecze odbyły się jakiś czas temu, że Iga od tego czasu wykonała bardzo dużo pracy, że cały czas się poprawia, staje się coraz lepszą tenisistką i mocno skupia się na tym, co się wydarzy, a nie na tym, co się wydarzyło. Właśnie na tym polega tenis. Takie nastawienie Igi widać po tym, że gdy Pliskova zrezygnowała z gry z nią w półfinale, to Iga i tak od razu wyszła na kort i wykonała porządny trening, próbując się przygotować na płaskie serwisy, na płaską trajektorię lotu piłki i popracowała też nad intensywnością ustawiania się na nogach, nad tym, żeby schodzić na nich do piłki nisko, bo to jest kluczowe w meczach z tenisistkami grającymi tak jak Rybakina. Iga na pewno będzie świetnie przygotowana. Ale podkreślmy, że to będzie mecz dwóch z trzech najlepszych tenisistek na świecie. Myślę, że ten mecz wszyscy będziemy pamiętali przez cały sezon.

Czyli spodziewasz się raczej trzech setów niż tego, że Świątek albo Rybakina wygra tylko trzy gemy, jak to było w finale Rybakiny z Sabalenką w Brisbane, który skończył się wygraną Jeleny aż 6:0, 6:3?

- Właśnie ten finał pokazuje, że granica dobrej gry u Rybakiny poszła bardzo wysoko do góry. Rok temu potrafiła ograć Igę w kilku różnych sytuacjach, teraz powtórzyła to z Sabalenką, a więc z kolejną rywalką, której chciałaby powiedzieć "jestem lepsza od ciebie". Rywalizacja Igi z Rybakiną, nie tylko z Sabalenką, będzie bardzo interesująca na przestrzeni całego sezonu.

Nie odpowiedziałeś, na co się nastawiasz - trzy sety i ponad trzy godziny finału?

- Trudno mi przewidywać. Wiesz, że bardzo rzadko to robię. Ale myślę, że to będzie bardzo wyrównany mecz. Z ciekawością będę patrzył na start Igi. Wiemy, że Iga potrafi intensywnie wchodzić, narzucać swój styl gry. A jeżeli zobaczymy taki start, to jestem bardzo ciekaw, jak na to zareaguje Rybakina. W półfinale z Pawluczenkową Rybakina uzyskała przewagę już przy stanie 2:2, wtedy przełamała po raz pierwszy na 3:2, a zaraz dołożyła drugie przełamanie na 5:2. Zobacz, z jaką łatwością te najlepsze tenisistki potrafią przełamywać. Utrzymanie serwisu będzie w finale bardzo ważne.

Wiemy, że Iga nad serwisem pracuje, ale chyba nie będzie żadnym świętokradztwem powiedzenie, że Rybakina serwuje od Igi lepiej?

- Zgadzam się. Na pewno w grze Rybakiny serwis ma większe znaczenie niż w grze Igi. Iga ma trochę więcej broni - przede wszystkim lepiej się porusza po korcie. Generalnie to są dwie zupełnie różne tenisistki. Rybakina lepiej serwuje, a Iga gra trochę więcej rotacją, lepiej się porusza, ma też lepszą mentalność wykańczania akcji w ważnych sytuacjach, lepiej też wchodzi w pojedynki i jest równiejsza. Ale Rybakina gra o wiele bardziej płasko i w tym roku jest w takim graniu dużo bardziej regularna niż była. Częściej też chodzi do siatki, co było widać w półfinale z Pawluczenkową. Zwracam uwagę na te przebłyski, gdy po swoich dobrych, płaskich serwisach potrafiła iść do siatki i skutecznie, dobrze technicznie, wykańczać akcje.

Mówiłeś, że forhend Rybakiny, podobnie jak Igi, nie jest najlepszy. A jeśli chodzi o wycieczki pod siatkę to tu też stawiasz znak równości między ich jakością u Igi i u Jeleny?

- Nie widzę, żeby dojście do siatki na tym etapie rozwoju obu miało jakiekolwiek znaczenie taktyczne. Bo jeszcze nie widziałem ani takiego meczu Igi, ani takiego meczu Rybakiny, o którym mógłbym powiedzieć, że chodzenie do siatki dało im przewagę. Rybakina w Brisbane była aktywniejsza niż zwykle w tym elemencie, ale potem zupełnie tego nie przełożyła na Australian Open. A jeżeli chodzi o forhend, to ten Igi i ten Rybakiny są zupełnie inne, całkiem inaczej grane. Rybakina gra go gorzej w ruchu, w dobiegu. Tu Iga jest o wiele lepsza. Z drugiej strony Rybakinę trudniej jest ruszyć z miejsca, bo gra tak płaską i niską piłkę, że trudno jest ją przekierować. Trudno zwłaszcza Idze, która ma głęboki chwyt forhendowy. Wchodzimy w drobne czynniki. I ważne będzie, na ile powtarzalnie te drobne rzeczy każda z nich będzie wykonywała.

A na ile ważna będzie cierpliwość Igi? W ćwierćfinale z Wiktorią Azarenką Iga w pierwszym secie popełniła mnóstwo niewymyszonych błędów, bo chyba za bardzo się spieszyła, chyba nie potrafiła odjąć trochę siły i trochę zejść z dynamiki. Nie miałeś wrażenia, że przez pół meczu za wszelką cenę chciała pokazać "ja tu rządzę", natomiast w drugiej części meczu na pewno się wstrzeliła, skalibrowała, ale chyba też troszeczkę zmieniła nastawienie i również dzięki temu Azarenka nie miała już żadnych szans?

- Jednym z największych atrybutów Igi i jednocześnie jedną z największych przestrzeni do poprawy w jej grze jest to, że ona ma niesamowity już nawet nie szósty, a siódmy bieg. Ona w najważniejszych momentach potrafi puścić rakietę, zagrać pełnym ładunkiem. Umie grać coraz mocniej i zarazem coraz lepiej, że nie martwi się o błędy. To jest w tenisie ważne, bo jest dużo zawodniczek, które pod presją grają gorzej, a Iga pod presją potrafi grać zdecydowanie lepiej. I w związku z tym, że ona w swojej karierze wygrała już tak dużo meczów, robiąc to - czyli włączając siódmy bieg, grając wymiany na najwyższej prędkości, wrzucając wszystko w piłkę - to ona wie, jak dużo to już jej dało tytułów, pewności siebie i sprawdzonych schematów. Ale jednocześnie ona nigdy w tych ważnych momentach nie musiała myśleć, co zrobić. I tu jest bardzo trudne wyzwanie trenerskie - na ile wprowadzać taką grę, w której Iga w sytuacji równowagi sił mogłaby nie dążyć do przełamania też świetnie grającej rywalki, tylko do budowania punktów kosztem ofensywy. To się zawsze sprowadza do prostego pytania: mam breakpointa i co robię? Czy pcham akcję, gram ofensywnie i próbuję ją wygrać za wszelką cenę, czy raczej powinnam ją zbudować, dając rywalce, powiedzmy teraz Rybakinie w finale, możliwość ataku. Ten dylemat moim zdaniem coraz częściej jednak widać w grze Igi.

To z jednej strony dobrze, bo trzeba szukać sposobu, a nie zawsze iść na wymianę ciosów. Popatrz: z Azarenką w pierwszym secie Iga popełniła 19 niewymuszonych błędów, a w drugim secie już tylko cztery. I jasne jest, że każdemu z nas drugi set podobał się bardziej, każdy woli, jak Iga piłek nie wyrzuca, jak ma troszkę więcej cierpliwości. Ale może to nie leży w jej naturze i może takie pohamowywanie się na dłuższą metę byłoby dla niej szkodliwe? Może to przekonanie "mam siłę, mogę uderzyć na 100 procent i sobie poradzę" jest tak cenne, że nie można go tłumić?

- Dokładnie o to chodzi. Próba zmiany tego mogłaby być tak kosztowna, że Iga straciłaby ten swój instynkt do ofensywnego grania. A przecież to jest instynkt, który pozwolił jej się wyróżnić, dominować, wygrać wiele turniejów, w tym już cztery wielkoszlemowe. To jest duże wyzwanie trenerskie. Uniwersalne. Bo jak rozmawiasz z najlepszymi sportowcami na świecie, to zawsze słyszysz, że jest coś kosztem czegoś, czyli mogę to dodać do swojej gry, ale jakie będą konsekwencje? Nie tylko pozytywne, ale i negatywne.

Na koniec jeszcze jedna kwestia czysto techniczna, bo różne zagrania i umiejętności Świątek i Rybakiny porównałeś, natomiast nic nie powiedziałeś o bekhendzie. Tu lepsza jest Iga?

- Generalnie u tenisistek jest tak, że mają regularniejsze bekhendy, czyli ze strony bekhendowej potrafią dłużej utrzymać wymianę, mniej psują, a częściej ryzykują i przyspieszają na stronie forhendowej. To dotyczy zarówno Igi, jak i Rybakiny. Natomiast technicznie wolę bekhend Rybakiny i wolę to, jakie decyzje podejmuje, grając bekhendem. U niej te schematy wydają się być bardziej spokojne, lepiej zbudowane i rozbudowane.

Twoje słowa są o tyle zaskakujące, że ja pewnie jak wielu obserwatorów uważam, że Iga bekhendem rządzi.

- Uważam, że technicznie nie. Ona gra na bardzo dużym ryzyku. Robi to skutecznie, ale tak naprawdę odpowiedź o jakość jej bekhendu dostaniemy za dwa-trzy lata. Ona wtedy straci trochę fizyczności i będzie musiała grać ten bekhend bardziej z techniki. Takie jest moje trenerskie oko.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.